piątek, 12 grudnia 2014

Subiektywnie

Pewnie jest to objawem starzenia się, ale im więcej wiem, lub może im bardziej jestem świadomy czym kieruje się współczesny świat (człowiek) w podejmowaniu decyzji tym mniej go rozumiem.
Następuje przewartościowanie.
Zdaje mi się, że dążymy do całkowitego zaprzestania tego co podobno stanowi o naszym człowieczeństwie. Wyzbywamy się myślenia. Na potęgę. 
Każdy dzień wydyje się być zredagowany dla nas. Musimy jedynie biernie odegrać swoją rolę.

 Media serwują nam kompletnie jałowe informacje. Najważniejszymi są te , które w istocie ważne nie są lub być nie powinny a są jedynie ważne ze względu na "wagę szokową". Kolejnym etapem niszczenia naszej zdolności myślenia jest redagowanie za nas charakter podanej informacji. Zaczynam powoli podawać w wątpliwość wszystko co serwują media. Wg mnie programy informacyjne nie powinny nazywać się informacyjnymi a opiniami na temat wydarzeń. 
Najbardziej jednak wrażliwy jestem na grafomanię współczesnych mediów. Przyzwyczailiśmy się do tego, że żyjemy w czasach kiedy informacja po 5 minutach jest stara, więc media prześcigają się w jak najszybszym ich podawaniu. Czasem jednak w wyniku tej szybkości kaleczony jest język. Niedawno w jednej z najbardziej znanych programów telewizyjnych dowiedziałem się np, że stolicą Węgier jest BUDAPESZ... Innego dnia na jednym z największych portali informacyjnych czytając opis artykułu technologicznego przeczytałem opis funkcjonowania TYLNIEJ klapki.

Hedonistyczny konsumpcjonizm w którego szpony jesteśmy wpychani każdego dnia to kolejny dowód na próbę zamachu na umysł.
Widziałem niedawno iście dantejskie sceny rozgrywające się w jednym z supermarketów w Dniu Wielkich Promocji. Dzień ten zapowiadany z wielkim wyprzedzeniem spowodował, że społeczeństwo oczekiwało Dnia z wytęsknieniem. Ten i ów uchylali rąbka tajemnicy na forach internetowych, że to i owo będzie o 50 procent taniej. 
Dantejskie sceny polegały na tym, że ludzie bili się (dosłownie), aby wyrwać sobie z rąk telewizor...
Wydaje mi się, że w społeczeństwie w którym żyję święta Bożego Narodzenia są tożsame z promocjami w sklepach.

Kolejna sprawa - praca. Pracownik = numer identyfikacyjny. NIC więcej. Takie mamy niestety czasy, że firma w celu maksymalizacji zysków potrafi zwolnić kilkuset pracowników. Nic nie jest ważniejsze niż dochód. Zyski kwartalne, półroczne, roczne. Dywidendy, kursy akcji. Zwykły szary Iksiński ma tutaj najmniejsze znaczenie. Każdy z nas jest tylko częścią większego łańcuszka. A żeby być sprawiedliwym trzeba dodać, że żyjemy w tym łańcuszku, gdyż jedyną alternatywą jest radzenie sobie samemu, a z racji tego, że jest to mniej wygodne wolimy oddać tę część naszej wolności w imię wygody. Sam jestem wygodny i pracuję na etacie. 
Innym aspektem tej sprawy jest postęp technologiczny. Aczkolwiek postęp technologiczny powinien wyprzedzać spadek cen a tak się nie dzieje (przynajmniej nie w naszych portfelach - spadek ceny wytworzonego dobra wcale nie znaczy, że producent będzie chciał by końcowa wartość wytworzonego dobra spadła, a raczej zachowa różnicę dla siebie),

To takich kilka przemyśleń z ostatnich dni, które nie dawały mi spokoju i postanowiłem się z Wami podzielić z racji mojego blogowego lenistwa.

