poniedziałek, 28 grudnia 2009

Opowiesc Wigilijna

Nadszedl czas swiat Bozego Narodzenia. Nadszedl i odszedl. Swieta minely. A jakie to przemyslenia pozostawily po sobie. Doprawdy dziwne. Przedziwne rzeklbym. Z roku na rok coraz dziwniejsze przemyslenia pozostaja w glowie mej. Zauwazam, ze swieta diametralnie zmieniaja swoj charakter. Dochodze do strasznego wniosku, ze wazna jest juz nie tyle tresc, co forma. Miast celebrowac swieta w domu wsrod bliskich celebrujemy je przed telewizorem. Miast dzien swiety uswiecic wycieczka w mury koscielne (dla tych ktorzy uznaja ze sa chrzescijanami), uswiecamy dzien swiety w murach supermarketow lub inszych galeryj...
Mam nadzieje, ze pewnego roku rzuce wyzwanie modernistycznemu podejsciu do celebracji swiat i zrobimy celebracje w stylu retro.
Smutne to jednakze prawdziwe. Konsumpcjonizm zabija lub wchlania wszystko co smie miec niekonsumpcjonistyczny charakter. Im mniej bedziemy zwracac uwage na tradycje, tym wiecej wedrze sie konsumpcjonizmu. Takie jest moje zdanie. Kazdy powinien odczuwac odpowiedzialnosc za ksztaltowanie swojego malutkiego swiata, ktory jest malutka czastka jednego wielkiego swiata. Zdalem sobie sprawe, ze im szybciej zareaguje, tym lepiej, dlatego tez w przyszlym roku wypowiadam swiateczna wojne konsumpcjonizmowi, aby pewnego dnia nie obudzic sie w hedonistycznym piekle wyprutym do cna z wszelakich wartosci!!!

niedziela, 15 listopada 2009

ZAPACH KOLORU


Dzisiejszy post mial nie powstac, jednakoz po dluzszym przemysleniu doszedlem do wniosku, ze warto jednak go napisac. A dotyczyc bedzie rasizmu.
Mialem kilka dni temu niebywala nieprzyjemnosc konwersacji z osoba, ktorej nie podejrzewalbym o rasizm a ktora podczas luznej konwersacji bardzo jasno i jednolicie wylozyla swoje poglady na temat czarnoskorych i Zydow.
Rozmawiajac o ludzich odmiennego koloru skory osoba ta stwierdzila, ze "brzydzi sie stawac obok czarnoskorego bo jej sie wydaje ze czarnoskorzy tak jakby smierdza...a w ogole to Zydzi i murzyni to jacys tacy fuj...".
Wobec jawnego rasizmu lub inszych przejawow ksenofobobii nie umiem rozmawiac nie tonujac swoich emocji w zwiazku z czym zanim podjalem temat musialem opanowac mimowolne drzenie rak.
Po dluzszej chwili powiedzialem ow osobie, ze lat temu 70 pewien austriak z tych samych powodow usmiercil kilka milionow w obozach zaglady, na co ona oswiadczyla, ze ona takiego zamiaru nie ma...
Tyle jesli chodzi o fakty.
W 1939 roku wybuchla woja, ktora pochlonela miliony ofiar. Byla to wojna ktorej korzeni nalezy szukac w ksenofobii i rasizmie wlasnie. Uczymy sie o niej na lekcjach historii. Wpaja sie nam do glow, ze wojna ta byla zlem i ze wojna w ogole zlem jest.
Uczymy sie faktow, dat, imion bohaterow, nazw miejscowosci w ktorych rozgrywaly sie bitwy. I co? Ano nic - nie uczy nas to niczego, kompletnie. Narod, ktorego II wojna swiatowa tak strasznie doswiadczyla nie zdaje swojego testu z tolerancji. To my - Polacy - powinnismy byc przykladem dla innych narodow w kwestii walki z nietolerancja, rasizmem i wszelkimi innymi formami ksenofobicznego plugastwa. Ogarnia mnie wiec ogromny gniew, gdy slysze slowa jak te cytowane powyzej od osoby, ktorej rodzice pamietali horror drugiej wojny swiatowej.
Ja mialem to szczescie, ze w liceum historii uczyla mnie osoba, dla ktorej historia nie byla jedynie wkuwaniem dat, imion i nazw miejscowosci ale tez, a moze i glownie nauka o wyciaganiu wnioskow. Na coz znac mi imiona bohaterow, jesli nie zrozumiem etosu walki ktora Ci bohaterowie toczyli.
Czesto zastanawiam sie gdzie tkwi sedno tego problemu. Ogromna czesc winy lezy po stronie nas samych. Spoleczenstwo nie czuje na swoich ramionach odpowiedzialnosci za krzewienie postaw pozytywnych etycznie. Jest to jednak problem glebszy i bardziej zlozony jako ze dotyczy on nie tylko postawy spoleczenstwa w tej jednej kwestii a raczej postawy spoleczenstwa wobec problemu odpowiedzialnosci w ogole. Spoleczenstwo nie jest juz takie jak kiedys. Mniej jest juz zbiorowoscia spoleczna, a bardziej zbiorem jednostek o cechach wyraznie aspolecznych lub spolecznie obojetnych.
Mysle jednak, ze wieksza wina lezy po stronie tych, ktorzy biora odpowiedzialnosc za wspoltworzenie naszej rzeczywistosci. Znam przynajmniej kilka powodow ktore utwierdzaja mnie w tym przekonaniu. Po pierwsze (do czego nawiazalem juz wczesnie) nauka historii w naszym pieknym kraju. Moim zdaniem jest zbyt podrecznikowa, dzieki czemu miast ciekawic zwyczajnie nudzi. Po drugie system nauczania nie wymaga bysmy uzywali wyobrazni a pamieci. A szkoda bo gdyby wiekszy nacisk polozono na wyobraznie, to smiem twierdzic ze zupelnie inne byloby podejscie do penych zjawisk.
Nauka historii to jedno. Nauczanie spoleczenstwa to z kolei proces, ktory nastepuje bardzo powoli dzieki codziennemu zyciu (obcowanie z mediami, z innymi ludzmi, itp.).
Jak zatem spoleczenstwo ma uczyc sie tolerancji, gdy ludzie tacy jak ojciec dyrektor moga powiedziec o czarnoskorym zakonniku, ze sie nie umyl ku uciesze malo inteligentnej publiki i nie spotyka go za to zadna kara, a przeciez artykul 257 kodeksu karnego stanowi, ze:
"Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".
Przyklady mozna mnozyc. Pamietam gdy kiedys ze znajomym widzielismy dwoch calujacych sie gejow. Nie powiem, zeby dla mnie taki widok byl codziennoscia, jednakze nie ustosunkowalem sie do tego zdarzenia podczas gdy znajomy powiedzial, ze takich to by najlepiej powiesil. Jakiez bylo moje zdziwienie gdy w niedziele rano ujrzalem go w nowoupranych spodniach, ogolonego, uczesanego maszerujacego do kosciola...
Obowiazek walki z plugawa nietolerancja spoczywa na kazdym z nas, obojetnie czy jest to urzednik panstwowy, ksiadz czy zwykly obywatel.
Dlatego tez probuje ten moj kawaleczek swiata rozswietlic, gdy robi sie zbyt mroczny...

wtorek, 10 listopada 2009

MUZYCZNE INSPIRACJE PT.8

Kilka ostatnich dni zapisalo mi sie w pamieci jako dni, w ktorych stykalem sie z pogladami, ktorych mialem nadzieje nie spotykac przynajmniej wsrod wspolpracownikow z racji tego iz wobec pewnych pogladow moje zdanie jest nieugiete.
Jakos tak wyszlo, ze akurat w tym samym czasie posluchiwalem najnowszego albumu zespolu BIELIZNA pt. "Obrazki z wystawki". Wobec faktu iz wrazenia ktore pozostawilo we mnie konfrontowanie pogladow ze wspolpracownikiem znalazly odzwierciedlenie w czesci warstwy lirycznej tegoz albumu postanowilem umiescic zespol w moich muzycznych inpiracjach. Dotychczas umieszczalem tutaj jedynie albumy, mysle jednak iz w odniesieniu do przynajmniej kilku zespolow byloby to strasznie niesprawiedliwe, poniewaz nie zawsze album musi byc inspiracja. Czasem moze to byc jeden utwor...
Tak wiec BIELIZNA.
Utwór, który tak bardzo mnie zainspirowal nosi nazwe "Wsciekly jad". Zaczyna sie od slow:
"Po co krzyz na szyi
Gdy wsciekly jad
Nie daje noca glowie spac
Po co krzyz na piersi
Gdy chory wzrok
Zamienia swiatlo w twardy mrok"
... i swietnie opowiedzial mi historie mojej rozmowy ze wspolpracownikiem, na to mam jednak zamiar poswiecic osobny wpis na blogu, gdyz sprawa jest dla mnie bardzo wazna.
Wracajac jednak do zespolu uwazam, ze jest to jeden z ewenementow muzycznych w naszym pieknym kraju nad Wisla. Zwariowany rock'n'roll o punkowych korzeniach jest czyms czego jest u nas zdecydowanie za malo. Spiew Jarka Janiszewskiego i liryki tegoz sprawiaja, ze zespol ma w sobie ta unikalna iskre oryginalnosci, ktorej tak bardzo brakuje mi w dzisiejszych zespolach. Janiszewski potrafi bawic sie lirykami. I tak mamy tu teksty takie jak powyzej, ktore sklaniaja mozg do podjecia czynnosci myslowych, mamy rowniez teksty typu "Wladek zrobil przyrzad na tokarce - sygnal bedzie w kosmos slal..." lub "Ze starej kury jest lepszy rosol" (Jednym z powodow dla ktorych uwielbial ten zespol sa tytuly :-).
Goraco polecam kazdemu komu nieobcy jest rock'n'roll

niedziela, 8 listopada 2009

...

Czasem dochodze do wniosku, ze moje pokolenie zostalo naznaczone bezideowoscia.
Mam wrazenie, ze o ile w stosunku do poprzednich pokolen (naszych rodzicow, dziadkow) mozemy mowic o jakiejs przewodniej idei pokolenia takiej jak walka o wolnosc lub walka z systemem, to w przypadku mojego pokolenia takiej idei przewodniej brak.
Sa rzecz jasna subkultury, ktore w mniejszym lub wiekszym stopniu realizuja cel ideowosci, jednak nie ma wspolnego odcinka na ktorym moglibysmy sie porozumiec.
Pokolenie nasze czerpie z tego co jest serwowane nie pytajac o wiecej. Ogarnal nas taki jakis okropny nihilizm. Plyniemy z pradem i nie pytamy o nic. Przeraza mnie to z tego wzgledu, ze za pewien czas dokona sie zmiana pokoleniowa i Polska bedzie taka jaka My ja bedziemy kreowac. Byc moze czesc winy zrzucic mozna na tych, ktorzy kieruja Polska teraz, ze miast wzbudzac jakis zainteresowania w mlodszym pokoleniu dotyczace naszej wizji tego kraju koncentruja sie na tym co jest teraz lub co bylo (glownie w sensie aferalnym).
Abstrachujac jednak od bezideowosci w ujeciu panstwowosci, mysle ze problem ten moze wyrzadzicniepowetowane straty w takich sferach zycia jak np. kultura lub zycie spoleczne.
Uwazam, ze bezideowosc jest co najmniej sprzeczna z natura czlowieka i trzeba podjac odpowiednie kroki by z nia walczyc.

poniedziałek, 26 października 2009

zmiany,zmiany

no i mamy końcówkę rocku. miałem niebywałą okazję w tę cudowną pore roku spojrzec na swiat z perspektywy urlopowego leniwca. dochodze do wniosku, ze zmienia sie wszystko wokol. zmienia sie swiat. zmieniaja sie ludzie. moj chrzesniak za kazdym razem musi sie do mnie przyzwyczajac...
gdy czlowiek ma okazje bywac w pewnych miejscach jedynie raz na kilka miesiecy zauwaza jak wielkie i przelomowe zmiany zachodza. "panta rei" rzeklby filozof. chcialoby sie krzyknac "stop, zwolnic prosze", aczkolwiek glos przepadlby w tumulcie podobnych mu marzen i zyczen.

p.s. podziekowania dla dostarczyciela internetu w WIELKIEM CZYSTEM za mozliwosc opublikowania kilku powyzszych slow :-))

niedziela, 4 października 2009

"Umieralnosc nieumieralnego"

Dla tych w ktorych nieumieralne umiera...

