środa, 25 lipca 2012

Zagadnięty

Podczas wczorajszego spaceru z Olivierem zostałem zagadnięty przez dwoje młodych ludzi. Początkowo myślałem, że są Świadkami Jehowy, lecz okazali się Mormonami(!). Młodzież zaczęła przekonywać mnie, że oto moje szczęście jest w zasięgu ręki i wystarczy abym tylko się z nimi spotkał i porozmawiał na spokojnie a będzie mi dane tego szczęścia zasmakować. Ze względu na fakt, że nie lubię kończyć rozmowy (choćby i nachalnej) słowami "bo nie" wdałem się tym samym w krótką dysputę na temat religijności i wiary w ogóle. Nieustępliwi młodzieńcy próbowali dalej mnie przekonać, że wizyta w moim domu byłaby naszym obopólnym zwycięstwem. Poinformowawszy ich, że wiara moja dlatego nazywana jest moją, bo jest immamentną częścią MOJEJ duchowości, a gnoza (jakakolwiek by ona nie była) jest moją gnozą i daną w odczuwaniu jedynie mi. Mam uczulenie na osoby, które wiedzą lepiej ode mnie kiedy ja jestem szczęśliwy. Bóg dał człowiekowi wolną wolę nie po to byśmy byli mentalnymi niewolnikami innych ludzi. Owszem, lubię rozmawiać z innymi ludźmi, lecz rozmowa polega na wymianie myśli, poglądów, a nie na jednostronnym kontestowaniu swoich poglądów w nadziei, że druga strona spełni rolę gąbki. Nauczony przed laty za pomocą Świadków Jehowy, że wdawanie się w domowe dysputy nie jest najlepszym pomysłem odrzuciłem ten pomysł. Na koniec mormoński młodzieniec zadał mi pytanie: "Czy zdajesz sobie sprawę jak zmieniłoby się Twoje życie gdybyś zaczął studiować nasze nauki?". Szczerze mówiąc odpowiedź na to pytanie brzmi "Nie", aczkolwiek nasunęło mi się tym samym inne, nie mnie ważne pytanie: "Czy mormoni zdają sobię sprawę jak zmieniłoby się ich życia gdyby przygarnęli Pimela pod swoje strzechy?"

niedziela, 22 lipca 2012

O banksterach

Czytałem niedawno bardzo ciekawy wpis prof. Rybińskiego na jego blogu na temat zacieśnionych relacji polityka - bankowość. Bankierów nazywa on banksterami (prof. Rybiński lubuje się w tworzeniu nowych określeń wide :eurogeddon). Udowadnia, że relacje na linii państwo - banki daleko odbiegają od normalności. Mało tego - relacje te przeczą jakimkolwiek zasadom sprawiedliwości. Spotykamy się bowiem z taką oto sytuacją na świecie, kiedy banki dostają za darmo pożyczki (lub prawie za darmo), które to powinny stymulować gospodarkę. Pieniądze te nie stymulują jej jednak, ponieważ oprocentowanie pożyczek w bankach nie jest wprost proporcjonalne do oprocentowania jakie płacą banki od pożyczek zaciągniętych od państwa. Choć pożyczka jest tu chyba słowem nie na miejscu. Miast pożyczka winno się używać określenia dodrukowywanie, gdyż to jest właśnie faktyczna sytuacja. Pożycza się coś co się posiada, nie można pożyczać czegoś czego się nie ma wpisując to na poczet długu, który spłaci się możliwymi zyskami z przyszłości. Aby ukazać ten paradoks w całej okazałości wyobraźmy sobie taką oto sytuację: Pan Kowalski chciałby kupić mieszkanie, lecz nie posiada pieniędzy, idzie więc do banku w którym uzyskuje "pożyczkę" ("pożyczoną" przez bank od państwa, które to z kolei pożyczyło od niewiadomo kogo, czyli wpisało na listę długu dodrukowując pieniądz). Teraz Kowalski kupuje mieszkanie. Mija czas. Kowalski traci pracę, bo jest kryzys a pracodawca nie ma zamówień. Nasz bohater nie ma kasy na spłacanie. W związku z tym faktem Kowalski idzie do drukarni i zamawia 1000 jednostek Obligacji Kowalskiego o wartości 100 zł każda. Po wydrukowaniu sprzedaje obligację na rynku. Oprocentowanie wynosi 5% na 5 lat. Mało, bo sąsiad Kowalskiego Nowak który założył agencję ratingową wycenił Kowalskiego na AA+ (że niby spłaci bez problemu). Mija 5 lat Kowalski spłacił chatę obligacjami ale nadchodzi czas wykupu obligacji a kasy nie ma. Obrotny Kowalski idzie do drukarni i tym razem zamawia 2000 obligacji po 100 zł każda. Nowak daje mu rating A- bo Kowalski dalej nie ma roboty. Obligację idą na pniu (7% na 5 lat), Kowalski spłaca poprzedni dług a za resztę kupuje nowy samochód u szwagra w komisie (szwagier sprzedaje samochody całej rodzince która pozaciągała długi podobnie jak Kowalski). Szwagier Kowalskiego po namyśle otwiera drugi komis, bo interes idzie świetnie. Mija 5 lat. Przedsiębiorczy Kowalski kieruje się do drukarni. Drukuje 4000 obligacji po 100zł każda. Nowak tym razem myśli sobie, że coś nie halo z tym Kowalskim i daje mu BB- z perspektywą negatywną (że niby jest niefajnie). Kowalski się wku... bo nie może opchnąć obligacji po tyle ile chciał czyli 10%. Sprzedaje je na 12%. Po dwóch latach nabywcy czują swąd brzydkiego bąka którego sprzedał im Kowalski i próbują opchnąć obligacje które ten im wcisnął. Nikt ich jednak nie chce kupić. Powstaje problem. Kowalski pisze do premiera. "Słuchaj stary pożycz mi trochę kasy, bo jest kiepsko, a jak nie wykupię obligacji to będzie jeszcze gorzej bo nikt nie dostanie obiecanej kasy z oprocentowaniem, a jak nikt nie zrealizuje zysków na które się powoływał zaciągając swoje pożyczki to będzie niewesoło". Po tygodniu nasz bohater dostaje list "No dobra dostaniesz pożyczkę, ale pamiętaj - najpierw pospłacaj długi a za resztę kup kilka samochodów u szwagra, żeby rozruszać biznes w mieście". Tak też postępuje. Mija 5 lat Kowalski znowu pisze do premiera, że pozaciągał pożyczki, nie jest dobrze, szwagra komis nie daje rady, a trzeba jeszcze zięcia stolarnię podźwignąć... Premier myśli, myśli... Zwołuje radę premierów z podobnymi problemami. Razem decydują, że pomogą każdemu Kowalskiemu z każdego kraju. Po konferencji razem idą złożyć zamówienie do wielkiej drukarnii... Tak się zastanawiam przy okazji nad pewnymi faktami. Jesteśmy niemalże zmuszani do posiadania konta bankowego. Tymczasem z ostatnich niusów dowiedziałem się, że banki po dostaniu wytycznych od Europy na temat obowiązkowego dokapitalizowania stwierdziły, że przerzucą tę odpowiedzialność na obywateli podnosząc ceny usług i posiadania kont. Koniec końców wygląda na to, że eurodecydenci sięgają do naszych kieszeni po dokapitalizowanie banków. Druga sprawa nad którą się zastanawiam to wyemitowanie własnych obligacji. Wyślę je do skarbówki, zusu i innych instytucji gdzie tylko zostanę wezwany do zapłaty czegokolwiek. Skoro państwo może pluć mi w twarz mówiąc że pada, to dlaczego ja nie moje zrobić tego samego. Takie moje obywatelskie nieposłuszeństwo. Mam kumpla który stwierdził kiedyś, że ma zamiar napisać do Zusu, że zwraca się z uprzejmą prośbą o zwrot składek, gdyż ma zamiar w niedługim czasie popełnić samobójstwo i jest pewien iż tych składek nie wykorzysta poprzez zus. A jaki jest wasz pomysł na obywatelskie nieposłuszeństwo? Czekam na sugestie.