Pozdrawiam
Pimel

niedziela, 28 września 2014

Gdzieś w tumulcie sprzeczności, w chwiejnym zaprzeczeniu naszego jestestwa gubi się prawdziwy sens naszego istnienia. Tak rzadko zatrzymujemy się choć na chwilę by spojrzeć na drogę po której kroczymy. Szybkość cechuje dzisiejsze czasy. Beznamiętna i wyrachowana szybkośc w okowach której gubimy naszą nadrzędność i człowieczeństwo. Zdeptane marzenia lądują gdzieś w czeluściach zapomnienia ponieważ tak jest łatwiej odnaleźć się w tym JEDYNYM PRAWDZIWYM świecie. Czy mamy świadomość pustki własnej egzystencji? Powątpiewam...
Zbudowaliśmy sobie człowieczeństwo na miarę XXI wieku, które charakteryzuje się materialistycznym podejściem do życia. Patrzymy na nasze życie z pozycji widza, której dana sytuacja nie dotyczy,. Zaprzepaszczamy nasze życie w sposób świadomy. Myśleliśmy, że to my oszukaliśmy świat, tymczasem rzeczywistość wykrzywia swe usta w drwiącym uśmiechu...

Hejtyzm Anno Domini 2014

Oglądawszy ostatnio telewizornię miałem okazję wysłuchać dość ciekawej wypowiedzi. Niby nic takiego, bo facet gadał z sensem, jednak gadanie z sensem jest ostatnimi czasy towarem deficytowym a już szczególnie w telewizorni.
No i facet powiedział, że celebrities "szklanego oka" powinni bardziej zdawać sobie sprawę z tego w jaki sposób ich słowa wpływają na społeczeństwo. I chodzi mi tu bardziej o celebrytów politycznych, tych, którzy bywają w studiach telewizyjnych. 
Obrzucanie się błotem na antenie z racji odmiennych poglądów nie jest ok. Od kilku lat zauważam postępującą degrengolandę wypowiadaczów telewizorniowych.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Komentarz do spraw bieżących

Zastanawiam się czasem czy świat zwariował, czy to może ja nie nadążam za szybko zmieniającą się rzeczywistością.
Ukraina walczy na wchodzie z ludźmi, których dozbraja Rosja, a zachód donośnie mówi o zaprzestaniu walk i że tylko w taki sposób można będzie zasiąść do rozmów.
Jakich rozmów? Z agresorem do rozmów się nie zasiada. Rozumiem ukraińców. Kiedyś Józef Beck powiedział, że w życiu narodów jest tylko jedna rzecz która jest bezcenna i tą rzeczą jest honor.
Tymczasem państwa starej europy zachowują się w taki sposób, gdyby chciały poprosić Rosję, żeby może się wycofała z działań na wschodzie Ukrainy. Nie zapominajmy o tym, że Rosja bezprawnie anektowała Krym.
Wydaje mi się, że historia powinna czegoś uczyć, tymczasem powtarzane są te same błedy, które powtarzane były przed 2 woją światową. Oby tym razem rezultat był zgoła inny.
Wczoraj miałem okazję wysłuchać wypowiedzi pewnej pani z pewnego urzędu na temat dziury w drodze. Ktoś w nią wpadł, ktoś inny to nagrał i poproszono o komentarz. Pani stwierdziła, że nie jest to dziura, bo dziura jest na wylot a jest to wykruszenie...
I tak sobie pomyślałem jak czuje się ktoś kto staje przed kamerami, wie, że reprezentuje ciało odpowiedzialne za coś niefajnego i używając innych słów próbuje wcisnąć ludziom, że kupa pachnie. Nadmienię, że podejrzewam iż pani ta miała pełną świadomość tego, że ludzie rozumieją iż próbuje się z nich zrobić idiotów.
Administracja w Polsce jest tak rozdęta i nabrzmiała, że istnieją już pewnie urzędy dla urzędów. Często spotykałem się z niekompetencją i niewiedzą urzędników. Niewiem jednak z czego to wynika. Czy jest to relikt po komunie, kiedy urzędnik był panem a petent mikrobem? Cięcia w administracji niewiele dadzą. Potrzeba również a może przede wszystkim zmiany w mentalności. Potrzeba jest urzędnika dla ludzi, nie na ludzi.
Olivier powiedział w końcu "tata". Chyba zdaje sobie sprawę z tego, że sprawił mi tym wielką radość, bo używa tego słowa dosyć często.