Zastanawialem sie o czym mialbym napisac w moim kolejnym "wejsciu" na bloga. Tysiace pomyslow rodzilo sie w mojej glowie, ktore byly owocami mnogich sytuacji. Mialem w glowie kilka tematow waznych, ktore omysliwalem od pewnego czasu. Wszystkie one pekly jednak niczym banka mydlana w zderzeniu z kilkusekundowym przeblyskiem swiadomosci o pewnym zjawisku.
"Umieralnosc nieumieralnego" taki przewrotny tytul. Wg mnie cala jesien jest swego rodzaju umieraniem, ale nie o przyrodzie tutaj bedzie. W tych kilku zdaniach chcialbym zawrzec pewna mysl ulotna..
Gdy sie rodzi nieumieralne, jest wiosenna wolnoscia. Jest tym do czego dazy swiadomosc i co kreuje sama przez sie. Nieumieralne jest bezszelestnym krzykiem swego jestestwa i bezkrytyczna chlonnoscia rzeczywistosci zaistnialej.
Gdy nieumieralne umiera wraz z nim umieraja co najmniej dwa swiaty...

p.s. ... i tak nie chcialem by bylo to zrozumiale dla kogokolwiek procz mnie ;-)

niedziela, 27 września 2009

O hipokryzji słow więcej

Przypomniały mi się jeszcze takie dwie tragi-komiczne sytuacje uwypuklajace zjawisko hipokryzji.
Sytuacja pierwsza.
Kilka lat temu mial miejsce atak bojownikow terrorystycznych na szkole w Bieslanie. Tragedia w ktorej zginelo wiele dzieci poruszyla caly swiat. Poruszyla rowniez naszych parlamentarzystow, ktorzy w przyplywie dobroci postanowili zorganizowac zbiorke pieniedzy. Koniec koncow zebrano cos ponad 1000 zl. Z uwagi na to iz poslow jest 460 to wychodzi na to, ze kazdy dal jakies 3zl.
Sytuacja druga.
Tez kilka lat temu dwoch poslow wpadlo na genialny plan, ze skoro narod biedny, to oni w ramach z narodem solidarnosci sprobuja przezyc za minimalne wynagrodzenie krajowe. Nie udalo im sie wytrzymac miesiaca. Z usmiechami na twarzach mowili o klopotach jakie byly dla nich obce i z jakimi musieli sobie radzic, np. tanie maszynki do golenia, do ktorych nie byli przyzwyczajeni. Suma summarum wrocili do swych poselskich diet.
Przypomina mi to zabawe, w ktora z rowiesnikami bawilismy sie w wieku lat kilku, tzw."domek". Zrobilo sie jakis namiot, wrzucalo sie jakis materac do srodka, gdy nadchodzil wieczor opowiadalo sie traszne historie, a koniec koncow gdy bylo juz malo fajnie wracalismy do domu. Widzocznie parlamentarzysci zrobili sobie taki come back do czasow dziecinstwa - oni sie posmiali, ja nie.

O hipokryzji kilka słow

Uwazam sie czasem za idealiste, aczkolwiek zyjac w swiecie ktory idealistow niezbyt lubi stapam twardo po ziemii. Niemniej jednak czasem pojawiaja sie w moim zyciu pewne przemyslenia, plany, obserwacje, mysli ogolnie mowiac powstale na bazie idealizmu ow. I tekst ten, moim zdaniem, z idealizmu wlasnie plynie.
Trwa kryzys ekonomiczny, ktory nie wiadomo kiedy sie zakonczy. Od jakiegos czasu pojawiaja sie spekulacje na temat rychlego powrotu na sciezke wzrostu gospodarek swiatowych, ktore jednak na razie spekulacjami pozostaja. Wiele sie mowi i pisze o trudnosciach jakie napotykaja obywateli dotknietych kryzysem (bezrobocie w szczegolnosci), o tym ze nasze portfele ubozeja, o tym ze jak nasze portfele nie beda wystarczajaco grube to nie zrobimy odpowiednio duzych zakupow, ktore moglyby stac sie kolem napedzajacym gospodarke. O tym wszyscy wiemy. Kryzys ekonomiczny uderzyl w swiat.
Kryzys ekonomiczny dal rowniez poczatek debacie nt ustroju ekonomicznego wspolczesnego swiata. Czy rzeczywiscie kapitalizm jest najlepszym systemem jaki moze istniec? Na to pytanie mozna odpowiedziec w ten sposob, ze nie, ale dotychczas nie stworzono systemu lepszego. Czy kapitalizm jest sprawiedliwy? Wydaje mi sie, ze nie.
Aczkolwiek do momentu wymyslenia lepszego systemu nie prorokuje zadnych zmian.
To do czego zmierzam ma duzy zwiazek z ekonomia i dlatego zrobilem szeroko zakrojone entree.
Pomoc finansowa panstw dla bankow i przedsiebiorstw jest w wielu przypadkach ogromna, by nie pisac nieograniczona. Kasa jest pompowana by jak sie oficjalnie mowi ruszyc swiatowa gospodarke z miejsca. Problem tkwi w tym, ze lwia czesc tych pieniedzy idzie po prostu na pokrycie dlugow, za ktore odpowiedzialni sa ludzie, ktorzy jeszcze jakis czas temu nie czuli sie odpowiedzialni. Bankowcy na ten przyklad wyciagaja raczki po panstwowe pieniazki a za chwile funduja sobie bonusy za dobra prace. Pluje sie w twarz zwyklym ludziom mowiac ze "jeszcze popada i przestanie". A panstwo patrzy na nas z powazna mina i mowi, ze jeszcze troche zacisniemy pasa i moze bedzie lepiej.
Gniewam sie! oj gniewam sie bardzo, kiedy idac do banku musze przedstawiac moj problem 150 razy kazdemu urzednikowi z osobna, a kazdy odpowiada mi ze nie moze nic dla mnie zrobic. Gdy tymczasem chodzi o banku ratowanie przy moim portfelu pojawia sie 150 bankierow i chciwie zerka na przegródke z napisem "na podatki"...

wtorek, 15 września 2009

Medialna szarańcza

Oglądając dzis telewizornie (sic!) mialem niebywala nieprzyjemnosc przekonac sie jak to naprawde dzialaja reporterzy. Niusem numero sekundo byl "skandal" dotyczacy nieprzybycia polskiej reprezentacji siatkowki mezczyzn do pana prezydenta. Przypomnialem sobie iz wczoraj osoba z bliskiego otoczenia pana prezydenta poinformowala, ze jest zdziwiona tym iz dowiaduje sie faktu o nieprzybyciu siatkarzy do pana prezydenta z TV i to bylo wszystko. Osoba ta (nie pamietam nazwiska) powiedziala, ze jesli taka byla wola dzialaczy zwiazkowych to ok i nie robmy z tego sensacji. Strasznie mnie sie to spodobalo jako ze przywyklem juz do obrzucania sie blotem pod byle pretekstem. Niestety polujacy na sensacje dziennikarze nie mogli przepuscic takiego smakolyka i ci biedni siatkarze musieli po stokroc tlumaczyc, ze nie bylo to ich decyzja. Dzis rano pierwszy "nius" - afera siatkarska... Spirala zostala nakrecona przez zadnych sensacji mistrzow taniego badziewia karmiacych obywateli papka i taka papke im z mozgow robiacych. Pamietam taki moment gdy dziennikarz podszedl do pana prezydenta i powiedzial "czy nie uwaza pan ze premier chce na tym zbic kapital polityczny?". A wiec dziennikarzyna zasugerowal odpowiedz prezydentowi wiedzac o tym ze nie jest ulubionym politykiem prezydenta premier i na odwrot. Odpowiedz mogla byc tylko jedna.
Jeszcze wieksze bagno zdolalem zobaczyc w "niusach" gdy sprawa dotyczyla odzyskania przez rodzicow malej Róży (sprawa byla naglosniona nie tak dawno przez media). Dziennikarz podszedl do matki dziewczynki zaraz po ogloszeniu decyzji o oddaniu dziecka pod opieke rodzicow i zadajac pytania zauwazyl, ze matka ma lzy w oczach (co bynajmniej mnie w ogole w takiej sytuacji nie zdziwilo), a ze matka obrocona byla bokiem do kamery i miliony nie mogly tego zobaczyc dziennikarz postanowil zapytac "Czy ma pani lzy w oczach?"...
Nie chodzi mi tutaj o glupote, bo ta jest wszechobecna, nie chodzi o poszukiwanie sensacji - do tego zdazylem sie przyzwyczaic. Chodzi o cos zupelnie innego.
Wczoraj mialem okazje obejrzec wywiad z Tadeuszem Mazowieckim, ktory zapytany czego zyczylby Polsce odpowiedzial, ze poprawy debaty publicznej. W tym tkwi sedno. Jak ta debata publiczna moze sie poprawic, skoro media traktuja obywatela jak idiote. Nie jestesmy tumultem imbecyli, ktorzy tylko czekaja na jakis placz, jakies tanie sensacyjki, a tym bardziej na glupote. Niestety coraz czesciej to wlasnie otrzymujemy. Jak w tym kraju ma byc dobrze skoro wazne sprawy odsuwane sa nie na drugi nawet plan a na trzeci...
Mysle jednak, ze narod jest o wiele madrzejszy od tych ktorzy chca nas oglupic i kiedys przyjdzie taki czas kiedy powie "Basta!" Ja moje "Basta!" mowie wlasnie teraz.

niedziela, 6 września 2009

"Człowiek jest miarą wszystkich rzeczy"

Interesowalem sie swego czasu bardzo filozofia, teraz pozostalo zainteresowanie jdnak w stopniu troszke mniejszym. Studiujac filozofie mialem okazje natknac sie na zdanie ktore w polaczeniu z pewnymi czytanymi przeze mnie w tamtym czasie dzielami wywolalo mala burze w moim umysle. Zdanie to brzmi "Człowiek jest miarą wszystkich rzeczy" i zostalo najprawdopodobniej wypowiedziane przez Protagorasa. Gdyby zastanowic sie nad tym zdaniem glebiej, mysle ze Protagoras mial racje i zdanie to wypowiedziane jakies 2500 lat temu ma zastosowanie do dzisiaj. I na tym polega jego uniwersalnosc. Kluczowym wg mnie jest fakt ze odnosimy sie do kazdego istnienia ludzkiego z osobna. Dopuszczamy roznorodnosc. Niektore systemy filozoficzne o ty zapominaja. Kazdy czlowiek widzi swiat inaczej. Nie ma dwoch ludzi ktorzy patrza na wszystko tak samo. To co mnie zdaje sie przerazajace i straszne dla innego moze byc podniecajace i zabawne. W dzisiejszym swiecie, gdzie nie ma wiele zrozumienia dla innosci i odrebnosci powyzsze zdanie w polaczeniu z empatia moze zdzialac cuda. Nie mozna jednak bezkrytycznie przyjmowac pogladu, lub tez mozna go bezkrytycznie przyjmowac aczkolwiek nie zgadzac sie na to zeby zrozumieniu tego zdania towarzyszyla akceptacje i przyzwolenie na calkowita wolnosc, gdyz w sytuacji takiej dopuscimy do usprawiedliwiania zbrodniczych czynow takich jak np. Holokaust.
Niemniej jednak gdy pomyslimy o tym iz czlowiek jest miara wszystkich rzeczy byc moze szybciej przyjdzie nam zrozumiec drugiego czlowieka.
I tego nam wszystkim zycze...

czwartek, 27 sierpnia 2009

Don Kichot XXI wieku...

