Świat, który uległ zrolkowaniu

 Od pewnego czasu drzemała mi gdzieś w umyśle taka pewna myśl, której nie mogłem do końca nazwać, ale dziś się postaram przelać ją na blogowisku.

Świat, w którym dorastałem przestał istnieć. Czasem zastanawiam się czy wysuwanie takiej tezy jest objawą kryzysu wieku średniego, czy być może jest efektem obserwacji i wnioskiem wysuniętym na podstawie analizy tej obserwacji. Na potrzeby tego wpisu skłonię się jednak ku temu drugiemu.

Pamiętam, jak zapewne wielu z was drodzy czytelnicy, czas kiedy potrzeba odnalezienia informacji skutkowała wizytą w bibiotece a napisanie wyprawki lub wypracowania okupione było kikugodzinnym pochylaniem się nad tomiszczami encyklopedii lub innych materiałów źródłowych. Materiały te trzeba było przeczytać, zrozumieć, wyciągnąć wnioski a później w zrozumiały sposób przelać je na papier. 

Pamiętam również czasy, w których budowanie relacji wymagało fizycznej interakcji z drugą osobą. Nierzadko towarzyszyły takiej interakcji emocje, które nie były pozytywne, np. niepewność. Był to jednak obowiązkowy koszt, który zgadzaliśmy się ponieść by osiągnąć cel jakim było trwałe zbudowanie takiej relacji. 

Dziś jesteśmy z zgoła odmiennym świecie. 

Świat w 2026 roku nie wymaga od nas wielkich nakładów w celu osiągnięcia porządanego efektu. Ogromny wpływ na ten fakt miał rozwój technologii. Szykując dziś rozprawkę lub wypracowanie na jakikolwiek temat w zasięgu ręki znajduje się owoc myśli wielkich cywilizacji. Wystarczy odpowiednio sformułowane zapytanie by natychmiast otrzymać odpowiedź wraz z dostępem do materiałów źródłowych. Podobnie jest z budowaniem relacji. Nie trzeba już tak na dobrą sprawę fizycznej interakcji. Możemy poznawać ludzi z dugiego końca świata bez konieczności wychodzenia z domu. 

Jestem orędownikiem rozwoju technologii, więc cieszę się bardzo z tego, że to co kiedyś nie było dostępne powszechnie dziś jest. Myślę, że rozwój technologii w naturalny sposób niweluje nierówności, które mogły występować przed jej rozwojem.

Technologie jak już kiedyś pisałem przy okazji innego wpisu, są jedynie narzędziem w naszych rękach i to w jaki sposób je wykorzystujemy zależy tak naprawdę od nas samych. 

Jest jeszcze koszt ogromnego postępu technologicznego o którym wcześniej nie pisałem.

Tym kosztem jest zmiana funkcjonowania naszego mózgu.

Nie jestem neurobiologiem, ani nie za bardzo znam się na fukcjonowaniu mózgu. Dlatego tezy zawarte w tym wpisie są jedynie moim domysłem powodowanym obserwacją i wnioskiem. Być może trafnym, być może nie. Zdaję się w tym zakresie na moją intuicję.

W dobie dzisiejszego "scrollowania" rzeczywistości przyzwyczajamy nasz mózg do krótkich strzałów dopaminy. Uczymy go, że wymagające czynności takie jak analiza przeczytanej książki kosztują wiele siły. Nieporównanie więcej niż dopamina dostarczana przez "rolki" lub inne platformy spolecznosciowe. Mózg wyciąga z tego prosty wniosek, że lepiej jest szukać tych krótkich dopaminowych treści. Jeśli coś jest jednostajne i statyczne a w dodatku rozciągnięte w czasie nie jest atrakcyjne. Nie tyle aby ponownie w to inwestować. Nie jest to zaskakujące, ponieważ mózg od początku swojego istnienia miał za zadanie analizowanie sytuacji i wyciąganie wniosków oraz dysponowanie energią w taki sposób aby osiągać cele jak najmniejszym nakładem sił. 

Sam swego czasu mierzyłem się z tym w jaki sposób zostaliśmy zaprogramowani przez naturę. Działo się to kiedy postanowiłem rozpocząć swoją przygodę z bieganiem. Nie było takiego dnia, kiedy na początku tej przygody nie zadawałbym sobie pytań kwestionujących zasadność mojego działania. Dziś odrobinę bardziej doświadczony w tej kswestii wiem, że to mózg starał się odwieść mnie od planu pożytkowania jakiejkolwiek energii. Nauczyłem się jednak w jaki sposób reagować na takie działanie i dziś dalej mogę biegać (choć może nazwijmy to umownie szybszym przemiesczaniem się nadwagi w celu dostarczenia dopaminy do organizmu w sposób naturalny - to z szacunky do prawdziwych biegaczy).

Skoro dochodzimy do wniosku, że mózg jest leniwy i oszczędza energię to możemy również w pewien sposób pokusić się o stwierdzenie, że lata takiego działania wpływają na ośrodki decyzyjne w naszym mózgu. Długotrwałe procesy myślowe zostają wyparte przez bodźce w postaci emocji i impulsów. Zamiast przemyśleć nasze decyzje działamy emocjonalnie i pod wpływem chwili. 

Teraz zmierzam do sedna mojego wpisu.

Jeśli media społecznościowe karmią się ( i nas) konfliktem ponieważ generuje on zasięgi oraz charakteryzuje się dramaturgią i dynamiką (podobnie zresztą jak kulkunastosekundowe video, które tak często scrollujemy) to ten pełen dynamiki obraz świata sprawia, że zaczynamy poszukiwać również dynamiki i dramaturgii w życiu.

Ma to również wpływ na politykę. Mam takie przeczucie, że kiedyś polityka była bardziej stabilna i przewidywalna. Bardziej racjonalna. Dziś momentami nie dowierzam, że stabilne wydawało się demokracje wybierają do władzy ludzi, którzy zdają się być kompletnymi imbecylami, a ich wypowiedzi dotyczące oglądu na świat uwłaczają ludzkiej inteligencji. Nie mogłem rozgryźć tej zagadki, aż zacząłem łączyć szybki rozwój popularności platform społecznościowych z popularnością polityków populistycznych. Wtedy mnie olśniło i zrozumiałem, że nasze przebodźcowane mózgi zaczynają inaczej funkcjonować i kierują nas do prostych i szybkich rozwiązań. Niestety na skomplikowane problemy nie istnieją proste recepty. 

Mam wrażenie, że jeśli nie skonfrontujemy wpływu dopaminowych dopalaczy na naszą rzeczywistość w wieloletniej perspektywie będziemy brnęli w kierunku cywilizacyjnego upadku.

Z tą nieco ponurą tezą pozostawiam was drodzy czytelnicy.

I życzę każdemu aby zaprzągł mózg do cięzkiej pracy.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Metal

Muzyczne Inspiracje cz.14 - TIAMAT "WILDHONEY"

Audaci vultu aspice