niedziela, 27 grudnia 2015

Po świętach

Pojawiam się i znikam...
Czasem pewne rzeczy muszą nabrać mocy prawnej w moim umyśle, by je uzewnętrznić tutaj.
Więc święta minęły.
Po raz kolejny w najbliższym rodzinnym gronie. Myśl o wyprawie do Polski staje się coraz większym marzeniem. Może kiedyś...
Tak naprawdę to w ciągu ostatniej dekady technika poszła na tyle do przodu, że brak kontaktu z rodziną nie jest aż tak bardzo odczuwalny. Tym niemniej rozmowy na Skype przy wigilijnym stole nie jest tym samym co uczestniczenie w tej corocznej gorączce przygotowań i rodzinnych spotkań.
Zbliżający się koniec roku nastraja do podsumowań jak każdego zeszłego roku.
No więc pod względem naszej trójeczki rok ten mija bardzo pozytywnie. Wiele rzeczy udało nam się załatwić. Plany które mieliśmy na początku tego roku zostały wypełnione w prawie 100 procentach, więc tak naprawdę nie ma na co narzekać.
Sięgając poza horyzont świętej trójcy wiele się rzeczy niedobrych stało, wiele krzywd. Pozostaje mieć nadzieję, że 2016 rok zrewanżuje to co było niedobre oraz, że osoby które zostały skrzywdzone odnajdą swoje własne szczęście tak, gdzie być może na razie go nie widać.
Muzycznie.
Rok 2015 to rok doom metalu. Numero uno My Dying Bride "Feel the Misery" za którym zaraz podąża "Sorni Nai" Kauan. W 2016 życzenie pozostaje takie samo jak w 2015. My Dying Bride na żywo.

środa, 21 października 2015

divitiae non sunt bonum

Czas zebrać w końcu siły i zacząć pisać. Od czego tu by zacząć. Wiele się dzieje. 
Pozytywy.
Olivier smakuje świat. Każdą najmniejszą jego cząstkę. Obserwowanie jak mały człowiek przeobraża się w większego człowieka jest doprawdy fascynującym zajęciem. Być może dlatego, że po części sami wracamy do czasu, w którym byliśmy dawno temu i kojarzy nam się ze słodką beztroską. Dla mnie przede wszystkim jest to ważne z jednego powodu do którego w tym wpisie będę wracał - minimalizm. 3-latek nie potrzebuje sztucznych bodźców by być zainteresowanym. W 3-latku drzemie naturalna ciekawość świata, potrzeba odkrywania go i (jak już na początku napisałem) smakowania. Wyprawa do parku po kasztany może przerodzić się w wielką przygodę w oczach małego człowieka. Jazda autobusem to coś co będzie wspominał przez kolejnych kilka dni, a zwiedzanie zoo, to przygoda do której pamięcią wracał będzie przez kolejnych kilka miesięcy.
Dopiero z czasem zdolność widzenia piękna otaczającego nas świata powoli zamiera i szukamy fałszywych bodźców. Czasem myślę, że to my powinniśmy uczyć się od dzieci. Albo inaczej. Powinniśmy uczyć się od siebie nawzajem i każdy do tej relacji może wnieść coś nowego, coś świeżego i coś bardzo potrzebnego. Dziecięcy punkt widzenia jest nam niezmiernie potrzebny by (o zgrozo) pomóc nam wrócić do rzeczywistości. 
Negatywy.
Ze zgrozą patrzę na otaczającą mnie rzeczywistość i każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu, że świat zwariował. Powody mógłbym mnożyć bez ustanku, chciałbym przytoczyć jedynie subiektywnie najbliższe. Konsumpcjonistyczny styl życia. Pewnie będę się powtarzał po raz milionowy na tym blogu, aczkolwiek nie obchodzi mnie to, bo jest to mój blog :-) Wracając do tematu. Konsumpcjonizm nie tylko zabiera nam materialną część naszego jestestwa. Myślę, że wielkimi krokami wdziera się w naszą sferę emocjonalną, duchową. Potrzebujemy bodźców non stop. Dążymy do konsumpcjonistycznego spełnienia cały czas. Nowe dobra materialne. Tymczasem im więcej mamy tym nie jesteśmy szczęśliwsi. Dobra materialne są potrzebne każdemu, lecz nie powinny być celem same w sobie. Kłamstwo konsumpcjonizmu polega na tym, że dzień po dniu utwierdza nas w przekonaniu iż najważniejsze w naszym życiu jest poczucie satysfakcji i spełnienia. Spełnienia, które jest bardzo ulotne. Trwa chwilę, ale zaraz potrzeba je stymulować, by osiągnąć następne spełnienie. Gdy konsumpcjonizm przenosi się się na nasze życie w sferę niematerialną to jest już bardzo źle. NIE POTRAFIMY DOCENIAĆ TEGO CO MAMY! Do mniej więcej takiego stwierdzenia sprowadza się diagnoza naszego współczesnego społeczeństwa. "Gdybyś posiadł bogactwa całego świata, a miłości byś nie miał – twoje serce stanie się „kamieniem” napisano kiedyś. I jest to prawdziwe po dziś dzień.
Miałem w swoim życiu dziwne okazje spotykać ludzi, którzy na pierwszy rzut oka nie wyróżniali się niczym szczególnym, lecz mimo iż czasem rozmawialiśmy tylko raz słowa zapadły głęboko w pamięć. Nie wiem czy przytoczę dokładnie słowa, lecz sens napewno jest ten sam. Gdzieś kiedyś usłyszałem "Nie patrz w dal i nie szukaj czegoś co mogłoby Cię otaczać i jak by było pięknie to mieć - popatrz wokół i ujrzyj to co Cię otacza i pomyśł jak przerażające byłoby tego nie mieć"...

