Na wzburzonych falach bezkresnego oceanu gniew toczy okręt.
Walka z pozoru przegrana być może jest początkiem wielkiej przemiany bezkresnego oceanu w niezmącone wody spokoju.
***
Dziś słów kilka o gniewie. Tak wyszło :-) Jak wszystko co pojawia się w moich blogowych przestrzeniach tak i dzisiejszy wpis jest podyktowany życiem i moim jego obserwacjami.
Czasem wpadam w gniew. Pewnie czasami zdarza się to każdemu z nas. Nadchodzi moment zaćmienia umysłu i spowija nas mgła szaleństwa. Zazwyczaj kryją się za tą mgłą powody. Mogą one być różnorakie. Samochód przed nami jedzie wolno, podczas gdy nam się spieszy, poczuliśmy się niesprawiedliwie potraktowani, sami czasem jesteśmy powodem naszego gniewu. Gniewamy się na dzieci, które nie stosując się do naszych poleceń wybierają własną ścieżkę.
Zastanawiam się dziś jak to jest nie odczuwać gniewu. Jak to jest pozbyć się z siebie złości i żyć w harmonii. Z sobą, z innymi, ze światem wokół. Brzmi poniekąd naiwnie, ale czy nie jest prawdziwe stwierdzenie, że osoby lub zdarzenia, które potrafią wywołać u nas gniew mają nad nami kontrolę? Po cóż zatem dobrowolnie oddawać kontrolę nad swoim życiem? Czy nie łatwiej byłoby samemy kontrolować własne istnienie.
Dzieci.
Wpadamy w gniew również w konfrontacji z nimi. Dzieje się tak, dlatego, że chcemy aby podążały one drogą, która jest dobra. Nie tą, którą one uważają za dobrą dla siebie, tylko tą, którą my uważamy za dobrą dla nich. Często odbieramy im prawo wyboru własną ścieżką. Odbieramy im prawo do samostanowienia o sobie. Odbieramy prawo do podejmowania decyzji. Tymczasem kształtowanie polega na stawaniu się dzięki nabytemu doświadczeniu.
Niektórzy powiedzą, że tym samym chronimy nasze pociechy przed skutkami kiepskich decyzji. Na tym jednak polega bycie człowiekiem, że takie decyzje również trzeba podjąć. Te kiepskie również nas uczą. Gdyby kilku miesięczne dziecko podążało tokiem myślenia nas - dorosłych to pewnie do dziś większość z nas by pełzała. Po co uczyć się chodzić skoro tylko nabijemy sobie siniaków.
Pragnę widzieć swiat wokół mnie w pozytywnym świetle i doszukuję się pozytywnych aspektów w zdarzeniach, kóre wydają mi się na pierwszy rzut oka negatywne.
Tutaj zahaczę jeszcze o inny temat. Świat wokól nas jest taki jakim go widzimy.
Kiedyś pisałem o okularach - takie jakie założysz taki bedziesz miał widok. Ciemne lub kolorowe?
Tak jest w życiu. Narzekając na wszystko co nas otacza wysyłamy do świata złe wibracje. I tym samym świat nam odpowiada. Tymczasem można zaczarować rzeczywistość.
Wysłać w świat uśmiech.
Wysłać w świat wdzięczność.
Wysłać w świat miłość.
Ale zrobić to szczerze. I czekać na wiadomość zwrotną.
Dobrego tygodnia :)