Przydarzyl mi sie ostatnimi pewien niezwykle niemily przypadek. Aby placic za mieszkanie postanowilem ustawic w moim baku stale polecenie przelewu, abym nigdy nie zapomnial zaplacic za mieszkanie czynszu co mogloby spowodowac niemile w skutkach czynnosci podjete przez agencje wynajmu mieszkan. Ustanowiwszy otoz w banku stale polecenie przelewu, nie martwiwszy sie wiecej spalem spokojnie kazdego tygodnia. Az tu pewnego dnia przychodzi do mnie wezwanie do zaplaty za czynsz ktorego zapomnialem uiscic. Czem predzej udalem sie do siedziby banku aby sprawe wyjasnic. Przemila pani w okienku poinformowala mnie iz napewno agencja najmu sie omylila na moja niekorzysc wiec musze skontaktowac sie z nimi. Idac za rada przemilej pani z okienka postanowilem skontaktowac sie z panem z agencji, ktory poinformowal mnie, ze to niestety moj bank sie omylil na moja niekorzysc a na dowod przesle mi kopie listu ktory dostal ze swojego banku potwierdzajacego iz przelew zostal przez moj bank cofniety. List dostawszy pobieglem w te pedy do banku mego aby oznajmic iz to oni sa winni zagubienia moich pieniedzy (dodam ze pieniadze z konta zniknely). Mila pani z okienka ponownie poinformowala mnie - laika - ze jesli na wyciagu jest napisane ze pieniadze zostaly przelane to zostaly przelane a jesli bylyby cofniete to pojawilyby sie na moim koncie. Jako potwierdzenie zaopatrzyla mnie w wyciag na ktorym rzeczywiscie napisane bylo jak powiedziala. Kazala wyciag przeslac do agencji najmu co niezwlocznie uczynilem. Dwa dni pozniej od pana z agencji dostalem list w ktorym zalaczyl ponownie list z jego banku swiadczacy o tym iz moj bank cofnal pieniadze (ktore na moim koncie - dodam - nie znalazly sie) i napisal iz on juz i tak wiele dla mnie zrobil a ja ciagle niestety zalegam mu z czynszem (czego nie omieszkal przypomniec mi za kazdym razem gdy sie z nim kontaktowalem). Udalem sie wiec po raz kolejny do banku, gdzie oczywiscie po raz n-ty musialem wyjasniac sprawe od poczatku, gdyz za kazdym razem obslugiwany bylem przez inna "mila pania z okienka". Mila pani po dluzszej konwersacji z przelozona poinformowala mnie iz moj bank nie jest niczemu winien a pieniadze zatrzymala agencja nieruchomosci. Probujac uchronic sie przed pomrocznascia niejasna, ktora niewatpliwie dopadlaby mnie gdyby mi nikt nie pomogl poprosilem orozmowe z przelozona. Po usilnych prosbach w koncu sie zgodzila. Do finalu mojej sprawy jeszcze pewnie daleko, ale ktos ze mna w koncu porozmawial. Ktos w koncu cos zrobil...
Przytoczylem ta przydluga nieco historie aby dac obraz temu jak wiele znaczy jednostka w walce z molochem (administracyjnym, bankowym lub kazdym innym). Znaczy bardzo malutko, czyli nic. Pomyslalem sobie, ze i tak na razie malem szczescie iz do tej pory moloch mnie nie dopadl. Tym razem zaatakowal, ale lekko. Byc moze pieniadze zdolam odzyskac, co niezmiernie by mnie ucieszylo. Chodzi jednak o rzecz wiele wazniejsza, a mianowicie o to czy jednostka moze liczyc na jakokolwiek pomoc ze strony molocha gdy pojawi sie problem? Owszem - może, ale tylko i wylacznie gdy rozwiazanie problemu miesci sie w regulaminowych godzinach pracy i w przyjetych ramach regulaminu. Na ludzki tlumaczac chodzi o to, ze jesli urzednik ma spedzic z klientem kilka minut aby np. wykonac pozaregulaminowy telefon, ktory moglby rozwiazac problem to klient w wiekszosci przypadkow moze raczej liczyc na wygrana w totolotka niz na pomoc. Ja mialem to szczescie, ze pani przelozona w baku zlitowala sie nade mna widzac moja frustracje i wykonala jeden telefon, napisala jednego maila. Zrobila ruch...
Frustruje mnie fakt, ze w czasch globalnego kryzysu, kiedy rzady pompuja w bankowe kasy miliony z pieniedzy pozyczonych od podatnikow by ruszyc gospodarke JA - podatnik - nie moge liczyc na nieporownywalnie mniejsza pomoc ze strony banku. Frustruje mnie rowniez fakt iz my - podatnicy jestesmy niejako zmuszani do oddawania molochom naszej kasy. Musimy miec konta bankowe. Musimy bo takie prawo...
Summa summarum mysle, ze szczesliwym powinien byc czlek, ktory nie zostal wciagniety w wielka maszynerie molocha. Moloch to tysiace urzednikow, tysiace klientow. Nikt nikogo nie zna. Nikt nikomu nie musi byc przyjazny, bo po co, a jesli juz jest to w okowach przyjetego regulaminu postepowania z klientem.
Jakze czasem niewiele trzeba aby pomoc.

"NECROPOLIS"

Dowiedzialem sie niedawno, ze nowy album zespolu Vader bedzie nosil tytul "NECROPOLIS". I w zwiazku z pewnymi nachodzacymi mnie ostatnio przemysleniami pomyslalem sobie, ze to swietny tytul rowniez na to o czym chcialbym napisac.
NECROPOLIS - miasto ludzi umarlych. Czesto ostatnimi czasy myslalem o tym jak bardzo dzisiejsze czasy zaklocaja zycie spoleczne. Jak bardzo ludzie XXI wieku zasymilowali sie z wytworami cywilizacji takimi jak np. internet (piszac te slowa jestem w tym momencie zywym na to dowodem :-(. Stworzylismy sobie swiat, ktory mial byc dla nas swiatem lepszym, bardziej przystepnym, osiagalnym a stal sie tymczasem swiatem poza ktorym wielu z nas nie potrafi egzystowac. Rozwoj cywilizacji mial byc krokiem do przodu, narzedziem dzieki ktoremu lepiej bedziemy poznawac swiat i odnajdywac sie w nim tymczasem doprowadzilo nas to (lub w szybkim tempie doprowadza) do stworzenia sobie kontrswiata. Zanikaja relacje miedzyludzkie. A to juz tylko o krok od smierci spoleczenstwa. Od Necropolis...

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

OLŚNIENIE

Oglądawszy sobie dzis telewizornie w wydaniu informacyjnym dowiedzialem sie wielu bardzo nie-ciekawych rzeczy. Jedna wiadomosc przykula moja uwage szczegolnie. Z afery gruntowej c.d., czyli oskarzeni przed sadem. Jakies wypowiedzi standardowe typu "my w koncu ta sprawe doprowadzimy do konca" (ci przy papu) i "oczywiscie, ze wy tej sprawy nie doprowadzicie do konca" (ci ktorzy na papu patrzec tylko moga). Najblyskotliwsza wypowiedz padla jednak z ust naszego bylego wice-premiera Andrzeja. "A co jesli prowokacja CBA okaze sie niezgodna z prawem?". I olsnilo mnie. Ja - prosty czlowieczek z prowincji bylem na tyle tepy iz nie zauwazylem jak sprytny jest wicepremier Andrzej i jego (byli) wspolpracownicy. On to wlasnie bedacy w posiadaniu wiedzy iz cala ta akcja CBA moze byc niezgodna z prawem smial sie pewnie z calej tej sytuacji. Malo tego uwazam, ze postawieni w stan oskarzenia rowniez powinni sie smiac, zalewac wrecz lzami rzewnemi, no bo CBA konstruuje prowokacje ktore moga sie okazac niezgodne z prawem i trza bedzie oskarzonych puscic wolno. A ja glupi myslalem, ze to o morale sie rozbija sprawa w takim samym stopniu jak o zlamanie prawa. Tym bardziej, ze o politykow tu chodzi. A jednak nie - nie o morale, bo o prawo. Kto powiedzial, ze nie lamiac prawa trzeba byc moralnym. Jesli nie lamiemy prawa, to moralnosc nie musi byc respektowana. Moralnosc nie jest wszakze usankcjonowana.
A teraz na powaznie.
My Polacy jestesmy naprawde dziwnym narodem. Utarlo sie w spoleczenstwie przekonanie, ze panstwo nie musi nam pomagac, byleby tylko nie przeszkadzalo, lecz gdy widze polityka szczerzacego zeby w wykwintnym usmiechu, poniewaz cieszy sie z tego iz organ panstwowy nie bedzie mogl zamknac kogos kto zachowal sie conajmniej nieetycznie poniewaz nie postapil zgodnie z procedurami nie umiem przejsc obok tego obojetnie...

niedziela, 9 sierpnia 2009

MUZYCZNE INSPIRACJE PT.7



Byc moze w moich muzycznych inspiracjach niewiele dotychczas czasu poswiecilem punkowi, jednakze jest to muzyka, ktore swego czasu wywarla na mnie wielkie wrazenie a jej warstwa liryczna w niektorych przypadkach na moj swiatopoglad ma ogromny wplyw po dzis dzien. Przypadkiem takim jest album Dezertera pt."Deuter". Nie są to utwory Dezertera a zespolu Deuter wlasnie. Na ulbumie zaspiewal goscinnie Pawel "Kelner" Rozwadowski wokalista Deutera. Muzyka jak wiadomo - punkowa. Jesli zas o teksty chodzi to wg mnie sa one jednymi z najlepszych tekstow punkowych jakie kiedykolwiek slyszalem. Byc moze dla tego ze ich wymowa jest tak uniwersalna . Wystarczy posluchac takich utworow jak chocby "Pieniadze", "Piosenka o mojej generacji" czy "Jak dlugo" by dojsc do wniosku ze Kelner spiewa o dzisiejszym swiecie. Najwazniejszymi numerami na tej plycie dla mnie sa "Piosenka o mojej generacji" i "Nigdy i w nic" - niby prosty numer, ale zachwycila mnie energia jaka plynie z tego dwuminutowego manifestu, a poza tym gdy po raz pierwszy wysluchalem Deutera moje spojrzenie na polityke wlasnie sie ksztaltowalo, wiec dlatego ten numer jest mi bardzo bliski.
Polecam ten album kazdemu, kto lubi posluchac i pomyslec.