sobota, 9 sierpnia 2014

Update z wakacyj

Urlop minął w niespotykanie cudownej atmosferze korzystania z nadmiaru słońca. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy więc i szara rzeczywistość roztoczyła wokół swoje kręgi.
W trakcie urlopu zdarzyło się kilka fajnych i kilka mniej fajnych momentów. Po pierwsze urlopowanie nad morzem - the best. Olivier może już spać w namiocie, więc jest gotowy na woodstock ;-)
Najważniejsze - nasz syn skończył 2 lata. Jego rozwój następuje w sposób tak szybki, że trudno nadążyć. Wakacje na wsi to było coś czegoś dwulatkowi potrzeba jak powietrza. Mnóstwo przestrzeni, mnóstwo nowych wrażeń i nieskończenie wiele miejsc do których NIE WOLNO wejść a wejść trzeba. Poza tym zwięrzęta, rośliny...
Olivier ukazuje powoli swój charakter. Ma swoje własne zainteresowania. Kształtuje się w nim, "to coś" co stanowi o byciu takim lub innym.
Spotkanie całej rodziny też miało wielką wartość. Kiedy kogoś nie widzi się przez dłuższy czas to potrzeba spotkania staje się coraz większa i większa i narasta do tego stopnia, że nie można jej dłużej igorować i trzeba w końcu kupować bilety.
Mamita dalej rządzi na swoich włościach a miejsce pięknieje z dnia na dzień, u teściów słońce wstaje nad 9 wzgórzami i widok ten jest niesamowity (wstając o piątej rano sam widziałem), szwagrowskich ogród jako miesce rekreacji a z samym szwagrowskim rozmowa po n-tym piwie to coś nieocenionego (szkoda że tak rzadko), u siostry wypad na spacer z wózkiem i wypad na plac zabaw z synem i chrześniakiem a poźniej pogaduchy ze szwagrowskim, u mamity sprzątanie garażu u grill z niepełnosprawnym kotem. Wypad wesołym busikiem nad morze... takie wspomnienia są nieocenione
Spotkanie klasowe w gronie 3-osobowym. REMARKABLE! Znasz ludzi z którymi 12 lat temu siedziałeś w jednej ławie w szkole i spotykacie się po latach. Myślisz, że spotkanie będzie drętwe z powodu czasu, który upłynął. Ludzie wszak się zmieniają, czas upływa...
Nic bardziej mylnego - jes taka klasa, ktra może spotkać się po 12 latach i rozmowa toczy się jakby nie widzieli się od wczoraj. Szacuneczek.
Jedna chwila utknęła mi niestety źle w pamięci. Spotkanie do którego dążyłem przez ostatnich 10 lat...
W naiwności swej myślałem, że ktoś mnie przywita, zapyta jak żyję. Tak bardzo pragnąłem tego spotkania. Pragnąłem spojrzeć w przeszłość z dystansu teraźniejszości. Gdy kogoś nie widzi się przez 10 lat, to spotkanie wywołuje silne emocje. Niestety emocje te zostały zabite wiadrem żółci i kwasu, który został na mnie wylany. Nie rozumiem jak ktoś może całe życie karmić się tylko i wyłącznie nienawiścią. Nienawiść do wszystkich wkoło. Miałem spotkać rodzinę, której od bardzo dawna nie widziałem. Po pierwszym spotkanie nie byłem pewien czy mam iść dalej i rozmawiać z resztą. Bolał fakt, że to tylko ja czekałem na to spotkanie. Przynajmniej takie miałem wrażenie. Jakież było moje zdziwienie, gdy kolejne spotkanie przebiegło w zgoła odmiennej atmosferze. Nie wylano na mnie kwasów, nienawiści, pomyj czy szczucia na innych, lecz przywitał mnie uśmiech i pytanie co u mnie, jak mój syn, dalsze pytania o rodzinę... Zacząłem się zastanawiać czy to ta sama rodzina...
Nie będę dalej wylewał tu swoich żalów. Mam taki charakter, że jeśli z kimś nie znajduję zrozumienia, to po prostu odwracam się i idę dalej a nie próbuję na siłe szukać wspólnego języka. Teraz wiem, gdzie mogę uderzyć przy następnej okazji.
Takie to były zwaiowane wakacje. Nie mogę doczekać się już kolejnych.
P.S. Chcesz kupić kubek?