środa, 7 października 2015

"Przyjażń gwiezdna" F.Nietzsche

Nie bywam ostatnio na blogu często i trochę trzeba tu odświerzyć. Zakurzyło się z lekka. Obiecuję sam sobie poprawę, tymczasem, coś co za mną od dłuższego czasu chodziło. 
Powrót do Nietzsche'go...

"Przyjaźń gwiezdna. – Byliśmy przyjaciółmi i
 staliśmy się sobie obcy. Lecz to słuszne i nie chcemy przed sobą tego ukrywać i
 zaciemniać, jak gdybyśmy się tego wstydzić mieli. Jesteśmy dwa okręty, z
 których każdy ma swój cel i swą drogę; możemy się skrzyżować i razem dzień
 święty święcić, jak to uczyniliśmy – i wtedy spoczywały dzielne okręty w jednej
 przystani i w jednym słońcu, iż mogło się zdawać, jakby już były u celu i jakby
 miały były cel jeden. Lecz wtedy wszechmocna potęga naszego zadania rozpędziła
 nas znowu, na różne morza i zwrotniki, i może nie zobaczymy się już nigdy – a
 może też zobaczymy się, lecz nie poznamy się już: różne morza i słońca
 przemieniły nas! Żeśmy obcymi sobie stać się musieli, jest prawem ponad nami:
 właśnie dlatego winniśmy też stać się sobie czcigodniejszymi! Właśnie dlatego
 winna stać się świętsza myśl o naszej dawnej przyjażni! Istnieje prawdopodobnie
 ogromna niewidzialna krzywa i kolej gwiezdna, w której nasze tak różne drogi i
 cele mieścić się mogą jako drobne przestrzenie – wznieśmy się do tej myśli! Lecz
 życie nasze jest krótkie, a siła wzroku naszego słaba, byśmy czymś więcej być
 mogli niż przyjaciółmi w znaczeniu owej wzniosłej możliwości. – Więc wierzmy w
 swą przyjaźń gwiezdną, nawet gdybyśmy sobie wzajem być musieli nieprzyjaciółmi
 ziemskim"


