niedziela, 30 kwietnia 2017

30.04.2017

Zostawiłem miejsce moich żalów na dłużej, a wiele się działo.

21.04.2017 na świecie pojawił się Piotr. Zrobił to w sposób najmniej przez rodziców oczekiwany i zmusił nas do działań, o które pewnie sami byśmy siebie nie podejrzewali że jesteśmy do nich zdolni. Podobno chwila wymusza na człowieku działanie. Tak też chyba było w tym przypadku.
No i całe życie się diametralnie odmieniło. Jest nas czterech. I jest mnóstwo nowych sytuacji, które być może zaowocują przemyśleniami przerzuconymi na bloga.
Jak już pewnie gdzieś zauważyłem podczas moich poprzednich wpisów - bycie rodzicem jest najfajniejszą sprawą na świecie - możliwość obserwacji rozwoju młodego człowieka jest czymś co mnie będzie fascynowało do końca moich dni.

Ostatnio zastanawiam się nad pewną sprawą. A mianowicie nad tym jak ludzkość wyrzeka się umysłu na rzecz różnorakiej wiary (nie chodzi mi tutaj o pojęcie wiary jedynie w sensie religii a raczej ogólnie). Dajemy się ponieść wszystkiemu, co tylko daje nam poczucie jakiegoś sensu, bo nie możemy znieść poczucia, że w naszym życiu jest bezsens? A może nie chcemy uwierzyć w to, że nasze życie nie ma jakiegoś większego celu, że życie być może jest celem samym w sobie.
Zawsze mnie zastanawiało jak bardzo można dać się otumanić wierze w cokolwiek, aby stać się fundamentalistą. Wiara w religię, wiara w zamach smoleński, David'a Icke (...), cokolwiek. Jakakolwiek wiara podniesiona do rangi fundamentalizmu nie przynosi nic dobrego.

Tymczasem zostaliśmy wyposażenie we wspaniałe narzędzie pozwalające przeprowadzać nam analizy róznorakiej maści. Umysł. Mamy świadomość.

Po prostu nie umiem sobie tego wyjaśnić.

A może... "świat jest moim wyobrażeniem" .