piątek, 18 lipca 2014

Z przestrzeni wakacyjnej

Zdarza się czasem, że nasze szalone tempo życia nagle traci prędkość i zyskujemy chwilę na złapanie oddechu. Takim właśnie czasem są wakacje. Dni w których nie musimy wstawać codziennie do pracy, nie musimy spieszyć się gdziekolwiek. Takie właśnie dni są na wagę złota.
Im rzadziej takie dni występują tym bardziej je doceniamy. Chciałoby się maksymalnie czas wakacji wykorzystać.
Pozdrawiam z wakacji

niedziela, 29 czerwca 2014

Wędrówka w zapomnianym ogrodzie

Wstapiłem niedawno do zaczarowanego ogrodu muzycznego o nazwie KAUAN. Pierwsze spotkanie miało nazwę PIRUT.
Już pierwsze dźwięki zwiastowały coś niespotykanego. Długa cisza i ten narastający dźwięk. Zbliżenie. Niepokój. Coś czającego się tuż za rogiem. I wtedy nastąpiła eksplozja dźwięków. Połączenie folku, black metalu i awangardy. Zaskakujący miks.
Tak naprawdę to nie był jeszcze ten zapomniany ogród. To była dopiero brama do niego.
W zapomniany ogród wkroczyłem wraz z albumem LUMIKUURO...
To na tym czarują dźwięki. Być może wpływ na moje oczarowanie miał fakt, że z albumem tym zapoznawałem się zimą a tytuł w wolnym tłumaczeniu znaczy ŚNIEŻYCA. Tak czy inaczej album ten jest po brzegi wypełniony pięknymi melodiami. Jest tu jakiś taki niepowtarzalny klimat, którego dawno już na żadnym albumie czułem. Być może nawet ostatnim albumem z podobnym klimatem był dla mnie WILDHONEY wiadomej grupy.
Kolejnym spotkaniem z Kauan był AAVA TUULEN MAA. Na tym z kolei abumie nie ma blackmetalu. Są przepiękne melodie wciągające słuchacza coraz to głębiej i głębiej... AAVA TUULEN MAA zajmuje w moim rankingu miejsce w pierwszej 10.
Polecam

MIEJ ŚWIADOMOŚĆ

Przemierzając czeluścia internetu natykam się tu i ówdzie na interesujące informacje.
Od 2008 roku interesuje mnie w stopniu znacznym wszystko co dotyczy kryzysu ekonomicznego, który w tymże roku nastąpił. Interesuje mnie w jaki sposób kryzys ten się wytworzył. Interesuje mnie jego zaczętek. Kto do tego dopuścił?
Informacje do których docieram są przerażające i zatrważające jednocześnie. O ile mam świadomość co doprowadziło do tegoż kryzysu z roku 2008, to powoli yskuję świadomość, że kryzys roku 2008 był tak naprawdę delikatnym wstępem do kryzysu, który czai się gdzieś w nieokreślonej przyszłości.
Przerażający jest fakt, że politycy i ekonomiści również mają świadomość nadciągającej hekatomby gospodarczej jednakże nie robią nic by jej zapobiec.
Ryzyko zapaści ekonomicznej jest ogromne i może nastąpić w każdym momencie. Stąpamy po bardzo cienkim lodzie a na horyzoncie odwilż. A do wszystkiego doprowadza chciwość.
Zastanawiający jest fakt, że za kryzys nie płacą Ci, którzy go wywołali, a Ci którzy jego skutki odczuwają najbardziej, czyli najbiedniejsi.
Polecam artykuł
http://www.dw.de/tak-najbogatsi-ludzie-%C5%9Bwiata-pomna%C5%BCaj%C4%85-sw%C3%B3j-maj%C4%85tek/a-17210265

My - zwykli ludzie - padamy ofiarą sprytnej manipulacji i oszustwa ze strony tych, którzy powinni o nas zadbać. Najważniejszym jest mieć świadomość. Jak śpiewał swego czasu Kazimierz Staszewski - MIEJ ŚWIADOMOŚĆ!!!

