In nomine extremi
Natchnęło mnie.
Czasem tak się zdarza, że czasoprzestrzeń przynosi niespodziewane sytuacje, które owocują w potoki myśli, które to obradzają pewnymi konstruktami założeń w mojej głowie, które potrzebują by je przelać na blogowisko.
Jako metalowy zapaleniec od lat już wielu lubię drążyć w tej muzyce. Dokopywać się do coraz to nowych znalezisk, nowych kapel. Nowych faktów, o których być może nie miałem jeszcze pojęcia.
W wieku 14 lat słuchanie muzyki było zupełnie inne niż w wieku lat 43. W momencie, kiedy dorastasz i kreujesz swoją osobowość inne rządzą tobą priorytety niż gdy już jesteś osobą dorosłą.
Tym niemniej zawsze interesowało mnie by docierać do źródeł, inspiracji. Być może poniekąd moje zainteresowanie psychologicznym aspektem naszej tułaczki na tych łez padole powodowało, że chciałem poznać te pierwsze myśli, które tułały się w głowie ludzi, którzy potem tworzyli zespoły tworzące nierzadko nowe kierunki w muzyce. I nie tylko.
Tyle tytułem wstępu.
Piotr Dorosiński "Rzeźpospolita". Pozycja, od prawie 2 lat czekała na odpowiedni moment by się z nią zapoznać. Przenikliwa i bardzo obszerna historia polskiego metalowego podziemia lat 90. Pozycję skończyłem czytać 26.02.2026 więc już jakiś czas temu. Poszerzyłem swoje kompedium wiedzy. Miałem również nieodparte wrażenie, że gdzieś w głowie krystalizuje się oto pewna myśl, którą potrzebuję uchwycić.
Rok wcześniej miałem przyjemność zatopić się w lekturze "Piekło i Metal. Historia zespołu Kat". Piotra Żyły Jeszcze wcześniej bo gdzieś w okolicach roku 2022 przeczytałem tegoż samego autora "Roman Kostrzewski.Głos z Ciemności" - świetny wywiad - rzekę z najlepszym polskim wokalistą.
W tym tygodniu z kolei wleciała kolejna z muzycznych encyklopedii, a mianowicie "Black Metal. Ewolucja Kultu" Dayala Pattersona. Absolutna podstawa dla laika, który pragnie choćby liznąć wiedzy na temat najbardziej ekstremalnej muzy w metalu, która swego czasu wstrząsnęła nie tylko światem metalu, ale i światem w ogóle za sprawą czynów prawnie zabronionych, których dopuszczały się nastolatki z Norwegii na początku lat 90.
Po tym nieco przedłużonym wstępię wracam do brzegu.
Myśl, która krystalizowała się gdzieś w okolicach opowieści o Kacie i polskim podziemiu nabrała kształtu po ostatniej lekturze. Oto bowiem do mnie dotarło, że polskie podziemie mimo iż płodności, wizjonerstwa oraz talentu mu nie brakowało stało się ofiarą czasu oraz umiescowienia geopolitycznego.
Oto mamy sytuację, w której Norwegia w latach 90 wypluwa jeden po drugim Mayhemy (choć tutaj raczej trzeba by było wrócić do drugiej połowy lat 80), Burzumy, Darkthrony czy inne Emperory. Świat dotyka norweskie szaleństwo, które swoim wpływem zaraża kolejne kraje. My tymczasem w Polsce mamy od groma kapel, które mogą zrobić to samo a nawet więcej, ale większość z tych kapel rozbija się o smutną, szarą rzeczywistość postkomunistycznego czasu transformacji. Nie ma sprzętu, nie ma kasy a z czegoś trzeba żyć. Ta właśnie rzeczywistość zabija wiele kreatywnych zespołów, które tak naprawdę nawet nie miały szansy by zmierzyć się w równej walce o scenę.
Tym bardziej doceniam sukces takich zespołów jak Vader czy Behemoth. Zespołów, których liderzy byli i są wizjonerami i w swojej nieustępliwości dążyli zaakcentowania polskiej obecności na scenie. Dziś należą do kasyki gatunku i do jej budoniczych.
Doceniam również powstały wiele lat później zespół Decapitated, za którego to promocją twardo obstawał Piotr Wiwczarek.
Obserwuję ten nasz rodzimy towar eksportowy i myślę o tych wszystkich, które powinny być również w tym miejscu: Christ Agony, Trauma, Taranis, Lux Occulta, Yattering, Pandemonium, Mordor, Sirrah, Tower, Betrayer... i wiele, wiele innych, które powinny stać w panteonie metalu. I nie mówię, że nie zostały one docenione, ponieważ Christ Agony to kult, podobnie zresztą jak Trauma, ale zmierzam do tego, że zespoły te zasłużyły na wiele wiele więcej.
Czytając "Ewolucję Kultu natknąłem się na taką anegdotę, że w Norwegii na początku lat 80 furorę zrobiły tzw. Kiss-kort, czyli karty kolekcjonerskie ze zdjęciami zespołu Kiss. Kilku muzyków z którymi wywiady przeprowadzał Dayal Patterson przyznało, że karty te były pewną inspiracją do poszukiwań pewnej postawy nonkonformistycznej. Czy Kiss-kort były zaczątkiem black metalu? Nie pokusiłbym się o taki skrót myślowy, jednakże będąc nastolatkiem poszukujesz swojej własnej drogi do negowania zastanej rzeczywistości. Szukasz sposobu wyrażania siebie. Być może Kiss-kort były pierwszym tchnieniem rogatego w kierunku zbuntowanej norweskiej młodzieży? Tego nie wiemy.
Być może gdyby "Metal and Hell" Kata nie zostało położone przez producenta w roku 1985 dziś mówilibyśmy o pierwszej fali polskiego death metalu, który wyznaczałby kierunek w którym te styl pognał. Zrobiła to za nas Szwecja oraz USA.
Na koniec tego wpisu pozostawię jednak pozytywny akcent. Polska roku 2026 jest w zupełnie innym miejscu. Mamy dostęp i warunki. Teraz pozostaje nam wspierać te wszystkie małe zespoły, które działają w podziemiu i maja wiele do zaoferowania.
W 2012 roku zespół Opeth został wpisany przez szwedzki rząd do Swedish Music Hall of Fame jako zespół, którego twórczość została uznana za część szwedzkiego dziedzictwa narodowego.
W 2021 roku do Sweedish Hall of Fame dołączył Quorthon wraz z Bathory.
W Norwegii Dimmu Borgir wystąpił z Norweską Orkiestrą Radiową, a Satyricon z kolei napisał historię występując wespół z Chórem Norweskiej Opery Narodowej.
W Polsce natomiast występ Christ Agony na festiwalu oznacza że miejscy oficjele z prawej strony sceny politycznej prześcigają się, kto szybciej zgłosi na prokuraturę obrazę uczuć religijnych (czytaj odwołnie występy lub też całego festiwalu).
Mentalnie dalej tkwimy w komunie. Czas na reflekcję
Komentarze
Prześlij komentarz