niedziela, 29 kwietnia 2012

Polecam wszystkim ciekawy wpis profesora Rybińskiego na jego blogu. W erze chłamu serwowanego w telewizorni pozostaje sieć (poki co jeszcze legalnym jest szukanie treści co wartościowszych). http://www.rybinski.eu/2012/04/redystrybucyjne-efekty-polityki-drukowania-pieniadza/

sobota, 28 kwietnia 2012

Pokolenie niestraconej szansy...

Kilka przemyśleń... Dorastałęm w momencie gdy Polska przechodziła przez jedną z największych transformacji w swojej historii. Nie pamiętam SB, ZOMO, UB oraz innych służb państwowego aparatu represji. W ogóle bardzo mało pamiętam z poprzedniego ustroju, co nie znaczy, że nie mam świadomości iż poprzedni system był wymierzony przeciw społeczeństwu i działał pod dyktando decydentów ulokowanych poza naszą wschodnią granicą. Gdzieś głeboko w mej pamięci mogę doszukać się obrazków z pierwszych wolnych wyborów w Polsce, rozmów rodziców na jakieś ważne polityczne tematy. Jesteśmy dwadzieścia kilka lat później. Świat nie stał w tym czasie w miejscu i bardzo wiele się wydarzyło. W dorosły świat wkroczyło moje pokolenie - ludzi, którzy dorastali w wolnej Polsce, ludzi którym wolno mówić to co myślą, wolno wybierać. Dorastaliśmy bez strachu, że to co powiemy zostanie wykorzystane przeciwko nam. Wolność jest dla nas czymś tożsamym z istnieniem w ogóle. Jest jednym z elementów składowych egzystencji. "Wolność - kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem" śpiewał swego czasu zespół Chłopcy Z Placu Broni... Jakiś czas temu natknąłem się na artykuł na temat tego pokolenia. Autor pisał w nim m.in. że pokolenie to "jedzie bocznym torem" wobec m.in. bieżących problemów politycznych. A znaczy to mniej więcej tyle, że nie przykłada zbyt wielkiej wagi do tego co dzieje się w polityce. Dlaczego? Ano dlatego, że być może nie czujemy, że mamy jakikolwiek wpływ na kształtowanie czegokolwiek mimo szczerych chęci. Politycy dopuszczają nas do wyborów raz na 4 lub 5 lat i na tym kończy się nasza rola. Reszta powinna być zostawiona dla wybrańców narodu (skoro już są wybrani to wg nich powinni podejmować oni wszelkie ważne decyzje). Debata publiczna jest dziś zdominowana przez niepotrafiących zachować się chamów obrzucających się bluzgami od prawa do lewa. Skutecznie obrzydzają oni chęć do włączenia się do rozmowy. Śmiem twierdzić że nasza klasa polityczna to chyba najbardziej niekulturalne towarzystwo w kraju. Szczuje się każdego na wszystkich. A tymczasem My żyjemy sobie z boku, tworzymy swoją własną rzeczywistość, w której potrafimy rozmawiać z ludźmi reprezentującymi poglądy zupełnie różne od tych, które wyznajemy. Mam kumpla z którym w przeszłości wiecznie się sprzeczałem w kwestiach światopoglądowych, aczkolwiek były to sprzeczki konstruktywne, ponieważ używaliśmy argumentów, nie epitetów (w przeciwieństwie do włodarzy naszego kraju). Potrafiliśmy też zaakceptować niektóre argumenty przeciwnika, a co najważniejsze potrafiliśmy też zrozumieć punkt widzenie iterlekutora. Chęć zrozumienia to moim zdaniem coś czego kompletnie nie istnieje w Polskiej polityce. Kolejną sprawą jest fakt, że często w polskiej polityce górę biorą problemy historyczne nad problemami bieżącymi. Uwagę zajmuje rozprawianie się z ludźmi, którzy w poprzednim systemie robili rzeczy, których robić nie powinni. Doszukujemy się ran, które się nie zabliźniły, by je rozdrapywać jeszcze bardziej. Z całym szacunkiem dla historii żyjemy w teraźniejszości. Historia powinna być pomocna w wyciąganiu wniosków ze zdarzeń, które minęły a nie determinować nasze działania względem teraźniejszości. Wyciąganie jakichś historycznych podziałów nie służy nikomu i jest skrajnym populizmem. To, że kogoś dziadek był np. w Wermachcie nie powinno wg mnie w żadem sposób wpływać na moje relacje z tą osobą, gdyż w taki sposób możemy doszukać się pewnie czegoś przeciwko każdemu (no chyba, że jest to docelowym zamiarem). Skoncetrujmy się zatem na przyszłości a historia niechaj uczy nas wyciągania wniosków... Przyjrzałem się temu pokoleniu ostatnio z bliska. Jest X który prowadzi swój mały biznes. Jest ciężko, ale cieszy się, że nikt na niego nie musi wrzeszczeć, bo nie wyrabia norm, jest Y, który co prawda zapieprza w fabryce, ale cieszy się, że udało mu się wziąć kredyt na budowę. Mówił, że wiele rzeczy potrafi sam zrobić, to może go taniej wyjdzie. Ktoś wyjechał za granicę. Mówił, że finansowo jest lepiej, ale tęskni do kraju. Chciałby kiedyś wrócić. Z kolei pani A pracuje w administracji i podczas rozmowy powiedziała mi, że próbuje pracować w innej mentalności niż jej starsi koledzy. Nie odsyła petentów z kwitkiem a stara się do każdego podejść z zainteresowaniem. Przyjrzałem się temu pokoleniu i stwierdziłem, że jak na warunki to i tak nieźle dajemy sobie radę. Jesteśmy ludźmi bez kompleksów i chcemy się rozwijać. A gdy my będziemy się rozwijać to i kraj będzie. Powinniśmy zatem mieć szansę na jeszcze więcej, by móc rozwijać swoje możliwości. Gdy dzisiejszy kwiat polskiej polityki osiągnie swój emerytalny wiek, być może to zrozumie. Oby nie było wtedy za poźno. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