POCZTÓWKA Z WOODSTOCK'U


Pamiętam, że był rok 2001. Żary. Kolejny z Przystanków Woodstock organizowany przez Owsiaka i jego ekipę. Pierwszy Woodstock na który postanowiłem pojechac. Wspólnie z kumplami spakowalismy plecaki i ruszylismy pociagiem na festiwal. Byl to dla mnie pierwszy wypad w dalsza droge. Procz muzyki nie wiedzialem czego sie spodziewac. Liczylem na wiele. Jako, ze bylem 18-letnim mieszkancem malutkiej wioski gdzies w Polsce kazdy koncert byl dla mnie wydarzeniem. To co spotkalem z Żarach przeszlo moje najsmielsze oczekiwania. Hasła: "PRZYJAŹŃ, MIŁOSC, MUZYKA" rzeczywiscie tam byly jak najbardziej na miejscu. Spotkalem kilkaset tysiecy ludzi podobnych do mnie. Kilkaset tysiecy ludzi, ktorych polaczyly podobne wartosci, upodobania, spojrzenie na swiat...
Rok pozniej pojechalem, bo musialem :-) Miesiac przed Woodstockiem rozpoczely sie planowania, niecierpliwe zerkanie na kalendarz, spotkania z kumplami by wszystko ustalic... Podobnie bylo w kolejnych latach. W 2005 ruszalem na WOOD'A z nastawieniem, ze oto wlasnie dane jest mi przezywac po raz kolejny to co przezywalem kilka razy juz wczesniej. Rok 2006 bez Woodstock'u. Telefony do znajomych
"jak jest?", "ile ludzi?", "kto gra?", nerwowe ogladanie transmisji w necie i tv. Cialem bylem tu, duchem tam. Wiedzialem jednak, ze kiedys trzeba zrobic przerwe by nabrac dystansu, by nie odbierac tego zbyt emocjonalnie.
I oto nastal rok 2009. Kolejny Woostock na ktorym mialem sie pojawic. Byla niepewnosc. Zycie sie zmienilo. Czasy sie zmienily. Jak to odbiore? Jak wazne bedzie dla mnie cos co bylo niegdys jedna z najwazniejszych rzeczy? Tak wiec pelen obaw wyruszylem pociagiem ze znajomymi do Kostrzyna. I spotkalem. "MILOSC, PRZYAZN, MUZYKE". Spotkalem znajomych. Wielu z nich sie zmienilo. Maja swoje rodziny, żony, czasem dzieci. Jednak są to ci sami ludzie, ktorzy kiedys gnali jak szaleni na pociag by jechac na festiwal, na ktorym ujrza setki tysiecy im podobnych, ci ludzie ktorzy mimo uplywu lat przyjadu tu jeszcze i jeszcze gdy tylko nadarzy sie okazja. Poznalem ciekawych ludzi, z ktorymi moglismy poruszac tematy dla nas wazne.
A muzycznie... no coż. Nigdy chyba nie zdarzylo mi sie jeszcze zebym byl przynajmniej na polowie koncertow, ale zawsze byl taki jeden jedyny, szczegolny.
W 2001 wrzeszczalem pod scena "I tak warto życ" razem z Raz Dwa Trzy, w 2002 pytalem "czy mam byc twardy jak bruk?" razem ze Sweet Noise. Pamietam jak wsluchiwalem sie sie w "Nadzieję" Iry wykonaną przez Ewelinę Flintę, "Moją i Twoją nadzieję" Heya oraz "Victorię" Dżemu i widzac tysiace ludzi wokól slyszalem glos pokolenia, ktore ma cos do powiedzenia i teraz wlasnie chce to wykrzyczec. "To my! Nie jestesmy sami! Teraz juz musicie nas uslyszec!". Dla mnie to tresc Woodstocku.
P.S. Specjalne pozdrowienia dla ludzi, którzy utwierdzili mie w przekonaniu że naprawde warto jeździc na Woodstock - Darwin, Myqu + 400 000 ludzi :-))

niedziela, 19 lipca 2009

ZAGROŻE NIE!

Czasem dociera do mnie swiadomosc iz jestesmy mordercami nas samych. W jaki sposob? A w taki oto, ze nie zastanawiajac sie w ogole nad przyszloscia czerpiemy jak najwiecej z terazniejszosci. Wygniatamy rzeczywistosc jak cytryne, by potem wyrzucic ja do smietnika. Ludzi ktorzy walcza o srodowisko naturalne traktujemy jak nawiedzonych idiotow, ktorzy z nudow wymyslaja sobie jakies bzdetne idee by byc idealistami dla samego idealizmu. Czy mamy w sobie pragnienie autodestrukcji? Czy moze mysl o szybkich zyskach przycmiwa nam obraz ceny jaka bedziemy musieli zaplacic w przyszlosci za te zyski?
Zdaje mi sie czasami, ze myslimy na krotka mete. Politycy stanowia coraz to nowe przepisy nt przestrzegania zasad uzytkowania srodowiska naturalnego (zmniejszenie emisji CO2 do atmosfery). Jednakoz wilekie koncerny, a nawet panstwa idace tymze koncernom na reke sa w stanie obejsc owe przepisy, owinac je sobie wokol palca, ustanowic terminy przejsciowe, itd., itd. Myslenie tylko o zysku i o coraz to wiekszej produkcji byc moze sprzyja rozwojowi cywilizacji w ujeciu technologicznym, aczkolwiek wplywa negatywnie na rozwoj cywilazacji w ujeciu ogolnym. Niszczymy siebie. Jestem zwolennikiem hasla "Pracuj lokalnie, mysl globalnie". Musimy zdac sobie sprawe, ze wszystkie nasze dzialania przyczyniaja sie do ksztaltowania przyszlosci. Jestesmy jej tworcami. Wiem, ze ciezko jest wplynac na panstwa w zakresie ksztaltowania polityki srodowiskowej, aczkolwiek sami jestesmy w stanie posrednio przyczynic sie do tego by nasza ulica, miasto, kraj wygladaly za kilkadziesiat lat nie jak wielkie skaldowisko smieci a jak miejsce w ktorym mozna zyc i oddychac swiezym powietrzem. Pomozmy sobie samym i pomozmy naszym dzieciom by nie dorastaly na smietniku!

MUZYCZNE INSPIRACJE PT.6


BAPHOMET "THE DEAD SHALL INHERIT"

TAAA... BAPHOMET JEST DLA MNIE EWENEMENTEM W SKALI SWIATOWEJ. GDY PO RAZ PIERWSZY USLYSZALEM TEN ALBUM OD RAZU WIEDZIALEM ZE TO JEST TO. NIE WIEM JEDNAK DLACZEGO :-)
JEST W TYM ALBUMIE COS BARDZO INTERESUJACEGO, LECZ NIE UMIEM TEGO OKRESLIC. BYC MOZE TEN EKSTREMALNY CIEZAR, BYC MOZE NIESAMOWITY GROWLING. NIE WIEM. PROBOWALEM JEDNAK W PRZESZLOSCI SZUKAC ZESPOLOW KTORYCH BRZMIENIE BYLOBY PODOBNE I NIC. NO MOZE IMPALER ZE SWOIM ALBUMEM "CHARNEL DEITY" MOGLIBY SIE ROWNAC. I TO WSZYSTKO. JAK DLA MNIE PRAWDZIWA DEATH METALOWA "PERELKA". FAJNIE SIE TEGO SLUCHA NA ODSTRESOWANIE. OCZYWISCIE TYLKO I WYLACZNIE JESLI TRAKTUJEMY ZESPOLY TAKIE JAK BAPHOMET Z DYSTANSEM. W PRZECIWNYM RAZIE MOZNA MIEC PROBLEMY ZA SNEM I TRZYMANIEM MOCZU :-))
KIEDYS JAKIS REDAKTOR METAL HAMMERA W OPISIE JEDNEGO Z ALBUMOW CANNIBAL CORPSE PODSUMOWAL, ZE PRAWDZIWY FAN CC POWINIEN "JESC GOTOWANE LANCUCHY I SR... ZYLETKAMI". DO BAPHOMETA ODNOSI SIE TO W 100 PROCENTACH.

MUZYCZNE INSPIRACJE PT.5



Nadszedl czas by zlozyc hold jednemu z najwazniejszych moim zdaniem zespolow na polskiej scenie rockowej. Moj romans z muzyka Closterkellera rozpoczal sie gdzies na Cyan, lecz dopiero od plyty graphite postanowilem poswiecic tej kapeli nieco wiecej uwagi.
"Graphite" wydany w roku 1999 wydaje sie najmocniejszym muzycznie albumem. Jest na tym albumie wszystko za co Closterkeller jest doceniany. Mamy tutaj swietna rockowa oprawe muzyczna ( rzeklbym niemal metalowa), mamy mroczny, niepokojacy, melancholijny i romantyczny klimat i takowez teksty Anji bedace od lat przedmiotem szacunku wielu gotyckich fanow w Polsce. Nie da sie zreszta ukryc, ze Closterkeller jest najwazniejszym przedstawicielem tego gatunku w Polsce. Album nagrano w skladzie Anja Orthodox - wokal, Paweł Pieczyński - gitara, Krzysztof Najman - bas, Gerard Klawe - perkusja, Michał Rollinger - klawisze. Jest na tym albumie kilka pozycji wyjatkowo zaslugujacych na uwage. A zatem mamy ateistyczna deklaracje Anji w "Ate", mamy troszke oniryczna "Syrenke", mamy przepiekna akustyczna ballade "Dwa dni (Grafitowy)", delikatny "Zakleta w marmur", niemal wykrzyczana "Milosc za pieniadze", najpiekniejszy moim zdaniem utwor w historii zaspolu "Fortepian" oraz wienczacy album, niesamowicie ciezki i "chlodny" "Graphite".
Pamietam, ze byl czas gdy wiesc gminna niosla iz Closter przestaje istniec po tym albumie i jest to definitywny koniec. Jak sie pozniej okazalo byly to informacje nieprawdziwe. I dobrze. Nie wyobrazam sobie istnienia w Polsce sceny gotyckiej bez tego zespolu.
Prywatnie jest to jeden z moich ulubionych zespolow, ktorego tworczosc (a w szczegolnosci jej warstwa liryczna ) wywarly wielki wplyw na moja osobowosc. Mialem niebywala okazje wspomoc sie tekstami Closterkellera na maturze z jezyka polskiego i byl to jeden z najfajniejszych momentow liceum :-)

sobota, 18 lipca 2009

Vexilla Regis Produent Inferni

Przez przypadek dowiedzialem sie o wybryku Tadeusza R. jakiego dopuscil sie na Jasnej Gorze. Dla nieswiadomych - przywolujac na podest czarnoskorego zakonnika oznajmil przez mikrofon do zgromadzonych iz ten nie zdazyl sie jeszcze umyc.
Chcialem nie pisac o tym poniewaz piszac, mowiac, ogladajac, myslac i czujac Tadeusza R. w poblizu mam swiadomosc iz moje marzenie na temat Polski jako kraju sprawiedliwego, nierasistowskiego, nieksenofobicznego kuleje. Trudno jest wytlumaczyc komus kto nie jest Polakiem dlaczego u nas w kraju istnieja ludzie, ktorzy moga mowic wszystko o wszystkich bez obawy iz cos im za to grozi. Nie będę się rozpisywal za wiele jako ze nie umiem beznamietnie pisac o niektorych zjawiskach. Rasizm jest jednym z takich zjawisk.
Tylko tak dla przypomnienia - Polska jest demokratycznym krajem, w którym osoby nierespektujace prawa powinny sie spotkac z kara, a artykul 257 KODEKSU KARNEGO stanowi, ze:
"Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3."

