sobota, 22 grudnia 2012

Koniec Świata

Dwudziestego grudnia miałem chwilę na przemyślenia w obliczu przewidywanego końca świata. Zrobiwszy małe resume (pozdrowienia dla prof. Piątka) stwierdziłem, że życie summa summarum wychodzi u mnie in plus. Tak czy inaczej kontempalacyj ciąg dalszy zamieszczam na blogu. Majowie przepowiedzieli (podobno) koniec świata na 21.12.12, aczkolwiek nic nie nastąpiło. Założę się, że za jakiś czas dowiemy się o nowych obliczeniach w kalendarium Majów, że ktoś się pomylił i koniec świata nastąpi kiedy indziej. Mam jednak takie wrażenie, że świat kończy się na naszych oczach tak czy inaczej. Czekając na wielkie bum roku 2012 nie zauważamy jak wielkie bum następuje rozłożone w latach. Polecam, po raz kolejny pewnie, film Luc'a Besson'a pt. "SOS- Home". Wystarczy wysłuchać zawartych tam wypowiedzi lektora zawierających dane nt. zużywania naturalnych surowców ziemii by przekonać się, że koniec świata następuje tu i teraz. Być może ze względu na fakt, iż jest on rozłożony w czasie nie zauważamy tego tak bardzo, aczkolwiek nasz udział w nim jest bezdyskusyjny. Widzimy tylko to co chcemy zauważać. Trwonienie zasobów naturalnych naszej planety jest dla nas czymś całkowicie naturalnym. Stymulowani przez chorą chęć zysku, posiadania wyciskamy Ziemię jak gąbkę. Co pozostawimy przyszłym pokoleniom? Smród konsumpcjonizmu. Mieliśmy czynić Ziemię poddaną nam i rozsądnie korzystać z jej dobrodziejstw. My tymczasem zarzynamy ją bez opamiętania.

sobota, 8 grudnia 2012

Bliżej ku celom posiadania

Świetny artykuł ostatnio przeczytałem w Focusie. Potrzeba posiadania będzie dzisiejszym tematem. W temacie o jeden numer wcześniej wspominałem o społeczeństwie dwudziestego pierwszego wieku. Zapomniane relacje społeczne, wszędobylska rywalizacja, korporacyjne społeczności dla których wyznacznikiem istnienia jest potrzeba posiadania... Minimaliści... taka mała społeczność ludzi, którzy uważają, że aby być szczęśliwym nie trzeba spełniać reklamowych zachcianek korporacji. Nowy telefon, czy tablet nie przybliżają do jakiegokolwiek etapu społecznego spełnienia. Sztucznie wykreowana przez korporacje za pomocą reklam potrzeba posiadania nie znajduje realnego uwierzytelnienia w naszych codziennych potrzebach, aczkolwiek dajemy się ponosić sile sugestii. I dlatego te jesteśmy w stanie kupować na potęgę. Wbrew wszelkim zasadom. Nieważna jest nasza planeta i jej naturalne zasoby, nieważna ilość gotówki w portfelach. Ważna promocja na nowy telefon. Nieistotne, że stary ma dwa lata... Społeczeństwo konsumpcyjne przejmuje władzę...

Gniew

Akcja odkurzania bloga rozpoczęta. Dzisiejszą inspirację stanowią dla mnie kierowcy, którzy uważają, że fakt posiadania prawa jazdy stanowi dla nich niezbity dowód na posiadania prawa do tworzenia nowych przepisów. Jeden, wyjątkowo szczególny przypadek spotkałem dziś. Istota humanoidalna kierująca samochodem pominęła fakt, że skręcając w daną ulicę trzeba włączyć kierunkowskaz. Przechodząc przez tą ulicę z moim synem nieomal wpadłem pod samochód istoty humanoidalnej. Starałem się zwrócić jego uwagę na fakt niewłączenia kierunkowskazu, lecz jedyne co uzyskałem, to "fuck off you weirdo". W rankingu osób którym chciałbym dać w ryj idiota ten znajduje się w ścisłej czołówce. Nie był to jednak korzystny moment. Anyway... Tak sobie pomyślałem, że XXI wiek wymusił na nas jakiś dziwny pęd. Gonitwę za niewiadomo czym. Wartości zostały dawno zdewaluowane. To co kiedyś stanowiło o sile społeczeństwa dziś stanowi o jego słabości. Ważne jest kto jest dalej i szybciej (jakkolwiek odniesiemy te słowa). Wydaje się, że wiek dwudziesty pierwszy stał się wiekiem aspołecznym. Aspołecznym w sensie takim, że to co stanowi o byciu społecznością jest martwe. Wartości nabiera indywidualizm w wersji skrajnej. Społeczność dwudziestego pierwszego wieku to zbiór indywidualności. Żyjemy na granicy dwóch różnych światów, z których pierwszy rozpoznaje bycie człowiekiem w sensie kontynuowania progresji społeczeństwa na zasadzie wzajemnej pomocy i wzrastania jako społeczeństwo "razem" a drugi świat istniejący od niedawna rozpoznaje społeczeństwo jako "społeczność" istniejącą na portalu. Życie sprowadza się do portalu. Zamiera potrzeba wymiany poglądów na płaszczyźnie fizycznej. W świecie numer dwa wymiana poglądów sprowadza się do postów na portalu lub ich lajkowaniu. Empatia umarła.