sobota, 24 maja 2014

Humanoidalne zdarzenie muzyczne

Teraz taka mała spowiedź.
Zawsze zastanawiałem się, co to jest, co powoduje, że lubimy to czy tamto.
Zawsze zastanawiałem się co powoduje, że - w moim przypadku - w żyłach krew płynie szybciej gdy tylko słyszę muzykę, którą lubię. Czy jest to jakieś zaklęte w muzyce przesłanie, które trafia do niektórych tylko ludzi, czy jest to może moja natura, która jak wyłania z powietrza drgania muzycznej ekspresji.
Słucham "List do M" Dżemu i za każdym razem, gdy słyszę pierwsze takty początkowej partii solowej gitary przeszywa mnie dreszcz. Przeszywa mnie dreszcz, gdy słyszę "Hey You" Floydów. Krew buzuje gdy Angela Gossow z Arch Enemy wrzeszczy "The more I see, the less I believe, the more I hear, the less I care" w "Instinct" tegoż zespołu. A już zupełnie nieracjonalnie przenikają mnie pierwsze takty "Master Of Puppets". Kompletne szaleństwo. Byłem kiedyś na koncercie Metalliki i nie umiałem zrozumieć dlaczego dla wielu ludzi był to kolejny zwykły koncert, podczas gdy dla mnie był to spacer po muzycznym niebie.
Każdego razu gdy wybierałem się na koncert moja ekscytacja była większa od kogokolwiek z kim się wybierałem.
Kiedyś ktoś z moich znajomych zapytał mnie czy mi jeszcze nie przeszło z tą całą muzyką. Stwierdziłęm, że nie warto nawet odpowiadać na takie pytanie.
Muzyka jest jak podróż. Tylko od nas zależy dokąd się wybierzemy. Czy pójdziemy w stronę słoneczno leniwych stron, czy też w mokre burzowe rejony. Największą satysfakcją dla podróżnika jest odkrywanie nowych miejsc. Tak samo jest z muzyką. Możesz znać setki tysięcy zespołów i mniemać, że już nic cię nie zaskoczy gdy tymczasem gdzieś wśród oceanu muzycznych fal ujrzysz małą wysepkę, której o ile nie dostaniesz się do niej szybko zakryją wzburzone fale.
Ktoś kto nie jest fascynatem muzyki nie zrozumie. Mniemam jednak, że wśród czytelników znajdzie się ktoś kto jednak zrozumie.