piątek, 12 czerwca 2015

W krainie upadku - O SLD słów kilka

Witam drogich czytelników. Dziś będzie typowo politycznie. Choć nie lubię za bardzo określać się politycznie w stu procentach bywały czasy kiedy moje poglądy były reprezentowane przez raczej jedno ugrupowanie. Z racji tego iż od zawsze sprawiedliwość społeczna była bliska memu sercu, a ponadto uważałem, że religia nigdy nie powinna dominować w żadnym rozwiniętym państwie najbliżej mi było do partii centrolewicowych, za którą uważałem swego czasu SLD. Niestety jedyna partia z którą było mi po drodze rozpoczęła swoją wędrówkę po bardzo krętych ścieżkach. Ścieżkach powolnego upadku i rozkładu. Dzisiejsza partia nie ma nic wspólnego z partią sprzed 15 lat (no może prócz nazwy). Dla mnie SLD zostało i pozostanie już pewnie na zawsze synonimem zaprzedania majątku narodowego na rzecz kolesiostwa i prywaty. Zostanie synonimem ograbiania państwa. Synonimem handlowania ustawami. Takie państwo zaproponowało nam ugrupowanie małego Leszka, który myślał, że jest wielkim. Takiej niechluby w jakiej w 2005 roku odchodziła SLD nie pamiętam od 1989. Zbyt późno zdałem sobie niestety sprawę, że ci, którzy wynosili sztandar PZPR i później próbowali stworzyć partię nigdy nie zmienili swojej komunistycznej mentalności. Dla nich prywata i rozgrabianie państwa była i jest czymś najbardziej normalnym, ponieważ przez X lat przed 1989 roku robili to samo i nikt nie zgłaszał sprzeciwu. Dzięki Bogu społeczeństwo ich rozliczyło. Nikt chyba nie zapomniał jeszcze małego Leszka z czasów jego wygnania z Sojuszu i w celu pozostania przy sejmowym papu mariażu z dziwnym tworem o nazwie Samoobrona. To był szczyt politycznej bezczelności w której Leszka może jedynie przebić pan Ryszard, którego fundamenty etyczne są silne niczym silikon. Szkoda mi SLD ponieważ była to partia, w której przynajmniej młodzież miała pomysł na nowoczesną Polskę. Niestety młodzież ta nie znalazła posłuchu u partyjnych baronów i efekt jest taki, że na jesieni Sojusz pożegna się z sejmem i odejdzie w niesławie, którą zapewnił jej człowiek, który wierzy, że tylko dlatego, że jego małoleszkowatość ma dla partii zbawienny wpływ. Nie jest w stanie zrozumieć, że powinien odejść dla jej dobra. Nie ma niestety na scenie politycznej ani partii ani osoby, która dałaby nadzieję polskiej cetrolewicy. Jest gdzieś tam wprawdzie fantom o imieniu Janusz, którego kręgosłup moralny jest z gumy i jednego dnia twierdzi to, drugiego zupełnie co innego, lecz jak już pisałem jest to swego rodzaju fantom, który bawi wszystkich i fajnie, że jest, ale jak już się robi poważnie to idzie w kąt bo chodzi tu o sprawy dorosłych.
Wracając do sprawy małego Leszka i jego partii pamiętam kiedy podczas obrad jednej z bezsensownych komisji śledczych, które nic do sprawy nie wniosły a jedynie wypromowały śledczych powiedział nasz bohater, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, lecz po tym jak kończy. Mam nieodparte wrażenie że słowa te było prorocze. Niestety dla Leszka w negatywnym tego słowa znaczeniu.

Podrawiam

wtorek, 28 kwietnia 2015

Słów kilka...

Tak sobie ostatnio myślałęm.
W naszej polskiej tradycji utarło się, że oponenci polityczni wydzierają sobie patriotyzm. Cały proceder polega na tym, że tylko ten, który ma rację jest patriotą, a interlekutor może być jedynie mendą ewentualnie złodziejem i obcym agentem. Mam dopiero 32 lata, ale zawsze zastanawiało mnie jak bardzo ludzie, którzy walczyli ramię w ramię o jedną ideę mogli siebie znienawidzić.  Będąc szczerym nie pamiętam sytuacji kiedy klasa polityczna prezentowała klasę :-) Odkąd pamiętam było to raczej mieszanie z błotem, brak najmniejszej nawet chęci rozmowy i odsądzanie od czci i wiary osób o odmiennym światopoglądzie. Zastanawiam się dlaczego tam jest.
Im głębiej się zastanawiam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że taki rodzaj kłótliwości leży w naszym charakterze narodowym.
Wracając jednak do tematu.
Patriotyzm czym jest każdy wie (albo prawie każdy). Nie każdy jednak rozumie patriotyzm na ten sam sposób. I z tego wynika cały problem. Jako naród nie potrafimy siebie nawzajem zrozumieć. Nawet nie próbujemy. Jak pisałem wcześniej odmienna postawa musi uderzyć w mur. Główne nurty polityczne mają na celu polaryzację życia politycznego narodu, ponieważ sprzyja to ich doraźnym celom utrzymywania się przy władzy. Szerszy kontekst w ogóle nie jest brany pod uwagę. Polska powinna mieć długofalowy plan rozwoju. I nie chodzi jedynie o rozwój gospodarczy państwa. Chodzi mi również, a może i przede wszystkim o rozwój społeczny, o uświadamianie narodu. Świadome społeczeństwo podejmuje świadome decyzje. Spolaryzowane społeczeństwo podejmuje przeciwne decyzje. Jeżeli mój rozmówca mówi TAK ja powiem  NIE. Tylko na tej zasadzie funcjonuje obecnie debata publiczna. Trzeba to zmienić.
A jeśłi chodzi o patriotyzm, to uważam, że patriotą jest każdy komu zależy na dobru jego kraju. Problem tkwi w tym, że jak już wcześniej pisałem, każdy z nas inaczej to dobro rozumie. Nie powinniśmy jednak odmawiać sobie nawzajem patriotyzmu.
Niedługo wybory prezydenckie. Bierzmy w nich udział. Bądźmy świadomymi obywatelami.
A propos wyborów prezydenckich też mam kilka przemyśleń. Od kilku ostatnich wyborów zauważyłem, że media głównego nurtu serwują nam wyśmiewanie kandydatów mało popularnych. Strasznie mnie to denerwuje. Nie dlatego, że kandydaci Ci nie mają wielkiej szansy na wybranie i takie wyśmiewanie jest wg mnie dobijaniem rannych od razu na starcie, ale dlatego, że jest to brak szacunku wobec wybórców, którzy podejmują świadomy wybór stawiając na takiego kandydata.
Ogólnie rzecz ujmując nasze życie publiczne cechuje bardzo mały szacunek.
Zmieniajmy to...