wtorek, 16 czerwca 2009

ZOMO, AK I KRZYŻACY

Mialem w ostatnim czasie watpliwa przyjemnosc uslyszenia w telewizorni wypowiedzi pewnego znanego polityka nt. jednej z bardziej znanych rozglosni radiowych. Wypowiedz ta zmusila mnie do pewnej refleksji na temat jakosci tego co mowia do nas wybrancy narodu. Mialem zreszta juz w przeszlosci kilka razy podobna okazje slyszec roznej masci dziwne wypowiedzi tego polityka, aczkolwiek probowalem omijac ten temat w blogowni. Tym razem nie moge sie oprzec.
Pytanie pierwsze brzmi co mial na mysli reprezentant narodu mowiac w odpowiedzi na uslyszane pytanie ze wstydzilby sie pracowac w tym radiu. Czy jest to po prostu luzna uwaga niemajaca nic wspolnego z tematem, co moim zdaniem byloby lepsze, gdyz swiadczyloby o tym iz wybraniec narodu ma momenty rozchwiania i moze w roznych momentach konferencji wtracac uwagi niewiele majace wspolnego z meritum sprawy i nie jest to nic innego jak luzna uwaga wlasnie (w przypadku takim mam prawo powiedziec publicznie np. ze ja na tego wybranca narodu nie glosowalem - ot taka luzna publiczna uwaga). Czy moze wybraniec narodu mial na celu zdyskredytowanie tejze nadajni dla mass, by oto mass-om powiedziec "nie tylko pracownicy nadajni powinny opuscic glowy ze wstydem ale tez i wy - masy - winniescie zreflektowac kogo wysluchujecie" (w tymze przypadku mysle ze mialbym prawo zamanifestowac swoje zdanie poprzez zalozenie koszulki z napisem "NIE GLOSOWALEM NA WYBRANCE NARODU").
Kolejne pytanie brzmi: Co to za grupa ktora wywodzi sie z AK i co to za grupa tych innych? Czy jest to stwierdzenie ze istnieja ludzie ktorzy maja cos wspolnego z AK poprzez np. dzialalnosc w AK i cala reszta ktora nie dzialala w AK, czy moze w szerszym kontekscie w odniesieniu do obywateli do polski jest grupa ludzi ktorzy identyfikuja sie z AK i grupa ludzi ktorzy sie nie indentyfikuja; grupa ludzi ktora ma prawo utozsamiac sie z AK i grupa ktora takiego prawa nie ma.
Nie jest jak juz wczesniej zaznaczylem pierwsza tego typu wypowiedz wybranca narodu. Jakis czas temu wybraniec narodu podczas przemowiania powiedzial iz sluchajacy tego przemowienia stoja tu gdzie stali stoczniowcy a protestujacy przeciwko wybrancowi narodu stoja tam gdzie stalo ZOMO (Zorganizowane Oddzialy Milicji Obywatelskiej dla niezorientowanych). Tutaj sytuacja byla nieco jasniejsza jako ze nikt nie kwestionuje tego iz stoczniowcy wniesli ogromny wklad w walke o wolnosc, a zomowcy wniesli ogromny wklad w to aby tej wolnosci nie bylo. Stoczniowcy maja w odniesieniu do tej wypowiedzi charakter pozytywny, a zomowcy rzecz jasna charakter negatywny. Wobec tego protestujacy utozsamiani sa z charakterem negatywnym. Bedac szczerym musze napisac iz nie utozsamian sie z trescia wypowiadanych przez wybranca narodu slow, wobec czego utozsamialem sie bardziej z grupa protestujacach a co za tym idzie stojacych "tam, gdzie stalo ZOMO". Czy wobec powyzszych przeslanek prawdziwe jest stwierdzenie ze utozsamiam sie z ZOMO? wedle rozumowania wybranca narodu - tak. Uogulniajac - wszyscy sprzeciwiajacy sie tresci slow wybranca narodu utozsamiaja sie z ZOMO.
Szczesliwie nie pamietam ZOMO. Nie utozsamiam sie z ZOMO. Mysle , ze jesli ktos nie umie rozmawiac z ludzmi uzywa takich wlasnie argumentow. Szkoda, ze polityka stoi w Polsce na takim poziomie. Najpierw mielismy NAS I ZOMO teraz mamy TYCH Z AK I TYCH INNYCH. Sadze, że w takim tempie, przy kontynuowaniu tego typu rozumowania w ciagu najblizszych 20 lat z hakiem dojdziemy do momentu kiedy podzielimy Polske na Polaków i Krzyżaków.

wtorek, 19 maja 2009

PRZYJAŹŃ GWIEZDNA

PISAŁ NIEGDYŚ NIETZSCHE O PRZYJAŹNI GWIEZDNEJ... NASUNĘLY MI SIĘ W ZWIĄZKU Z TYM PEWNE PRZEMYŚLENIA.
KAŻDY CZŁOWIEK ZDAJE SIĘ MIEC WYZNACZONY PEWIEN KIERUNEK, TRAJEKTORIĘ LOTU. CZĘSTO JEST TAK, ŻE KIERUJĄC SIĘ WYZNACZONĄ DROGĄ DO CELU SPOTYKAMY RÓŻNORODNYCH LUDZI (JAKIEŻ TO DZIWNE, ŻE SĄ TO CZĘSTO SKRAJNIE ODMIENNE OSOBY). CHCĄC NIE CHCĄC NAWIĄZUJEMY ZNAJOMOŚCI. PRZYZWYCZAJAMY SIĘ DO RZECZYWISTOŚCI. A MOŻE TO RZECZYWISTOŚC NAS DO SIEBIE PRZYZWYCZAJA. A POTEM BACH I NASTĘPUJE ROZGAŁĘZIENIE DRÓG. OKAZUJE SIĘ ŻE TRAJEKTORIA SPOTKAŁY SIĘ NA CHWILĘ, BY PONOWNIE SIĘ ROZPROSZYC ŻE JESTEŚMY JEDYNIE NA DRODZE DO CELU, A NIE DROGA SAMA W SOBIE JEST CELEM.
"Istnieje prawdopodobnie ogromna niewidzialna krzywa i kolej gwiezdna, w której nasze tak rózne drogi i cele mi e ś c i ć s i ę mogą jako drobne przestrzenie..."
CZASEM STAJE SIĘ I TAK, ŻE DROGI ROZCHODZĄ SIĘ Z POWODU RÓZNIC ZDAŃ, KŁÓTNI, NIEPOROZUMIEŃ. TO NORMALNE. MYŚLĘ JEDNAK, ŻE NAWET POMIMO ROZEJŚCIA SIĘ WSPÓLNYCH TRAJEKTORII LOTU POWINNIŚMY MYŚLEC O SOBIE NAWZAJEM Z SZACUNKIEM.
"Więc wi e r zmy w swą przyjaźń gwiezdną, nawet gdybyśmy sobie wzajem być musieli nieprzyjaciółmi ziemskimi".

piątek, 24 kwietnia 2009

MUZYCZNE INSPIRACJE PT.4

NA KOLANA!!!
TEGO ZESPOŁU NIE TRZEBA NIKOMU PRZEDSTAWIAC. PANIE I PANOWIE PRZYSZŁA PORA ABY W KONCU OPISAC W MOICH MUZYCZNYCH INSPIRACJACH ALBUM OD KTÓREGO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘLO. BYLY OCZYWISCIE I PRZED "MASTER OF PUPPETS" INNE ALBUMY, ALE UZNAJE IŻ BYŁ TO RACZKUJĄCY WE MNIE METAL. DOPIERO TENŻE ALBUM SPRAWIL IZ TEN RACZKUJĄCY METAL STANĄŁ TWARDO NA NOGACH I DOWIEDZIAŁ SIĘ CZYM JEST MUZYCZNE SACRUM.
JEST NOC... GODZINA 22...SŁUCHAWKI NA USZACH I MUZYKA ROZKRĘCONA NA FULL... A W SŁUCHWKACH TEN WŁAŚNIE ALBUM. POCZATKOWO POMYŚLAŁEM SOBIE, ŻE TO CHYBA NIE JEST TO, NIE O TO CHODZI. TAKIE JAKIEŚ TO ZA SZYBKIE , ZBYT WŚCIEKŁE, OBŁĄKANE, CIĘŻKIE.
Z KAŻDYM JEDNYM PRZESŁUCHANIEM OTWIERAŁY MI SIĘ OCZY CORAZ SZERZEJ, OTO BOWIEM BYŁO MI DANE POZNAC JAK WYGLĄDA ÓSME NIEBO METALU, JAK WYGLĄDA PERFEKCJA POŁĄCZONA Z MISTRZOSTWEM. JAK SMAKUJE TECHNICZNA PRECYZJA W POŁĄCZENIU Z WIRTUOZRSKIM KUNSZTEM, MUZYCZNA DOJRZAŁOŚC OPLECIONA MŁODZIEŃCZYM ZAPAŁEM...
I OTO TO CO STANOWIŁO DLA MNIE NIEWYGODĘ, CZYLI SZYBKOŚC, WŚCIEKŁOŚC I CIĘŻAR STAŁO SIĘ DLA MNIE GŁÓWNYMI ATUTAMI TEJ PŁYTY.
PONADTO MA TEN ALBUM DLA MNIE WIELKA WARTOŚC SENTYMENTALNĄ. NIGDY NIE ZAPOMNĘ TRZECH ZAPALEŃCÓW KTÓRZY PO SZKOLE ZBIERALI SIĘ, BY RAZEM POSŁUCHAC "MASTERA" W GARAZU ROZBIJAJAC SOBIE LBY O SZAFKI, GDYZ NIE MOGLI POZOSTAC OBOJETNI NA DZWIEKI. GLOWA SAMA RWALA SIĘ DO "WIATRAKÓW"... NIEZAPOMNĘ ZAPALEŃCÓW, KTÓRZY KIEPSKIEJ JAKOŚCI KASETĘ "LIVE USA" METALLIKI Z POCZĄTKÓW LAT 80 WYDANĄ PRZEZ "TAKT" :-) OTOCZYLI NIEMAL KULTEM. AZ ŁEZKA SIĘ W OKU KRĘCI.
PŁYTA UWAZANA JEST SŁUSZNIE ZA JEDNA Z NAJWAZNIEJSZYCH W DOROBKU METALLIKI, GDYZ TO DZIEKI NIEJ WLASNIE ZESPOL ZACZAL BYC ROZPOZNAWANY NA CALYM SWIECIE I TO NIE TYLKO W SRODOWISKU METALOWYM
WRACAJĄC DO MUZYKI. NA ALBUMIE ZNAJDZIEMY OSIEM UTWORÓW. KAŻDY Z UTWÓRÓW TO SWOISTA DAWKA SKONDENSOWANYCH EMOCJI. ZACZYNAJĄC OD GALOPADY W "BATTERY" (SZYBKO I KONKRETNIE), POPRZEZ UTWÓR TYTUŁOWY, W KTÓRYM AZ ROI SIĘ OD PRZEJŚC I SOLÓWEK, "NIECO WOLNIEJSZY OD POZOSTAŁYCH, CIĘZKI NICZYM WALEC DROGOWY "THE THING THAT SHOULD NOT BE" , PO BALLADOWY "WELCOME HOME(SANITARIUM)" KTÓRY JEDNAK BUDZI SIE DO ŻYCIA GDZIEŚ W TRZECIEJ MINUCIE BY POD KONIEC ZAFUNDOWAC NAM NIESPODZIEWANE TEMPO I JEDNĄ Z NAJDZIKSZYCH SOLÓWEK NA TYM ALBUMIE.
OD "DISPOSABLE HEROES" KÓREGO MARSZ ZAMIENIA SIĘ W SZALEŃCZY BIEG, PRZEZ "LEPER MESSIAH" W KTÓRYM DOŚWIADCZYMY CIĘZARU UTRZYMANEGO W ŚWIETNYM, KROCZĄCYM TEMPIE AZ PO "DAMAGE INC." KTÓRY JAK NAZWA SUGERUJE JEST ZNISZCZENIEM, A RACZEJ KOPNIAKIEM W TYŁEK ZASERWOWANYM NAM PRZEZ METALLIKĘ Z NIEZŁYM IMPETEM NA "DO USŁYSZENIA".
CELOWO ZOSTAWIŁEM "ORION" NA SAM KONIEC, CHOC NA ALBUMIE ZNAJDUJE SIĘ MIĘDZY "LEPER MESSIAH" A "DAMAGE INC." ZOSTAŁ ON ZAGRANY NA POGRZEBIE CLIFFA BURTONA.
"ORION" POZOSTAJE DLA MNIE WSPOMNIENIEM TYCH TRZECH ZAPALEŃCOW DLA KTÓRYCH TE OSIEM UTWORÓW BYŁO POCZĄTKIEM KILKU NAJWAZNIEJSZYCH RZECZY W ICH ZYCIU... WSPOMNIENIEM TRÓJKI FASCYNATÓW, KTÓRYCH POŁĄCZYŁA WSPÓLNA PASJA ODPORNA NA NIESPRZYJAJĄCE OKOLICZNOŚCI...
WSPOMNIENIEM TRZECH LUDZI, KTÓRZY POZNALI ZNACZENIE SŁOWA "PRZYJAŹŃ".
ALE TO JUŻ ZUPEŁNIE INNA HISTORIA...