sobota, 17 maja 2014

Na zmywaku

Miałem niebywałą nieprzyjemność wysłuchania pewnej pani, która wypowiadając się w telewizorni na temat emigrantów stwierdziła, że trzeba coś zrobić, aby pościągać polskich emigrantów do Polski z zachodnich zmywaków...
Nasuwa mi się pewna refleksja.
Zmywak stał się symbolem emigranta. Politycy, znaczy się Populiści widzą wszystko tak jak trzeba to widzieć, żeby dobrze się sprzedało. Oderwane od rzeczywistości komentarze na temat Polskiej emigracji skłoniły mnie do napisania kilku słów na ten temat.
Emigracja zawsze była dla Polaków ważna. Takim jesteśmy narodem. Emigrowaliśmy za wolnością, chlebem, lepszym życiem. Emigracja zmieniła radykalnie swoje oblicze po 2004 roku kiedy to staliśmy się częścią Unii Europejskiej. Rzesze ludzie w poszukiwaniu lepszej rzeczywistości wyruszyły na zachód . To jak wędrówka na drugi koniec tęczy, gdzie czeka na nas dzban ze złotem. Okazało się niestety, że ten dzban nie czeka. By osiągnąć zamierzone cele rodacy łapali się każdej pracy, nawet najgorszej. Czasami upokarzającej, poniżej kwalifikacji. Każdy jednak myślał, że nie chce zawieść swoich bliskich dla których wyjechał lub też samego siebie. Więc każdego dnia mozolnie wykonywał swoją pracę jakakolwiek ona by nie była. Może nawet na zmywaku.
Minęło 10 lat...
Polacy dalej pracują na zmywakach, ale...
W ciągu tych 10 lat oblicze emigrantów zmieniło się diametralnie. Ktoś kto przetrwał etap "zmywaka" dziś może być menadżerem, kierownikiem, itd. Wszyscy zaczynali od ciężkich prac, lecz zagraniczni pracodawcy zauważali w coraz to większej liczbie ludzi potencjał i potrafili ten potencjał uwolnić w postaci powierzania coraz to lepszych stanowisk i funkcji. Po 10 latach od wstąpienia Polski do Unii Europejskiej nasi rodacy na obczyźnie radzą sobie bardzo dobrze. Wielu ludzi pozakładało własne firmy. Wielu ludzi kupiło własne mieszkania, osiedliło się. Zsynchronizowało z otaczającą rzeczywistością. Niektórzy wrócili do kraju.
Okazuje się, że Polonia na świecie radzi sobie całkiem przyzwoicie. Tym bardziej zasmuca fakt, że w oczach naszych polityków nie stać Polaków za granicą na nic więcej niż tylko zmywak. Szkoda że bycie emigrantem jest dla nich tożsame z pracą na zmywaku.
A najgorsze jest to, że - O ironio! - myślą, że w ten sposób zjednują sobie elektorat.
Kiedyś znajomy powiedział mi, że najdziwniejszy moment w jego pracy na emigracji był pierwszy dzień w nowej pracy, kiedy to jego szef mijając go w przejściu zapytał go "jak się masz?". Znajomy ten powiedział mi, że w ciągu 10 lat jego pracy w Polsce nigdy pracodawca nie zadał mu takiego pytania.

sobota, 3 maja 2014

Choć goni nas czas...