środa, 25 kwietnia 2012

Urlopowo

Jest czas na pracę i jest czas na odpoczynek. To co nazywamy odpoczynkiem różnorakie przybiera formy. Dla jednych jest to słodkie lenistwo przed telewizornią, dla innych wykonywanie setki zadań domowych, które przekładali na inny czas. Dla mnie jedną z najprzyjemniejszych form urlopowania jest spotykanie się z rodziną i znajomymi, których nie widziałem przez dłuższy okres czasu. Nic nie jest w stanie zastąpić mi tych chwil, kiedy wracam do ludzi, którzy kiedyś stanowili dla mnie ważny punkt w mojej drabinie wartości i gdy wracam do miejsc, któryś przywołują wspomnienia. Im rzadziej jest mi dane widzieć tych wszystkich ludzi, tym bardziej zauważam jak bardzo duża dokonała się w nich zmiana.

Spotkanie klasowe

Czasem staje się tak, że wkraczamy po raz drugi do tej samej rzeki. Są chwile, gdy czas zdaje się nie działać w sposób w jaki powinien i zatrzymuje się na chwilę. Jest czasem i tak, że pozwala nam staruszek czas wrócić nam w przeszłość, do minionych chwil, które zapadły nam w pamięć by choć na chwilę przeżyć je raz jeszcze. I w takich chwilach uświadamiamy sobie jak wiele się zmieniło, jak daleko pognał świat przez tych kilka lat. Powodem tych refleksji jest "spotkanie klasowe", w którym miałem przyjemność uczestniczyć i choć minęło wiele lat od chwili, kiedy po raz ostatni siedzieliśmy w szkolnych ławach, to oszukani przez czas poczuliśmy się jakby to było bardzo niedawno. Kolejną sprawą jest budujący fakt, że choć minęło niemało lat każdy mógł rozmawiać bez skrępowania, śmiać się z tych samych żartów. Jest to jednak kwestia ludzi i ich charakterów. Ja miałem to szczęście, że chodziłem do klasy w której ludzi byli mili, otwarci i mieli coś czego być może posiada niewielu a mianowicie zdrowy dystans do siebie i dlatego właśnie jestem przekonany, że choć minie kolejnych 10 lat to na następnym spotkaniu atmosfera będzie taka sama. Szacuneczek dla Was.

środa, 4 kwietnia 2012

W PUSTCE

Po raz kolejny spojrzałem na świat oczami innego człowieka. Często dyskutując z kimś na jakikolwiek temat próbuje wtapiać się w jego umysł, zespalać się z drogą, którą podąża. Tak czy inaczej świat, który ujrzałem przyprawił mnie o dreszcz. Był to świat szary, pozbawiony głebszych emocji, przyporządkowany pieniądzu jako wartości nadrzędnej. Poczułem się obco w tym świecie, lecz mój rozmówca roztaczał przede mną coraz to szerszy widnokręg pustego duchowo bytu. Poczułem się na tyle źle, że przerwałem rozmowę uciekając z tego miejsca. Najdziwniejsze było dla mnie jednak to, że On kocha to miejsce na swój własny sposób. Myślałem kiedyś, że życie bez jakiejkolwiek formy idei przewodniej w życiu, jakiejkolwiek duchowości jest bezdenną pustką. Otchłanią. Myliłem się. Okazuje się, że materializm może też być swoistą religią. Powinienem nie być zdziwiony. Wyznając zasadę, że miarą wszechrzeczy jest człowiek powinienem zaakceptować taki stan rzeczy, jednak coś we mnie próbuje stanowczo oponować. .................................................. "Jeżeli nie istnieje żadna wieczna świadomość w człowieku, jeżeli na dnie wszystkiego czai się tylko dziko działająca moc, która kłębiąc się w wirze ciemnych namiętności zrodziła wszystko to, co było wielkie, i to, co nie miało żadnego znaczenia, jeżeli pustka bezdenna i nigdy nie nasycona kryje się pod wszystkim, czymże innym staje się życie, jeśli nie rozpaczą? Jeżeli tak jest, jeżeli nie ma żadnych świętych więzów łączących ludzkość, jeżeli pokolenie za pokoleniem powstaje jak liście w puszczy, jeżeli jedno pokolenie przychodzi na zmianę drugiemu, jak następują po sobie śpiewy ptaków w lesie, jeżeli pokolenia mijają, idąc przez życie jak okręt po morzu, jak wicher na pustyni, jak bezmyślne i bezowocne działanie, jeżeli wieczne zapomnienie zawsze czyha na swą zdobycz i nie ma rzeczy, która by była dość silna, aby wyzwolią od tego? Jakże puste i beznadziejne wydaje się życie!" — Søren Kierkegaard