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

URODZENI 4 CZERWCA

MIAŁEM OSTATNIO WĄTPLIWĄ PRZYJEMNOŚC OBCOWAC Z TELEWIZORNIĄ W WYDANIU SENSACYJNO - INFORMACYJNO - EFEKCIARSKIM, CZYLI PO PROSTU OGLĄDAŁEM PROGRAM INFORMACYJNY W TELEWIZJI JAKIEJŚ TAM (BRAK KRYPTOREKLAMY). DOWIEDZIAŁEM SIĘ MIANOWICIE, ŻE OBÓZ PREZYDENCKI I RZĄDOWY WPADŁY NA WSPANIAŁY POMYSŁ URZĄDZENIA DWÓCH OBCHODÓW 4.06.1989 - ROKU. 4.06.1989 ROKU MIAŁEM SZEŚC LAT, ALE PAMIĘTAM JAK PRZEZ MGŁĘ, ŻE DZIAŁO SIĘ COŚ WAŻNEGO (PEWNIE DLATEGO PAMIĘTAM). PAMIĘTAM ŻE DZIAŁO SIĘ COŚ CZYM PRZEZ CAŁY NIEMAL CZAS ŻYLI MOI RODZICE I DZIADKOWIE, O CZYM SIĘ DUŻO DYSKUTOWAŁO. PAMIĘTAM JAKIEŚ DZIENNIKI TELEWIZYJNE, KTÓRE GROMADZIŁY CAŁĄ RODZINĘ. TOWARZYSZYŁO TEMU JAKIEŚ UCZUCIE DONIOSŁOŚCI CHWILI, NIEŚMIAŁYCH UŚMIECHÓW... KILKA LAT PÓŹNIEJ UZYSKAWSZY ŚWIADOMOŚC HISTORYCZNO - POLITYCZNO - ŚWIATOPOGLĄDOWĄ WIDZIAŁEM JAKIE TO DONIOSŁE CHWILE PRZEŻYWAŁA W TYCH DNIACH MOJA RODZINA. OTÓŻ BYŁ TO MOMENT GDY NASZ KRAJ - POLSKA RODZIŁ SIĘ NA NOWO. LUDZIE Z PODNIESIONYMI DWOMA PALCAMI SYMBOLIZUJĄCYMI WOLNOŚC SKANDOWALI SŁOWO "SOLIDARNOŚC". LUDZIE BYLI SZCZĘŚLIWI, PONIEWAZ MOGLI Z DUMNIE UNIESIONA GLOWA POWIEDZIEC "TO MOJ KRAJ I BEDE O NIEGO WALCZYL". I WALCZYLI. WSZYSCY. CHYLE CZOLO PRZED LUDZMI, KTORZY DOPROWADZILI DO TEGO IZ DZIS MOZEMY MIESZKAC W PELNI DEMOKRATYCZNYM KRAJU, ZE MOGE WYGLASZAC SWOJE POGLADY BEZ OBAWY ZE ZOSTANE ZA TO ZAMKNIETY DO WIEZIENIA. MAM SWIADOMOSC TEGO IZ MY - POLACY OD BOHATEROW Z PIERWSZYCH KART HISTORII PO BOHATEROW ANONIMOWYCH O KTORYCH NIKT NIGDY NIE PISAL A BEZ KTORYCH NASZ 4.06.1989 ROKU NIE BYLBY MOZLIWY DOKONALISMY RAZEM TEGO CUDU. SLOWO "SOLIDARNOSC" POPRZEZ TE WYDARZENIA NABRALO DLA MNIE WYJATKOWEGO ZNACZENIA. NIE ZE WZGLEDU NA POLITYKE, BO TA SKARLAŁA, ALE POPRZEZ WSPOMNIENIE O TYM, ZE W MOIM KRAJU LUDZIE DOKONALI CZEGOS WSPANIALEGO JEDNOCZAC SIE.
I WLASNIE OBCHODY DWUDZIESTEJ ROCZNICY TYCH WYDARZEN MIALYBY BYC UCZCZONE PODZIALAMI? PANOWIE! JAKĄ WY DAJECIE NAM - MŁODYM OBYWATELOM TEGO KRAJU LEKCJĘ? NIE JESTESMY POKOLENIEM IDEOLOGICZNYM , NIE WALCZYMY Z SYSTEMEM (BYNAJMNIEJ NIE W TAKIM STOPNIU JAK BYLO TO KIEDYS), ALE CHCIELIBYSMY MIEC POCZUCIE WIELKIEJ WARTOSCI TEGO MOMENTU NASZEJ WSPOLNEJ HISTORII, A BYC MOZE I NAM KIEDYS UDA SIE ZBUDOWAC COS WAZNEGO RAZEM...

piątek, 10 kwietnia 2009

MUZYCZNE INSPIRACJE PT.3

ZAZNACZAM NA POCZATKU, ZE MOJE MUZYCZNE INSPIRACJE NIE SA POUKLADANE W JAKIKOLWIEK SPOSOB, KTORY WARTOSCIOWALBY ZESPOLY LUB ICH DZIELA. JEST TO PO PROSTU WYRAZ MOICH FASCYNACJI ALBUMAMI MOIM ZDANIEM NIEPRZECIETNYMI, KTORE DOKONALY CZEGOS NIEPOWTARZALNEGO W MUZYCE.

AEGIS - THEATRE OF TRAGEDY
MAGICZNY ZESPOL, MAGICZNA PLYTA, MAGICZNA MUZYKA. TAK MOGLBYM OKRESLIC NAJPROSCIEJ TO CO THEATRE OF TRAGEDY ZAWARL NA SWOIM TRZECIM DŁUGOGRAJU. ZMIENIL SIE NIECO STYL GRY. BARDZIEJ MELODYJNY(?), ZNIKNAL GROWLING. ZESPOL PRZESZEDL METAMORFOZE. WRACAM JEDNAK DO MERITUM.
MUZYKA THEATRE OF TRAGEDY UZALEZNIA. I NIE WIEM CZY JEST TO KWESTIA ODPOWIEDNIO SKONSTRUOWANYCH KOMPOZYCJI CZY MOZE TEN ETERYCZNY NIEMAL SPIEW LIV KRISTINE, ALE COS JEST NA RZECZY SKORO CHCE SIE WRACA DO TEGO ALBUMU WCIAZ I WCIAZ. JEST W TYM WSZYSTKIM JAKAS HIPNOZA, JAKAS ZADUMA, MELANCHOLIA I TESKNOTA CZYLI WSZYSTKO CO KAZDA SZANUJACA SIE GOTYCKA KAPELA POWINNA POSIADAC, LECZ JEST TO ZASERWOWANE W TAKI SPOSOB IZ NIE SPOSOB NIE SKOSZTOWAC.
JAK JUZ NAPISALEM TA MUZYKA UZALEZNIA. NIE WIEM CO WIECEJ MOGLBYM NAPISAC.
TEN KTO NIE WYSLUCHA TEGO ALBUMU W JEDEN Z TYCH DLUGICH ZIMOWYCH WIECZOROW GDY NA ZEWNATRZ DMIE WICHER A JEDYNE SWIATLO TO BLADA TARCZA KSIEZYCA NIE ZROZUMIE...

CZEGO BRAKUJE MI W TELEWIZJI.

PRZECZYTALEM OSTATNIO PEWNA KSIAZKE, KTORA SKLONILA MNIE DO PEWNYCH PRZEMYSLEN NA TEMAT POLSKIEGO SPOLECZENSTWA, POLITYKI I MEDIOW.
MEDIA JAK POWSZECHNIE WIADOMO PELNIA NIE TYLKO ROLE INFORMACYJNA, ALE ROWNIEZ CZESTO KSZTALTUJA OPINIE TYCH, KTORZY DECYDUJA SIE TELEWIZJE OGLADAC. JAKIE ZATEM MEDIA OW POWINNY BYC? ANO POWINNY BYC TAKIE, ABY BUDOWALY W SPOLECZENSTWIE CHEC DO DZIALANIA NA RZECZ PANSTWA, NARODU, SPOLECZENSTWA. POWINNY BYC TAKIE BY KSZTALTOWALY CHARAKTER SPOLECZNY W SPOSOB POZYTYWNY, A SCISLEJ RZECZ BIORAC BY BUDOWALY POCZUCIE JEDNOSCI SPOLECZNEJ W NARODZIE. MYSLE, ZE POWINNY TAK ROBIC ZA POMOCA WSZELKICH DOSTEPNYCH SRODKOW I NARZEDZI, KTORYMI DYSPONUJA, ALBOWIEM W PRZYSZLOSCI MOZE TO ZAOWOCOWAC TYM, ZE "POZYTYWNIE NALADOWANE" SPOLECZENSTWO ODCZUJE CHEC WSPOLPRACY (WSPOLTWORZENIA) Z PANSTWEM I JEGO ORGANAMI. MIELISMY WSPANIALY PRZYKLAD PODCZAS OSTATNICH WYBOROW PARLAMENTARYCH JA LATWO MOZNA "RUSZYC LUDZI". WIEM, ZE POLSKA TO KRAJ, W KTORYM ULATWIENIA DLA DZIALAN INICJATYW SPOLECZNYCH JEST ROWNA WOLNOSCI WYPOWIEDZI W REPUBLICE BIALORUSI (NIE OBRAZAJAC BIALORUSINOW), LECZ I W TYM KRAJU NAD WISLA ISTNIEJA LUDZIE, TZW "ZAPALEŃCY" KTORZY CHCA COS ROBIC. WYSTARCZY TYLKO TROCHE IM POMOC.
TYMCZASEM MEDIA SERWUJA NAM COS ZUPELNIE INNEGO.
MAJAC 15-16 LAT INICJOWALEM W SWOIM ZYCIU ZAINTERESOWANIE ZYCIEM MEDIALNYM W WYDANIU INFORMACYJNO - PUBLICYSTYCZNYM. ZAINTERESOWANIA MOJE SKŁANAŁY SIE BARDZIEJ KU TAK ZWANYM AFEROM NIZ KU CZYMKOLWIEK INNEMU, LECZ KILKA LAT POZNIEJ ZRODZILY SIE W MEJ GLOWIE PEWNE PYTANIA, KTORE POZOSTALY BEZ ODPOWIEDZI. PYTANIA O SENS, TRESC I ISTOTE MEDIOW (LUB MOZE BARDZIEJ PUBLICYSTYKI). ZADALEM SOBIE PYTANIE CZEGO POSZUKUJE W PROGRAMACH INFORMACYJNYCH I PUBLICYSTYCZNYCH. NIE BYLY TO AFERY. POSZUKUJE FAKTOW I RZETELNYCH INFORMACJI, ORAZ ISTOTNEJ DEBATY. NIE JAKIES TAM PRZYLAPANKI KAMERAMI Z UKRYCIA PANA X CZY Y, ALE PYTANIE O POLSKE XXI WIEKU. DEBATE O POLSCE. Z POLITYKAMI, OBYWATELAMI. PRZY WSPOLPRACY POLITYKOW, SPOLECZENSTWA ORAZ DZIENNIKARZY.
OCZEKUJE POWAZNEJ ROZMOWY NT WIZJI NASZEGO KRAJU W PERSPEKTYWIE LAT I NIE CHODZI I TU O TO CZY IPN BEDZIE ISTNIAL CZY NIE. CZY KTOS ROZBIL JAKIS LAPTOP, ALE TO NIC BO I TAK BYL JEGO PRYWATNY CZY NIE.
OWSZEM SA TO SPRAWY, PRZED KTORYMI NIE POWINNISMY UCIEKAC, ALE TO NIE ONE POWINNY STANOWIC MERITUM. MYSLE ZE SPOLECZENSTWO ODPOWIEDNIO ZAKTYWIZOWANE (MEDIA) MOGLOBY CZYNNIE UCZESTNICZYC W TAKIEJ DEBACIE.
POLSKA TO NASZ WSPOLNY KRAJ I WARTO O NIM POMYSLEC CZASEM. MY POLACY CHCIELIBYSMY USLYSZEC CZASEM TRESC Z UST LUDZI Z KTORYMI PRZEPROWADZA SIE WYWIADY LUB PROWADZI PROGRAMY PUBLICYSTYCZE, A NIE TYLKO WZAJEMNE OSKARZENIA I PRZEKRZYKIWANIA.
TO JEST TAK SAMO JAK W PILCE NOZNEJ. JEST REPREZENTACJA, TRENER I SA KIBICE. CZASEM ZDARZA SIE, ZE POMOCNIK NIE ZROZUMIE SIE Z NAPASTNIKIEM I Z ATAKU NIC NIE WYJDZIE. TO NIC. WAZNE JEST JEDNAK TO ZEBYSMY WSZYSCY, POWTARZAM - WSZYSCY MIELI SWIADOMOSC TEGO ZE PRAGNIEMY BY NASZA DRUZYNA WYGRALA. I NAWET GDY ZDARZA SIE TAK IZ PRZEGRAMY KILKA RAZYTO I TAK DO KOLEJNEGO MECZU PRZYTEPUJE REPREZENTACJA, TRENER ORAZ KIBICE KTORZY WIEDZENI NADZIEJA ZE MOZE TYM RAZEM SIE UDA PO RAZ KOLEJNY ZAKLADAJA KOSZULKE Z NAPISEM "POLSKA".
I W TYM MOMENCIE KLUCZOWA MOIM ZDANIEM ROLE ODGRYWAC BEDA MEDIA. OD TEGO JAK MY - POLACY ZACHECENI ZOSTANIEMY DO SPOLECZENSTWA OBYWATELSKIEGO, OD TEGO CZY NASI POLITYCY ZDADZA SOBIE SPRAWE, ZE NIE JESTESMY GLUPIMI LUDZMI, TYLKO TAK IM SIE CZASEM WYDAJE I OD TEGO CZY PODEJMA Z NAMI DIALOG ZALEZEC BEDZIE CZY "NASZA DRUŻYNA" JESLI JUZ NIE O FINAL, TO CHOCIAZBY O CZOLOWE MIEJSCE W MISTRZOSTWACH SWIATA POWALCZY.