Czytałem niedawno świetny artykuł po którym zawładnęła mną chęć podzielenia się z czytelnikami tegoż blogowiska kilkoma ekspresjami na temat czasu.
Czyż nie jest tak, że pędzimy? Czyż nie jest tak, że zabiegani w codzienności nie umiemy racjonalnie wykorzystywać danego nam czasu. Czyż nie jest tak, że mając czas wolny spędzamy go (w naszym mniemaniu)jak najwydajniej robiąc milion rzeczy na raz?
Czy my tak naprawdę mamy czas?
Uwielbiam refleksję. Pochylić się nad tematem, który w danej chwili mnie interesuje. Uwielbiam rozmawiać na tematy różnorakie. Często abstrakcyjnie. Zauważyłem jednak, że ostatnio i mnie brakuje czasu na posiadanie czasu.
Czas który powinno się spędzić z drugim człowiekiem powinien być czasem spędzonym z drugim człowiekiem właśnie. Tymczasem często czas z drugim człowiekiem spędzamy dodatkowo z trzecim "elementem". Telewizor, telefon, laptop, cokolwiek...
Mało mamy chwil naprawdę spędzonych na rozmowie.
Mało mamy czasu...
Tym bardziej powinniśmy wykorzystywać go lepiej. Kultura XXI wieku wymaga od nas szybkich działań, szybkiego podejmowania decyzji, szybciej, wydajniej. Tymczasem czas jest taki sam, nie zmienia się wedle naszych potrzeb, nie możemy go nagiąć by wypełnić wszystkich zobowiązań. Człowiek wymaga refleksji. Myśl niegdyś kształtowała podwaliny cywilizacji. Teraz świat dnia dzisiejszego narzuca nam, byśmy mniej myśleli, a więcej działali. I to jest złe.
Musimy mieć czas na refleksję by zapanować nad własnym życiem. Musimy mieć czas na kształtowanie naszego życia w taki sposób aby było ono bogatsze w emocje i pełniejsze przeżyć. Tylko w ten sposób człowiek może się rozwijać. A człowiekowi rozwój jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania. Bez pomyślunku i autorefleksji staniemy się robotami wykonującymi określone działania.
Dla mnie największym bogactwem jest rodzina. Wielowymiarowo. Najbliższa rodzina, czyli mój syn i żona oraz dalsza rodzina jak dziadkowie, wujkowie, etc. Zauważam, że w dzisiejszym świecie, gdzie czas stanowi wartość na miarę złota relacje rodzinne bardzo cierpią.
Nie mamy czasu dla naszych pociech, bo w jednostajnym, systematycznym pędzie kierujemy nasze działania ku osiągnięciu zamierzonych celów i wyzwań. Zanim je jeszcze osiągniemy rosną przed nami nowe. Takie błędne koło.
Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że budując nasze relacje rodzinne budujemy naszą przyszłość. Sami kreujemy to co się stanie. Dajemy naszym dzieciom przykład, że najważniejsza jest praca i pieniądze, a nie one same. Za kilka lat gdy dzieci dorosną, to one nie będą miały czasu ani dla nas ani dla swoich dzieci.
Tymczasem jak już gdzieś wcześniej pisałem dzieci to nasza największa inwestycja. Im więcej czasu im poświęcimy, im głębsze będą nasze relacje tym bogatsze i szczęśliwsze będzie ich życie.
Nie mamy czasu na budowanie relacji z dalszą rodziną. Moje pokolenie nie spotyka się już tak często jak kiedyś nasi rodzice. Nasz czas (o ile trochę go mamy) poświęcamy na szybki spacer z dziećmi, bo na dłuższy nas nie stać, później obejrzymy może jakiś film. Jedyną okazją do rodzinnych spotkań są śluby lub pogrzeby. Kiedyś nasi rodzice jeździli po Polsce odwiedzając rodzinę, dalekich wujków, ciotki. Teraz rodzina się zwęziła. Nie znamy już dalekich krewnych. Rzadko mamy czas na odwiedzanie krewnych z tego samego miasta.
Pamiętam jak byłem małym dzieckiem moja babcia siadała z nami wieczorem przy stole i opowiadała nam wspomnienia z dzieciństwa. Czasem były to wspomnienia przykre jak np czasy wojny. Pamiętam jak podczas żniw pomagaliśmy z kuzynostwem, a wieczorem gdy byliśmy już strasznie zmęczeni siadaliśmy całą rodziną przy kolacji. Czasem dla odprężenia jechaliśmy wszyscy nad jezioro.
Rodziny spędzali z sobą czas. Byliśmy o te przeżycia bogatsi. Teraz ubożejemy.
Strasznie wszystko to smutno brzmi. Pozytywne jest to, że tylko od nas samych zależy jak nasze życie zbudujemy.
Czy zbudujemy je szybko i niedbale pod presją czasu, czy też zbudujemy je w dłuższym okresie czasu, lecz staranniej i dokładniej. A teraz zamiast życia podstawmy w to miejsce dom dla przykładu - który dłużej przetrwa?

sobota, 19 kwietnia 2014

Na Święta

Święta Wielkiej Nocy to w moim mniemaniu czas, który zdecydowanie powinno się spędzać w gronie rodzinnym. Podobnie zresztą jak święta Bożego Narodzenia.
W dzisiejszym świecie coraz częściej jednak zabiegani nie mamy na nic czasu. Nie mamy czasu na pielęgnowanie tradycji, na relacje rodzinne. Raz uaktywniony zmysł czasu trudno wyłączyć. Trudno nie śpieszyć się. 
Żyjemy szybko i byle jak. 
Czytałem smutny artykuł na jednym z portali. Rodzice coraz rzadziej znajdują czas dla swoich pociech. Śpieszymy się do pracy, śpieszymy się ze sprawami do załatwienia. A kiedy po całym dniu śpieszenia się przychodzimy do domu chcemy tylko odpocząć. 
A dzieci bawią się przy telewizorach, laptopach, smartfonach... tylko nie z nami. Tymczasem dziecko to nasza największa życiowa inwestycja. Powinniśmy spędzać więcej czasu z dziećmi. Wzbudzać w nich ciekawość świata. Siedzenie przed laptopem może być i ciekawe ale eksplorowanie parku jest o niebo ciekawsze. Moje pokolenie było świadkiem rewolucji cyfrowej. To przejście rozgrywało się na naszych oczach i być może dlatego zachłysnęliśmy się tym cyfrowym światem tak bardzo. Mam nadzieję, że dla kolejnego pokolenia świat cyfrowy będzie na tyle oczywisty, że wręcz mało interesujący.
Tylko człowiek, który ma w sobie ciekawość świata może przeżywać swoje życie w pełni. Tylko człowiek otwarty na wiedzę może czerpać pełnymi garściami ze złożoności piękna tego świata.
Wrócę raz jeszcze do zmysłu czasu. Miałem kiedyś taki czas :-) gdy czas nie miał znaczenia. Taki "nieczas". Możliwość nieśpieszenie się nigdzie jest przepiękna. Możliwość smakowania życia bez pośpiechu jest dobrem na które nas zwyczajnie w dzisiejszych czasach nie stać. Powinniśmy jednak dążyć do tego aby takich "bezczasów" było jak najwięcej. 
Za kilka lat planuję przynajmniej tydzień "bezczasu" z rodziną i bez kajdan w postaci telefonu. Być może nawet bez jakichkolwiek informacji ze świata zewnętrznego. 
Z okazji świąt Wielkiej Nocy chciałbym wam drodzy czytelnicy tego bloga życzyć "bezczasu" spędzonego z rodziną.