piątek, 20 lipca 2012

Być tatusiem

Na świecie pojawił się w końcu mój długo wyczekiwany syn. Czasem zastanawiałem się jak to jest z tym byciem tatusiem. Wiedziałem, że będzie wiele chwil trudnych, w których nie będę się umiał odnaleźć. Nikt wszak nie przygotowuje do bycia rodzicem. Czasem ktoś coś podpowiedział jak się przygotować do tej roli, czasem można coś było znaleźć w internecie. Ale wydaje mi się, że do bycia rodzicem przygotowuje samo dziecko. Gdy się rodzi wszystko inne schodzi na dalszy plan. Wraz z jego narodzinami zrodził się we mnie również strach o niego. Ten pierwszy strach jest najdziwniejszy. Moją odpowiedzią na ten strach było na początku wpatrywanie się w niego cały czas. Patrzyłem czy oddycha, a gdy maleństwu się odbiło tatuś z mamusią stali na baczność przy łóżeczku w jednej sekundzie. Bycie tatusiem to lekcja, która nigdy się nie skończy. To najpiękniejsze doświadczenie w życiu. W momencie gdy te malutkie oczka kierują swoje niewinne spojrzenie na mnie i tak się wpatrują nic innego nie jest ważne... I jeszcze jedna uwaga. Towarzyszyłem mojej żonie podczas porodu i towarzyszę jej w byciu rodzicem i tak dochodzę do wniosku, że macierzyństwo to absolutna magia. Niedouwierzenia było dla mnie cierpienie jakie znosi kobieta przy porodzie a siła, wytrwałość i upór z jakim roztaczą opieką dziecko to absolutnie niepojęta magia. Szacun dla wszystkich mam.

niedziela, 1 lipca 2012

Na równi pochyłej w dół

Europejskie szczytowanie (!) w piątek przyniosło ponoć kilka ważnych decyzji mające na celu powstrzymanie rozprzestrzającego się kryzysu. Będące w podbramkowej sytuacji Włochy wespół z Hiszpanią czują się zwycięzcami tego rozdania. Pytanie nasuwa mi się takie: czy przegranymi tej pokerowej zagrywki nie jesteśmy my - zwykli obywatele Unii Europejskiej. Jeśli decydenci na najwyższych szczeblach UE są zdania, że jednym z podstawowych zadań jest pompowanie pieniążków w banki to obawiam się iż pewnego niezbyt pięknego poranka zdamy sobie sprawę że oto byliśmy przez nich oszukiwani na niewyobrażalną skalę. Pompowanie pieniążków zapewnia krótkoterminowe odstresowanie, nie jest jednak żadną próba rozwiązania problemu u źródła. Jest to kupowanie czasu. A czas jest coraz droższy.... Krótką mamy pamięć, oj krótką. Polecam : http://www.obserwatorfinansowy.pl/2012/06/30/wielki-kryzys-niczego-nie-nauczyl-europy-i-usa/