POZDRAWIAM

O EMPATII

CHAMSTWO. CZASEM SPOTYKA SIĘ Z NIM KAZDY Z NAS. NIE MA WYJĄTKÓW. JA SPOTKAŁEM SIĘ Z NIM WCZORAJ. SYTUACJA WYGLĄDAŁA MIANOWICIE TAK: PAN X PYTA PANA Y ILE ZOSTAŁO CZEGOŚ TAM. PAN Y NIE ZNA ODPOWIEDZI GDYŻ PYTANIE ZOSTAŁO ZADANE W JĘZYKU MU OBCYM (LUB TEŻ NIEDOSŁYSZAŁ). PAN X NIE SŁYSZĄC NATYCHMIASTOWEJ ODPOWIEDZI STWIERDZIŁ ŻE PAN Y MA ZESPÓŁ DOWNA.
JAKO ŻE PAN Y JEST MOIM DOBRYM ZNAJOMYM STWIERDZENIE PANA X ROZSIERDZIŁO MNIE NIEMAL DO CZERWONOŚCI.
EMPATIA - SŁOWO - KLUCZ.
GDYBY PAN X POSIADAŁ WIĘKSZĄ DOZĘ EMPATII ZAPEWNE ZASTANOWIŁ BY SIĘ CHWILĘ ZANIM PODJĄŁBY SIĘ STWIERDZEŃ TAKICH JAK WYŻEJ WYMIENIONE.
ŻYJEMY W XXI WIEKU. INFORMACJE DOSTARCZANE SĄ NIEZWYKLE SZYBKO ( DO CZEGO PRZYCZYNIA SIE MIEDZY INNYMI INTERNET). ŻYJEMY W ŚWIECIE W KTORYM WSZYSTKO PEDZI DO PRZODU, W KTORYM NIE MA CZASU NA TO ABY STANAC NA CHWILE I SPOJRZEC NA DRUGA OSOBE, PONIEWAZ "PELETON" MOZE NAS ZADEPTAC W DRODZE DO WATPLIWEJ METY. NIE UMIEM TEGO WYTLUMACZYC, ALE MYSLE, ZE GLOBALNY WYSCIG ZAMIAST BUDOWAC W NAS POSTAWY HUMANISTYCZNE ZABIJA JE.
MIALO BYC O EMPATII A WYSZLO O SPOLECZENSTWIE XXI WIEKU. COZ...
KONIEC KONCOW NASUWA MI SIE TAKA MYSL, ZE WARTO JEDNAK CZASEM STANAC W MIEJSCU NABRAC, GLEBOKO POWIETRZA, ODETCHNAC I ROZEJRZEC SIE WOKOL. A NUZ SWIAT JEST PIEKNIEJSZY NIZ NAM SIE WYDAJE I NIE WARTO BIEC. A NUZ KTOS STOI I ZASTANAWIA SIE DOKAD POJSC DALEJ. CZASEM WARTO POMYSLEC O TYM CO TA DRUGA OSOBA MYSLI, CO CZUJE.
EMPATYZACJA!!!

wtorek, 31 marca 2009

O KRUCHOSCI

CZASEM ZDARZA SIE ZE COS BARDZO KRUCHEGO ROZBIJA SIE O COS BARDZO NIEKRUCHEGO. GDY ZALEZY NAM NA TYM CZYMS CO BYLO KRUCHE, PROBUJEMY PODNIESC WSZYSTKIE KAWALECZKI I POSKLEJAC. RACZEJ RZADKO UDAJE NAM SIE ODTWORZYC DOLADNY OBRAZ TEGO CZEGOS SPRZED ROZBICIA. JESLI UZYJEMY DOBREGO KLEJU TO WYDAJE MI SIE IZ RZECZ TA UTRACI NA KRUCHOSCI I STANIE SIE MOCNIEJSZA I BARDZIEJ ODPORNA NA UDERZENIA.
...

niedziela, 29 marca 2009

MARIA SZYSZKOWSKA "STWARZANIE SIEBIE"


A TERAZ BĘDZIE COŚ O FILOZOFII.

BYŁEM W ÓSMEJ KLASIE SZKOŁY PODSTAWOWEJ, GDY KOLEGA POŻYCZYŁ MI KSIĄŻKĘ PROF. MARII SZYSZKOWSKIEJ PT. "STWARZANIE SIEBIE". Z POCZĄTKU WYDAWAŁA MI SIĘ ONA DZIWNA ZE WZGLĘDU NA JEJ TREŚC, ZGOŁA ODMIENNĄ OD WSZYSTKIEGO CO DO TEJ PORY CZYTAŁEM ( A CZYTAŁEM DUŻO). Z CZASEM JEDNAK ZAUWAŻYŁEM, ŻE LEKTURA TEJŻE KSIĄŻKI POCHŁANIA MNIE BEZ RESZTY. CZYTAŁEM I CZYTAŁEM. A Z KAŻDYM KOLEJNYM ROZDZIAŁEM COŚ WE MNIE SIĘ OTWIERAŁO...

CZUŁEM JAKBY NIEZNANY DOTĄD OBSZAR MOJEJ ŚWIADOMOŚCI ZOSTAŁ OTWARTY NA OŚCIEŻ. COŚ CO BYŁO WE MNIE OD DAWNA, LECZ NIE MIAŁEM POJĘCIA O ISTNIENIU TEGO OBSZARU.

TAK TO ZACZĄŁ SIE ROMANS Z FILOZOFIĄ.

DZIŚ PATRZĄC Z PERSPEKTYWY CZASU MOGĘ ZDECYDOWANIE STWIERDZIC, ŻE GDYBY NIE TA KSIĄŻKA, TO BYC MOŻE DZIŚ BYŁBYM ZUPEŁNIE INNYM CZŁOWIEKIEM. INACZEJ PEWNIE PATRZYŁBYM NA ŚWIAT. MYŚLĘ, ŻE ŻYCIE BYŁOBY MNIEJ ŚWIADOME I NIEZAUWAŻAŁBYM KILKU RZECZY, KTÓRE ZAUWAŻAM DZIŚ. ŻYCIE BYŁOBY DLA MNIE UBOZSZE.

MOGĘ TO STWIERDZIC MAJAC TA WIEDZE, KTORA MAM DZIŚ.

W NASZYM ŻYCIU ISTNIEJĄ ROZNE PLASZCZYZNY POZNANIA. JA DZIEKI PROF. SZYSZKOWSKIEJ ODKRYLEM JEDNA Z NICH I DZIS JESTEM Z TEGO POWODU BARDZO SZCZESLIWY.

POLECAM ... NIEKTORYM :-)


TOKSYCZNI ZNAJOMI

KIKLA LAT TEMU MIALEM KUMPLA, KTORY NATRETNIE PROBOWAL WMOWIC MI ZE JESLI CZLOWIEK ZAWIERA ZNAJOMOSC (BLIZSZA LUB DALSZA) Z OSOBA REPREZENTUJACA PEWNE POGLADY I ROBI TO ZE WZGLEDU NA PODOBNY SWIATOPOGLAD, TO NIE POWINIEN ZAWIERAC ZNAJOMOSCI Z LUDZMI, KTORYCH SWIATOPOGLAD JEST ZDECYDOWANIE INNY. JAKO ZE BYLEM MLODA OSOBA POSZUKUJACA TRESCI BARDZIEJ, NAZWIJMY TO, IDEOLOGICZNYCH POMYSLALEM, ZE MOZE MIEC ON RACJE I CZESTO SIE NAD TYM ZASTANAWIALEM.
DZIS DOCHODZE DO WNIOSKU, ZE BYLO TO ABSOLUTNE KLAMSTWO, A KOLEGA TEN REPREZENTOWAL NURT TAK ZWANEJ "TOKSYCZNEJ PRZYJAZNI".
TOKSYCZNA PRZYJAZN POLEGA WG MNIE NA TYM IZ JEDNA STRONA PROBUJE WYKORZYSTAC DRUGA STRONE DO OBRANIA BEZWARUNKOWO JEJ (JEGO) PUNKTU WIDZENIA. BEZKRYTYZNIE. CZASEM (JAK W MOIM PRZYPADKU) MOZE TO WYNIKAC Z PODOBIENSTW SWIATOPOGLADOWYCH.
DZIS ZDAJE SOBIE SPRAWE IZ NASZE ZYCIE SKLADA SIE Z ROZNYCH ETAPOW. BEDAC W JAKIMS ETAPIE SWOJEGO ZYCIA NIE MOZNA STWIERDZIC ZE BEDZIEMY TRWAC W NIM WIECZNIE (CHOC I TAK SIE ZDARZA). ZAWIERAJAC ZNAJOMOSCI Z LUDZMI OMIENNYMI SWIATOPOGLADOWO MOZEMY ROZSZERZYC SWOJ HORYZONT. SPOJRZEC NA PEWNE RZECZY Z INNEJ PERSPEKTYWY. POZWALA TO CZASEM W PRZYSZLOSCI UNIKNAC PEWNYCH BLEDOW, LUB TEZ ZACZERPNAC WIEDZY Z INNEGO ZRODLA PRZY PODEJMOWANIU DECYZJI.
NIE UFAJMY ZATEM NASZYM TOKSYCZNYM ZNAJOMYM, CHOC I ONI PARADOKSALNIE WNOSZA W NASZE ZYCIE PEWIEN PUNKT WIDZENIA. TRZEBA TYLKO ZDAC SOBIE SPRAWE Z TEGO, ZE DANA ZNAJOMOSC JEST TOKSYCZNA I ODPOWIEDNIO SIE ZDYSTANSOWAC.

niedziela, 15 marca 2009

BISKUPA PIERONKA WYPOWIEDZI...