sobota, 25 kwietnia 2015

Dekada (17.04.2015)

Cóż zdarzyć moźe się w przeciągu 10 lat...
Na świecie zarzyć się może doprawdy wiele. W nieprzemijającym ciągu zdarzeń może zdarzyć się kryzys, który wiele państw doprowadzi na krawędź upadku. Może zmienić się władza. Niejednokrotnie. W światowym porządku może nastąpić przemeblowanie. Świat może stanąć na rozdrożu zastanawiając się w którą ruszyć stronę.
W okresie 10 lat może zajść bardzo wiele zmian również w życiu prywatnym. Koleje losu doprowadzają do połączeń, o których byśmy wcześniej nie pomyśleli, zabierają ludzi o których myśleliśmy, że trwać będą w nieskończoność.
Dekada jest ledwie tchnieniem w nieskończoności czasu, może jednak być sumą sztormów na malutkim, prywatnym oceanie trwania.
W tej ciągłej nieustającej linii życia przychodzi czas refleksji...


                                                        \m/

sobota, 28 marca 2015

Muzyczne Inspiracje - Trees Of Eternity

Z moimi muzycznymi inpiracjami mam pewien problem. Otóż moja percepcja i wrażliwość muzyczna została ukształtowana już dawno temu i ciężko jest mi odnaleźć coś co mnie zaskoczy, zauroczy, porwie...
I tak w ciągu ostatnich 10 lat zdarzyło się kilka tylko razy. Tym razem przyszedł czas na Trees Of Eternity. Jest to dość dziwny zespoł (czy zespół czy jeszcze projekt tego nie jestem pewien). A zrodził się on na bazie wspólnych fluidów muzycznych dość niepsodziewanie. 
W 2009 roku zespół Swallow The Sun pracował nad albumem "New Moon" i postanowił przy tej okazji zaprosić na udział w nagraniu utworu "Lights On Lake" wokalistkę o pseudonimie Aleah. Podczas prób napisano na szybko kilka utworów, które doskonale wkomponowały się w głos Aleah, aczkolwiek nie bardzo przystawały do całości albumu, Gitarzysta Juha Raivio postanowił więc kontynuować współpracę z Aleah pod nazwą Trees Of Eternity właśnie.
Jak na Raivio przystało skomponował on muzykę mroczną, delikatną zahaczającą w pewnych momentach o jego macierzysty zespoł. Bardzo jednak rzadko. Trees Of Eternity cechuje przede wszystkim delikatny wokal Aleah. To on nadaje charakteru i wyrazistości utworom.
Zespół jak na razie wydał jedynie demo pt. "Black Ocean" i od dłuższego czasu przygotowuje pełnowymiarowy album. Skład zespołu zasilą jeszcze Kai Hahto, Frefrik Norrman i Mattias Norrman.
Z niecierpliwością czekamy na album.

Wylogowani

Zdarzyła mi się ostatnimi czasy sytuacja przedziwna. Stojąc ze znajomymi na zewnątrz budynku w którym pracuję milczeliśmy wszyscy razem. Wszyscy wpatrzeni w malutkie ekrany swoich telefonów. Nikt z nikim nie zamienił nawet słowa. Po raz kolejny uświadomiłem sobie, że powoli stajemy się cyborgami, Człowiek 2,0. Nie umiemy się obejść bez telewizji, internetu. Logujemy się do wirtualnej rzeczywistości i nigdy już się nie wylogowujemy.
Tymczasem rzeczywistość mknie gdzieś obok nas niezauważona. Natura w swej istocie jest dalej cudowna jak była przed epoką rewolucji informatycznej. 
Umykają nam rzeczy oszałamiające w swej prostocie. Szum wiatru, wschód słońca,,, 
Umyka nam życie ...

