wtorek, 19 maja 2009

PRZYJAŹŃ GWIEZDNA

PISAŁ NIEGDYŚ NIETZSCHE O PRZYJAŹNI GWIEZDNEJ... NASUNĘLY MI SIĘ W ZWIĄZKU Z TYM PEWNE PRZEMYŚLENIA.
KAŻDY CZŁOWIEK ZDAJE SIĘ MIEC WYZNACZONY PEWIEN KIERUNEK, TRAJEKTORIĘ LOTU. CZĘSTO JEST TAK, ŻE KIERUJĄC SIĘ WYZNACZONĄ DROGĄ DO CELU SPOTYKAMY RÓŻNORODNYCH LUDZI (JAKIEŻ TO DZIWNE, ŻE SĄ TO CZĘSTO SKRAJNIE ODMIENNE OSOBY). CHCĄC NIE CHCĄC NAWIĄZUJEMY ZNAJOMOŚCI. PRZYZWYCZAJAMY SIĘ DO RZECZYWISTOŚCI. A MOŻE TO RZECZYWISTOŚC NAS DO SIEBIE PRZYZWYCZAJA. A POTEM BACH I NASTĘPUJE ROZGAŁĘZIENIE DRÓG. OKAZUJE SIĘ ŻE TRAJEKTORIA SPOTKAŁY SIĘ NA CHWILĘ, BY PONOWNIE SIĘ ROZPROSZYC ŻE JESTEŚMY JEDYNIE NA DRODZE DO CELU, A NIE DROGA SAMA W SOBIE JEST CELEM.
"Istnieje prawdopodobnie ogromna niewidzialna krzywa i kolej gwiezdna, w której nasze tak rózne drogi i cele mi e ś c i ć s i ę mogą jako drobne przestrzenie..."
CZASEM STAJE SIĘ I TAK, ŻE DROGI ROZCHODZĄ SIĘ Z POWODU RÓZNIC ZDAŃ, KŁÓTNI, NIEPOROZUMIEŃ. TO NORMALNE. MYŚLĘ JEDNAK, ŻE NAWET POMIMO ROZEJŚCIA SIĘ WSPÓLNYCH TRAJEKTORII LOTU POWINNIŚMY MYŚLEC O SOBIE NAWZAJEM Z SZACUNKIEM.
"Więc wi e r zmy w swą przyjaźń gwiezdną, nawet gdybyśmy sobie wzajem być musieli nieprzyjaciółmi ziemskimi".