W 1996 roku działo się wiele. Zarówno w Polsce jak i na świecie. Działo się również w moim dotychczas młodym jeszcze istnieniu. W 1996 roku pojawił się Seba. Działo się to w sanatorium uzdrowiskowym nr 3 w Ciechocinku. Seba, który młodemu niewinnemu umysłowi zafundował porażająca jak dla mnie wtedy mieszankę muzyczną. Mój młody umysł znalazł się w matni bez wyjścia. Pojawił się bowiem dźwięk gitary używanej w sposób w jaki dotychczas nie było mi dane poznać. A być może i było, lecz nie był to jeszcze ten czas. Rok 1996 był tym czasem. Seba ze swoim odtwarzaczem kaset stał się muzycznym mentorem do którego pokoju wchodziłem niczym do świątyni. Tam na malutkiej drewnianej półce nad łóżkiem znajdował się zestaw kaset z muzyką, która sprawiła, że moja świadomość muzyczna nigdy nie była już taka sama. Mój natenczas muzyczny guru otworzył przede mną bramy do świata, z którego już nigdy nie wyszedłem. Mało tego, zanurzyłem się w nim i dałem pochłonąć bezpowrotnie.A na imię by...
Lata 90 w muzyce metalowej były ciekawe. To co narodziło się w latach 70-tych i dojrzewało w 80-tych wybuchło z całą swoją siła w latch 90-tych właśnie. Jest to zdanie moje własne, z którym każdy czytający te słowa ma prawo się nie zgadzać. Jako, że moje muzyczne dojrzewanie przypadło na końcówkę lat 90 niestety nie "załapałem się" na te epokowe momenty muzyczne. Przynajmniej nie na te wszystkie. Gdzieś pod koniec lat 80 w skandynawii zapanowało totalne szaleństwo na muzykę spod znaku rogatego. Kapele powstawały szybciej niż grzyby po deszczu. Na fali tego szaleństwo powstał zespół Treblinka, który początkowo swoją twórczością zachaczał o rejony black i death metalu. Zespół zmienił nazwę na Tiamat. W 1992 roku wydaje album pod tytułem Clouds, który zwiastuje zmiany. Zespół zaczyna swoją wędrówkę w kierunku poszukiwania własnej ścieżki. Już tutaj pojawiają się akystyczne wstawki (vide wstęp do "In a Dream"), klawiszowe pejzaże ("A Caresss of Stars") czy t...
Koniec roku. W związku z czym postanowiłem również w moim "ogrodzie przemyśleń" napisać kilka słów. Rok 2025 był dla mnie rokiem, który stał pod znakiem zmian. Ale i nie tylko. Był to rok ciekawy pod względem przemyśleń. Od kilku lat co roku mam jakieś plany na rok kolejny. Czasem układają się one w spójną całość, czasem jest to przebłysk potrzeb, które jednak nie do końca zrealizowane potrafią powodować uczucie klęski i porażki. I dlatego też piszę ten post. Słyszałem wczoraj ciekawe sformułowanie, że zakładamy sobie ten punkt graniczny, od którego zaczynamy naszą przemianę (lub, będąc bardziej precyzyjnym, planujemy naszą przemianę), ponieważ odczuwamy potrzebę rytualizacji momentu przejścia. "Od poniedziałku zaczynam....", "Od nowego roku zaczynam..." "Od przyszłego miesiąca zaczynam..." Nie oceniam, czy rytuał przejścia jest dobry, zły, potrzebny czy też nie. Pewnie jest taki jaki jest indywidualnie dla każdego z nas. Mój mistrz powied...
Komentarze
Prześlij komentarz