ARCH ENEMY - War Eternal (OFFICIAL VIDEO)

wtorek, 18 marca 2014

Requiem

Odszedł ktoś bliski.
Odszedł z dnia na dzień. W ciszy.
Nie chciałem by odchodził, lecz śmierć jest nieubłagana.
Gdy jesteśmy dziećmi uparcie wierzymy, że nasi rodzice, dziadkowie to pewna stała - grunt na którym budujemy nasz dom, korzenie naszego drzewa genealogicznego. Lecz w pewnym momencie nadchodzi niespodziewany dzień, gdy osoba będąca dla nas ostoją rodziny znika. I nie można uwierzyć że ten silny człowiek, który walczył z przeciwnościami losu każdego dnia, który zbudował potężną i silną rodziną wkładając w to niezmierzone siły został sam pokonany jednym dmuchnięciem śmierci.
Zostaje jedynie pamięć wszystkich tych chwil, które spędziliśmy razem. Zostaje chyba też coś jeszcze - świadomość przemijalności. Zaganiani swoimi codziennymi sprawami nie zauważamy jak życie przebiega między palcami. Dopiero fakt utraty kogoś bliskiego uświadamia nam, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy śmiertelni i że powinniśmy żyć w taki sposób by móc gdzieś tam na końcu uśmiechnąć się do samego siebie i mieć poczucie że zostawiliśmy naszym bliskim cząstkę nas samych i wspomnień które gdzieś tam będą przekazane dalej. Non omnis moriar...

piątek, 14 lutego 2014

Pomstując umysł

Więc umysł sczezł w okowach szarości teraźniejszości...
Nowy rok przywitał mnie urlopem i kacem, jak większość z nas. Poza tym noworoczne postanowienia, w które szczerze wierzyłem aż do teraz...
Pora przywrócić do życia bytność ów bloga.
Kilka rzeczy wartych uwagi na początek.
Po pierwsze KAUAN. Niespodziewajka przełomu 2013/14. Nie spodziewałem się, że jakiś band dotrze do mnie w taki sposób. A jednak. Kauan, to coś co zdarza się raz na milion lat w czasoprzestrzeni. I Bogu dzięki. Świat dla dwóch takich KAUAN'ów jest zdecydowanie za mały. To muzycznie.
Co dalej?
Rodzinnie - Olivierski (lub raczej Kaskaderski) wprowadza w życie coraz to nowe, mniej przez rodziców oczekiwane plany. Gdy myślałem, że wykrzykiwanie własnego JA to szczyt możliwości myliłem się zdecydowanie. Tym razem na tapecie jest wchodzenie na krzesło i śmiech, gdy rodzice mówią NIE WOLNO. Poza tym standardowe wyrzucanie garów z kuchennych szafek, które zajmuje ponadstandardowy czas :-)
Nie śmiem komentować spraw bieżących z prostego powodu, że komentowanie tychże spraw sprowadzi mój umysł do roli homo sapiens televizornis, czego wolę sobie w tym  momencie oszczędzić.
Anyway - żyję, mam się dobrze, a mój umysł chyba jeszcze lepiej...