wtorek, 27 stycznia 2015

Komentarz do greckich wyborów

Witam po dłuższej przerwie.
Wczoraj Grecy dokonali wyboru. Wybór toczył się kiedzy innymi kolejnymi drakońskimi oszczędnościami by wyprowadzić gospodarkę ze spirali długu a między renegocjowaniem skali tych oszczędności z tymi którzy najmocniej się ich domagali.
Wygrała lewicowa partia, która chce renegocjacji. Nie jestem tym zdziwiony w żadnym stopniu. Naród wykończony cięciami ma dość. Oczywiście moim zdaniem nie będzie wielkiej różnicy w skali długu Grecji, który tak czy inaczej musi zostać zresktrukturyzowany (lub po Polsku spisany na straty, a przynajmniej jego część), gdyż Grecy nigdy nie będą go w stanie spłacić (podobnie jak część wielkich gospodarek światowych o czym się milczy z racji tego iż temat jest mało wygodny). Od kilku lat moje poglądy na ekonomię były utrzymane w tonie liberalnym, lecz ostatnio moje podejście się zmieniło. Zmieniło się pod kątem stosunku do obywateli. Myślę, że nie jest do końca tak, że to obywatele ponoszą odpowiedzialność za klęski ekonomiczne. Owszem - wybieramy rządy, które póżniej nas reprezentują w podejmowaniu decyzji makrogospodarczych, lecz ostatnie dekady przyniosły zmianę w poczuciu odpowiedzialności za kraj. Demokracja chociaż najlepszy z systemów, które dotychczas wymyślona ma swoje błędy. Politycy (święte Mikołaje - cyt. za prof. Balcerowiczem ;-) obiecują nam mannę z nieba by potem robić co im się żywnie podoba. Cierpi na tym ekonomia. O ile jeszcze polityk ma na tyle odwagi by podjąc niepopularną decyzję, które w dłuższym okresie wpłynie pozytywnie na państwo to dobrze. Gorzej, jeśli kadencyjność rządów jest motorem do niepodejmowania takich decyzji, by jak najdłużej utrzymać się przy władzy. Reformy im dłużej odwlekane tym są boleśniejsze, czego strasznie doświadcza Grecja,
Moją uwagę w kontekście greckich wyborów przykuwa co innego. Trzecią siłą polityczną Hellady została partia Złoty Świt, która bezpośrednio odwołuje się do skrajnego nacjonalizmu.
Odnajduję pewną parabolę historyczno-gospodarczą między Niemcami końca lat 20 a Grecją czasów obecnych. Na podatnym gruncie zawsze wyrastają skrajności. Grecy przyciśnięci kryzysem szukają winnych. Jako, że cały naród jest uciemiężony winnym musi być ktoś obcy, a najlepiej ktoś obcy, ktoś jest w środku, gdyż jest łatwy do namierzenia i zidentyfikowania. Personifikacja zła przybiera postać emigranta. I na tel fali wyrasta Złoty Świt.
Zresztą na fali z niezadowolenia z polityki imigracyjnej wznosi się w Wielkiej Brytanii Nigel Farage z jego Partią Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (spekuluje się że w tegorocznych wyborach partia może zdobyć czołowe miejsce).
Sytuacja staje się o tyle przerażająca, że ruchy nacjonalistyczne w Europie nie tyle dochodzą do głosu o ile zaczynają nadawać ton debacie politycznej (vide Marie Le Pen).
Na usta cisną się słowa: "Boże broń nas przed taką wersją Europy - raz mieliśmy okazję jej zasmakować"...

sobota, 3 stycznia 2015

Nowy Rok

Formalnie jesteśmy już w Nowym 2015 roku, Oto moje życzenia:
Życzę wszystkim by naszym życiem w coraz większym stopniu kierowały wartości wzniosłe i nieprzemijające. Wiele razy rozpisywałem się na łamach tego bloga, że świat toczy się po równi pochyłej i spodnie gdzieś w otchłań. Naszą równią pochyłą jest konsumpcjonizm. Religia XXI wieku.
Prócz tego życzę zrozumienia. Coraz mniej słuchamy siebie nawzajem, Każdy wypluwa potok słów, lecz ludzie są tak naprawdę strasznie samotni w tłumie. Coraz mniej słyszymy samych siebie. Coraz mniej jesteśmy z sobą.
Życzyłbym również takoż wam jako i sobie by nasza klasa polityczna spełniała rolę reprezentującą naród, nie reprezentującą samą siebię. Poza tym by klasa ów posiadała choć trochę klasy...
Życzę wam drodzy czytelnicy świadomego życia w roku 2015. Życie nieświadome stało się passe :-)