"Czymże jest literackie wyobrażenie Frankensteina, czyli istoty powołanej do życia wbrew naturze, jak nie pierwowzorem in vitro? To makabryczna perspektywa, ale ona istnieje"

...TO WYPOWIEDŹ NIE POTRZEBUJE KOMENTARZA...

piątek, 20 lutego 2009

CHORÓB POLITYCZNYCH CZĘSC PIERWSZA

MYŚLE, ŻE W NASZYCH REALIACH ISTNIEJE KATEGORIA CHORÓB POLITYCZNYCH.
PIERWSZĄ CHOROBĄ KTÓRĄ PAMIĘTAM BYŁA "POMROCZNOŚC NIEJASNA". ZA WIELE Z NIEJ NIE PAMIĘTAM JAKO ŻE BYŁEM NIECO MŁODSZY I MOJA ŚWIADOMOŚC POLITYCZNA OSCYLOWAŁA WOKÓŁ SAMORZĄDU KLASOWEGO.
NASTĘPNĄ CHOROBĄ BYŁA TZW. "PRZYPADŁOŚC (LUB CHOROBA) FILIPIŃSKA". OBJAWY BYŁY BARDZO PODOBNE JAK W PRZYPADKU TEJ PIERWSZEJ (DODAJMY, ŻE I ZAINFEKOWANY BYŁ TEN SAM OSOBNIK). TĄ CHOROBĘ PAMIĘTAM JUŻ NIECO LEPIEJ.
OSTATNIO STWIERDZONO NOWĄ PRZYPADŁOŚC W SFERZE CHORÓB POLITYCZNYCH.
TAK ZWANA "WENTYLACJOZA". OBJAWIA SIĘ ONA TYM IŻ DELIKWENT NIE MOŻE PRZEBYWAC W WENTYLOWANYM POMIESZCZENIU. ZANIEPOKOIŁEM SIĘ NIECO. WSZAK OSOBNIK KTÓRY PRZYZNAŁ SIĘ DO TEJŻE CHOROBY (CHOC PRZYZNAŁ SIĘ ZA NIEGO KTOŚ INNY) MUSIAŁ PRZEŻYWAC STRASZNE MĘCZARNIE WALCZĄC Z CHORÓBSKIEM. I NIKOMU NIC NIE POWIEDZIAŁ. I BYŁBY PEWNIE NIE POWIEDZIAŁ I DALEJ PRZEŻYWAŁ SWÓJ DRAMAT DLA DOBRA SPOŁECZEŃSTWA GDYBY NIE BYŁO WAŻNEJ DEBATY W CZASIE KIEDY MIAŁ ÓW ATAK. NO I WYDAŁO SIĘ. ALE WALCZYŁ O SEKRET DO KOŃCA. ZAPYTANY O POWÓD SWOJEJ NIEOBECNOŚCI NA SALI OBRAD NIE POWIEDZIAŁ, ŻE JEST CHORY, O NIE! POWIEDZIAŁ, ŻE PYTANIE O JEGO OBECNOŚC NA SALI OBRAD TO ATAK POLITYCZNY! FAKT, ZE JEST CHORY NIE ZOSTAŁ WYJAWIONY!
SZACUNEK. ZA OFIARNOŚC I POŚWIĘCENIE.
BĘDĘ PAMIĘTAŁ PRZY NASTĘPNYCH WYBORACH

środa, 18 lutego 2009

MUZYCZNE INSPIRACJE PT.2


... DZIEŃ SĄDU...
SĄ MOMENTY W ŻYCIU KAŻDEGO CZŁOWIEKA, KTÓRE SĄ DLA NAS WAŻNE. COŚ SIĘ RODZI, COŚ INNEGO UMIERA. SZCZĘŚCIE, SMUTEK, ŚMIECH I ŁZY...
MIJA CZAS. OSWAJAMY SIĘ Z RZECZYWISTOŚCIĄ. TO CO BYŁO WAŻNE STAJE SIĘ POWOLI CODZIENNOŚCIĄ, PRZYWYKAMY.
CZASEM ZDARZA SIĘ, ŻE W TAKICH MOMENTACH COŚ LUB KTOŚ NAM TOWARZYSZY. CZASEM JEST TO PRZYJACIEL, CZASEM KTOŚ Z RODZINY. I TO COŚ LUB TEN KTOŚ PO CZASIE PRZYWOŁUJE WSPOMNIENIA. DLA MNIE TAKIM CZYMŚ JEST MUZYKA. JESTEM MUZYKOHOLIKIEM :-)
TAK SIĘ ZDARZYŁO, ŻE TO WŁAŚNIE ANATHEMA ZE SWOIM "DNIEM SĄDU" ZJAWIŁA SIĘ W PEWNYM WAŻNYM DLA MNIE MOMENCIE. I DZIŚ PO LATACH ZA KAŻDYM RAZEM GDY SŁYSZĘ MUZYKĘ Z TEGO ALBUMU POWRACAJĄ PEWNE WSPOMNIENIA...
WYDANY W 1999 ROKU ALBUM BYŁ PEWNYM PRZEŁOMEM W KARIERZE ANATHEMY. TO ZA SPRAWĄ TEGO WŁAŚNIE ALBUMU ZESPÓŁ TRAFIŁ NA MUZYCZNE SALONY. "JUDGEMENT" TO ALBUM DOSKONAŁY. POCZĄWSZY OD TROCHĘ NIESPOKOJNEGO "DEEP" POPRZEZ DELIKATNE "FORGOTTEN HOPES" MELANCHOLIJNY "ONE LAST GOODBYE" BOLESNY "PARISIENNE MOONLIGHT" SZALEŃSTWO W "JUDGEMENT" KU W NIESKAZITELNEMU PIĘKNU W "2000 & GONE".
JEST W TEJ MUZYCE ZAKLĘTA BURZA EMOCJI. OGROMNY WPŁYW NA MUZYKĘ MIAŁ NA PEWNO FAKT ŻE PRZED WYDANIEM TEGO WŁAŚNIE ALBUMU ZMARŁA MATKA BRACI CAVANAGH ("ONE LAST GOODBYE"). POLECAM ZAPOZNAC SIĘ RÓWNIEŻ Z WARSTWĄ LIRYCZNĄ TEGO DZIEŁA.
W MOJEJ MUZYCZNEJ DRABINIE TEN ALBUM ZAJMUJE PO DOCZESNOŚC MIEJSCE NUMER JEDEN.
POZDRAWIAM

POLITYKA, POLITYKA...

A TERAZ COŚ Z POLITYKI. OSTATNIO MIAŁEM WĄTPLIWĄ PRZYJEMNOŚC OGLĄDAC PEWNEGO POLITYKA Z OBOZU RZADZACEGO ZAJADLE ATAKUJACEGO PRZEDSTAWICIELA PARTII OPOZYCYJNEJ ZA TO ZE TEN SMIAL KRYTYKOWAC CZLONKA JEGO PARTII. NAZWAL TO NAGONKA. ZADZIWIAJACE. TEN SAM POLITYK KILKA MIESIECY WCZESNIEJ SLYSZAC PODOBNE ARGUMENTY Z UST POLITYKA OBOZU WTEDY RZADZACEGO GRZMIAL, ZE UZYWAJAC SLOWA NAGONKA POLITYCY TAK NAPRAWDE ODWRACAJA KOTA OGONEM...
TEN SAM CZLOWIEK KILKA MIESIECY POZNIEJ ZMIENIA RADYKALNIE ZDANIE. PUNKT WIDZENIA ZALEZY OD PUNKTU SIEDZENIA JAK GLOSI PORZEKADLO.
POLSKA POLITYKA TO ZRESZTA TEMAT - RZEKA . MOZNABY SIE ROZPISYWAC .
FAKT JEST JEDEN. NASI POLITYCY TRAKTUJA WYBORCOW JAK IDIOTOW. NIESTETY PRZYPOMINAJA SOBIE O WYBORCACH JEDYNIE W CZASIE WYBOROW. MNIEJSZA O TO, PONIEWAZ TAK JEST W PRZEWAZAJACEJ CZESCI SWIATA.
BOLI MNIE COS INNEGO, A MIANOWICIE ZE JAKOSC DEBATY POLITYCZNEJ W POLSCE SIEGA DNA. W GODZINNYM PROGRAMIE PUBLICYSTYCZNYM JEST :
5 MINUT PRZEDSTAWIANIA TEMATU PRZEZ PROWADZACEGO
10 MINUT WYPOWIEDZI
40 MINUT OBELG, WYZWISK WZAJEMNYCH OSKARZEN
2 MINUTY PRZYPOMNIENIA PRZEZ PROWADZACEGO NA JAKI TEMAT TOCZYLA SIE DEBATA
3 MINUT NAPISOW KONCOWYCH
...A GDY NADCHODZI CZAS WYBORÓW WSZYSCY ZASTANAWIAJA SIE JAK ZACHECIC WYBORCOW DO TEGO BY STAWILI SIE PRZY URNACH WYBORCZYCH.
MAM 25 LAT. INTERESUJE MNIE DOKAD PODAZA MOJ KRAJ. INTERESUJE MNIE NASZ WSPOLNY INTERES KTORYM JEST POLSKA.
MYSLE, ZE CHOC CZASEM POLITYCY POWINNI POKAZAC JAK LACZYC, NIE JAK DZIELIC. MAMY JUZ DOSC PODZIALOW.

niedziela, 15 lutego 2009

MUZYCZNE INSPIRACJE PT. 1

BARDZO PODOBA MI SIĘ OKŁADKA ZESPOŁU ANATHEMA Z PŁYTY "A NATURAL DISASTER" (NATURALNA KATASTROFA). MA TO COŚ. IDEALNIE STANOWI TŁO DLA MUZYKI NA TYM ALBUMIE ZAWARTEJ. SĄ OKREŚLENIA, KTÓRYCH MÓGŁBYM UŻYC OPISUJĄC OWĄ MUZYKĘ, LECZ MYŚLĘ, ŻE NIE MA TO NAJMNIEJSZEGO SENSU, GDYŻ NAJPIĘKNIEJSZYM OPISEM DLA TEJ MUZYKI JEST OWA MUZYKA WŁAŚNIE...
ZRESZTĄ CAŁA MUZYKA ANATHEMA JEST MOIM ZDANIEM GODNA POLECENIA. CZY JEST TO ROCK CZY METAL? NIE WIEM. JEST TO PO PROSTU PIĘKNO ZAKLĘTE W DŹWIĘKACH WYDOBYTYCH NIE TYLKO Z INSTRUMENTÓW :-)
POLECAM

sobota, 14 lutego 2009

WALENTYNKI

... W ZWIAZKU Z TYM DNIEM ORAZ Z OBEJRZENIEM PEWNEGO FILMU NASUNELY MI SIE PEWNE PRZEMYSLENIA...
SA WSROD NAS TACY, KTORZY ZRAZENI NIEPOWODZENIEM W POPRZEDNIM ZWIAZKU BOJA SIE ANGAZAWAC W KOLEJNY, CO FINALNIE SKUTKUJE TYM IZ CALKOWICIE WZBRANIAJA SIE PRZED JAKAKOLWIEK FORMA ZWIAZKU.
MOZE TO CZYSTY MATERIALIZM, ALE TAKIE PODEJSCIE DO SPRAWY POZBAWIA ICH EMPIRYCZNEGO DOSWIADCZENIA, JAKZE POTRZEBNEGO GDY PROBUJEMY ZBUDOWAC PODSTAWY STALEGO ZWIAZKU. MYSLE, ZE DZIEKI DOSWIADCZENIU WLASNIE MOZEMY PROBOWAC (NIE ZAWSZE WSZAK TO SIE UDAJE) ODNALEZC ZLOTY SRODEK WE WSPOLISTNIENIU...
DLA PESYMISTOW - CO CIE NIE ZABIJE TO CIE WZMOCNI...