Posty

Śmiertelnie poważnie

Strasznie opornie mi się bloguje w tym roku. No ale najważniejsza jest jakość a nie ilość :-) Od jakiegoś czasu zacząłem zastanawiać się nad śmiertelnością. Nie jest to być może zbyt wesoły temat, aczkolwiek pewne przemyślenia ukierunkowały mnie właśnie na te tory. Wielu z nas żyje w taki sposób jakby śmierć nigdy nie miała się w naszym życiu zdarzyć. Tymczasem ona czai się tuż za rogiem. Być może jest już za następnym zakrętem. Być może w niefortunnym upadku a może w przypadkowo losowym zdarzeniu. Jest tam, gdzie czasem najmniej się jej spodziewamy. Jest w pięknym słonecznym poranku, albo w najchłodniejszej z możliwych nocnych czeluści. Jest w najwspanialszym przebywaniu razem lub w otchłani samotnego milczenia. Krąży wokół nas przez cały czas i gdy tylko zjawi się odpowiednia chwila podejdzie i poda rękę by przeprowadzić na drugą stronę nieistnienia. Zamknie krąg codzienności. Zamknie krąg możliwych wyborów i działań. Zgaśnie kolejna lampka na mapie istnienia. Nigdy nie bałem si...

W biegu (4)

Postanowiłem jakiś czas temu, że nie będę pisał nic na temat biegania dopóki w danym miesiącu nie przyklepię stówki. Ostatni taki wynik uzyskałem w zeszłym lipcu, ale w tym roku się uparłem jak osioł, no i musiałem. Dlatego piszę :-) A więc biegam dalej. Gdy zaczynałem największym strachem było to, że jest to jakiś sezonowy wybryk, bo udało mi się zrzucić parę kilogramów a co za tym idzie motywacja wyskoczyła w górę niczym ropa w Arabii Saudyjskiej. Na strachu jednak się skończyło (bynajmniej na razie). Podsumowując jednak pierwszy rok biegania muszę stwierdzić, że były momenty złe. We wrześniu trzasnąłem życiówkę na dychę i nóżki rwały się do kolejnych rekordów, niestety jednak chęci gdzieś się rozmyły i im bliżej grudnia tym mniej było klepania kilometrów. Doszło do tego, że w grudniu było 0. Podrażniła mnie jednak znajoma z pracy stwierdzając, że skoro nie biegam zimą to jestem sezonowcem no i zabrałem się do pracy. Nowy Rok rozpocząłem od dychy - świetna sprawa. Myślę, że będzie...

Eschatologicznie

Zastanawiałem się ostatnio nad tym jak bardzo nie jesteśmy w stanie uwierzyć we własne możliwości. Tak, wiem dziwne to raczej przemyślenia, ale natchnęło mnie. Czytałem coś gdzieś i tak sobie pomyślałem, że trzeba chyba przerzucić parę słow na bloga. Niebardzo nawet wiem, od czego zacząć. Czytałem artykuł. Nie pamiętam już dokładnie o czym był. Jedno co utknęło mi w pamięci było to,  że autorka chętnie uzasadniała swoje twierdzenia Bogiem. Coś się stało, bo Bóg tak chciał, coś innego się nie stało, bo Bóg wie lepiej. Szczerze mówiąć miałem kilka razy szansę na zderzenie się z takim podejściem, więc pewnie dlatego przeczytanie ów artykułu było tym punktem zwrotnym, w którym postanowiłem, że chyba uruchomię katalizator w postaci blogowiska :) Zanim jednak podejmę próbę skonfrontowania się z tematem muszę jeszcze wyznać, że uważam, że jestem wierzący, bo może i pewnie ma to wpływ na moje rozumienie pewnych kwestii. Pytanie pierwsze: "Czy aby napewno Bóg tak chciał?" Zdaj...

Na nowy rok

Koniec roku to zawsze w moim przypadku czas swego rodzaju podsumowań. 2017 był w moim przypadku przełomowy. Słowa "nie mogę" i "nie potrafię uwięzły mi w gardle w pewnym momencie i pomyślałem, że mogę. Mogłem... I Potrafiłem...  Rok 2017 to rok zwrotny. To granica, po której przekroczeniu uświadomiłem sobie, że w ogóle można ją przekroczyć. Piotruś. Rodzic daje swojemu dziecku życie. Piotruś swoich rodziców poprosił jeszcze by pomogli mu to życie zacząć. Gdy jesteś pierwszą osobą na świecie, która ma możliwość poczucia dotyku skóry swojego dziecka termin "bliskość" zyskuje nowego wymiaru. W przypadku Oliviera było to spojrzenie, w przypadku Piotrusia dotyk :-) Oglądanie jak dorasta człowiek jest najbardziej fascynującym zajęciem na świecie. Bycie rodzicem to najbardziej fascynujące zajęcie na świecie. Bieg. Swego czasu istniały poważne obawy co do tego, że nie będę chodzić. Ta myśl przyświecała mi, kiedy w tym roku pokonywałem swój pierwszy półmaraton...

???

Hej. Minęło sporo tygodni od czasu kiedy po raz ostatni podjąłem się politycznego kursu. Miałem nadzieję tego kierunku nie obierać ponieważ tu nikt nie wygrywa, ale granica przy której jestem w stanie wytrzymać została przekroczona po raz kolejny i nie jestem w stanie pozostać obojętnym. Przyjąłem już do wiadomości, że dla partii rządzącej  nie istnieje opozycja, tylko opozycja totalna (w domyśle  opozycja totalna warunkuje rządu o zapędach totalitarnych?). Przyjąłem na klatę fakt, że władzę w kraju sprawuje partia, która nie zna kompromisu. W 1992 roku rząd Olszewskiego został obalony i w ciągu tych ostatnich 25 lat pan prezes zdołał wyciągnąć wnioski z zaistniałych sytuacji. W 1992 roku mieliśmy do czynienia z rządem, który był słaby. Zbyt słaby jak na swoje plany (zresztą tak jak kilka kolejnych rządów po nim). Była jednak pewna różnica. W 1992 roku rząd Olszewskiego wpadł w pułapkę mesjanizmu narodowego, że oto teraz stoimy nad krawędzią starego i nowego systemu a jedyny...

Jesienny

Gdzieś w czeluściach jesiennego umysłu rodzą się dziwne myśli. Czasem takie myśli trzeba wyrzucić z siebie bo są jak nieujarzmione bestie. Tylko wyrzucenie ich na papier (bloga) daje odetchnienie. Zastanawia mnie czas... Mijamy... tak bardzo. Każdego jednego dnia i godziny przemijamy nieuchronnie. Zmierzamy ku nieuchronnemu. Dziwne jest to, że życie ucieka nam z wiekiem coraz szybciej. Dziwne jest też to, że nie potrafimy docenić danego nam czasu. A może i potrafimy, ale nie do końca. Życie przecieka przez palce jak strumień wody. Kiedyś zadawałem sobie pytanie czy jest coś w życiu czego w życiu żałuję. Uczciwie przyznaję, że nie. Nie mogę niczego żałować będąc szczęśliwym, gdyż może gdybym cokolwiek zmienił nie znalazłbym się w miejscu w którym jestem i z osobami z kt...

Potwory i spółka

Dziś helołynowo bo będzie o potworach. Może jednak nie do końca helołynowo, bo jest w tym jednak pewna doza ironii, a potwory o których chcę pisać istnieją naprawdę i wcale nie są zabawne. Będąc dziećmi zapewne każdy z nas czegoś tam się bał. Jedni ciemności, inni baba jagi, jeszcze inni "czarnej wołgi" (zależy na jakie lata przypadało nasze dzieciństwo - dziś dzieciaki boją się, że im padnie bateria w tablecie ;) Każdemu dziecku źle kojarzy się potwór. Jako rodzice wiemy, że często potwór to zmaterializowane obawy naszego dziecka. Co jednak, gdy potwór ma imię i jestem bardzo realny. Taki bardzo namacalny potwór jest bardzo groźny dla naszego dziecka. Może w nim obudzić poczucie lęku na całe życie. Może sprawić, że nasze dziecko będzie dorastało w atmosferze strachu przez całe swoje dzieciństwo co zaowocuje upośledzoną dorosłością. Mowa to o potworach, którymi jesteśmy My - dorośli. Spotkałem się kilka razy z przypadkiem, kiedy to najbliższa osoba staje się dla dziecka ...