Posty

Okiem niedowiarka

  " Czy Bóg chce zapobiegać złu, lecz nie może? Zatem nie jest wszechmocny. Czy może, ale nie chce? Jest więc niemiłosierny. Czy może i chce? Skąd zatem zło? Czy nie może i nie chce? Dlaczego więc nazywać go Bogiem?" Przypadkiem wpadłem na ten cytat, ale wywarł na mnie piorunujące wrażenie. Abstrahując wszak od stricte religijnych wyjaśnień nie da się go podważyć w żaden sposób. Można zatem śmiało powiedzieć, że jest to fundamentalne stwierdzenie. Zastanawiałem się ostatnimi czasy nad dwulicową moralnością religii.  Kilku spraw nie mogę pojąć. Jeśli np. chodzi o walkę o "życie" nienarodzone (czytaj: walkę o płód) to katolicka moralność wyraża się w tym aby za każdą cenę doprowadzić do tego aby każde poczęte dziecko zostało urodzone "w imię walki o dar jakim jest życie" . Nie jest bynajmniej ważne w najmniejszym stopniu jak to "życie"  powinno wyglądać. Jeśli po urodzeniu dziecko ma na tyle szczęścia, by móc wychowywać się w rodzinie kochającej to...

Kto Cię obroni Polsko?

Rozmawiałem niedawno z pewną osobą, która przyznała mi, że mieszkając w Polsce powoli zanika miejsce na wolność światopoglądową. Staram się dystansować od tematów politycznych, jednak myślę, że coraz bardzie zbliżamy się do rzeczywistości, o której w najgorszych koszmarach nie śniłem, że znajdzie się moja ojczyzna. Kiedyś byłem przekonany o tym, że wolność wypowiedzi jest czymś absolutnie oczywistym i niezbywalnym. Być może moje podejście do tej kwestii było naiwne ze względu na fakt, że miałem szczęście dorastać w wolnym kraju. Dorastałem w przekonaniu, że wolno a nawet trzeba krytycznym okiem spoglądać na otaczającą rzeczywistość, gdyż tylko w ten sposób można wywrzeć jakąkolwiek presję na decydentów naszej rzeczywistości by ją zmienić.  Wierzyłem, choć pewnie niektórzy powiedzą, że naiwnie, że wszystko zaczyna się w naszej niezgodzie. Naszym nieakceptowaniu tego co widzimy i co nas otacza. Wyrażanie naszej niezgody w sposób społecznie i prawnie akceptowalny wydawał mi się czymś ...

Kłamstwo

 Ostatnio zastanawiałem się nad kilkoma sprawami natury powiedzmy uniwersalnej. Zastanawiałem się czy jest lepiej żyć w kłamstwie czy może zmierzyć się z prawdą. Nawet jeśli jest ona bolesna i może doprowadzić do upadku tego co uważamy za nasze życie. Czy jeśli było ono zbudowane na kłamstwie, to czy to życie jest nasze? Czy jest prawdziwe. Czy jego podstawy są na tyle mocne, żeby nie zachwiać naszym jestestwem w momencie zmierzenia się z kłamstwem.  Co stało by się z naszą psychiką, gdybyśmy dowiedzieli się że żyjemy w kłamstwie.  Czy wątpliwość jest zdrowym elementem, który stabilizuje nasze jestestwo. 

2021

 Wielu z nas chciałoby pewnie zapomnieć że 2020 w ogóle istniał. Obiektywnie patrząc to nie czuję żeby ten rok był dla mnie i mojej najbliższej rodziny jakoś specjalnie zły.  Udało nam się przejść 2020 w miarę spokojny sposób bez zbędnych perturbacyj.  Dla mnie 2020 w pewien specjalny sposób pozostanie szczególny. Jest to rok w którym udało mi się zrzucić niepotrzebny balast religii.  Nie będę w tym  roku robił wielu podsumowań. Globalnie nie był to rok najlepszy. Wiele istnień zgasło na zawsze. Wiele rzeczy które uważaliśmy za coś zupełnie normalnego okazało się tym za czym będziemy tęsknić. Pomyślmy o 2021. Niechaj dla każdego z nas będzie rokiem nadzieji na lepsze jutro. Bądźmy dla siebie. Śmierć czai się za rogiem. Żyjmy tak jakby każdy kolejny dzień był tym ostatnim.  Za chwilę nas nie będzię. Zostanie po nas pył. Wykorzystajmy niepowtarzalną szansę którą mamy do wykorzystania a które nazywa się życiem.  Szanujmy się nawzajem. I mówmy o naszych uc...

Bezczynność

 Przyglądam się upadkowi i nie jestem w stanie wykonać żadnego nawet najmniejszego gestu. Oglądam upadek z pozycji widza, gdy cała okoliczność woła (lub wręcz wykrzykuje mi prosto w twarz), że jestem częścią odsłony tego dramatu. Tymczasem ja znieczulony swoją biernością mogę tylko biernie analizować sytuację, która się rozgrywa na moich oczach... Zastanawiam się ilu z nas miało w swoim życiu moment kiedy biernie przyglądając się ponuremu spektaklowi życia śniło o tym by mieć wpływ na dalsze koleje losu mając pełną świadomość, że rzeczywistość kpi z naszych pragnień w sposób tym bardziej przytłaczający im bardziej oszukujemy się iż mamy realny wpływ na jego koleje.  Gdzieś w oddali majaczy sen o potędzę naszego jestestwa lub też tym czym karmiono nas przez wieki o naszej nadzwyczajności. Tymczasem zachodzące słońce w bulwersujący sposób uświadamia mi, że czeluść naszej maleńkiej bezużyteczności rozszerza swoje źrenice gdy tylko upadamy po raz kolejny. Czekam, czekam, Czekam......

Nienawiść

 Znamy to wszystko na pamięć. Cały schemat. Spotykamy się ze znajmymi i rozpoczyna się rozmowa. Jest ok. Rozmowa po czasie zsuwa się na tematy społeczno-polityczne. I w tym momencie wrzucamy tester naszych znajomości. Rozpoczyna się żywiołowa wymiana zdań. Wymiana poglądów, pożniej obrzucanie epitetami. Tracimy znajomych. Nie szukamy kontaktu. Bo i po co. Symetryczna niezdolność do rozmowy na tematy społeczno-polityczne odbiera nam zdolnośc do szukania punktów wspólnych. Nie pamiętam, żebyśmy nienawidzili się zawsze. Będąc nastolatkiem w nonkonforrmistyczny sposób akcentującym swoje nastawienie do życia politycznego w ojczyźnie uwielbiałem oglądać z moim dziadkiem programy publicystyczne by później mieć możliwość wyrażenia swoich poglądów, które z reguły były od mojego dziadka odmienne. Czasem była to chęć wyrażenia własnej osobowości, czasem chęć znalezienia luk w jego światopoglądach. Jedno pozostawało niezmienne. Szacunek. On - człowiek zupełnie innego pokolenia i wartości wprow...

28.10.20 - Epitafium dla G.

 Zagadka śmierci. Nigdy nie umiałem i pewnie nigdy nie będę umiał zrozumieć jak znika życie. Gdy śmierć zabiera do swojego ogrodu istnienia, które zdawały się być wieczne. Niezniszczalne. Jak to jest gdy jednego dnia nie zastanawiając się nawet nad tym wyruszasz w swoją ostatnią podróż. Znikasz. Przestajesz istnieć. Zadziwiające jak bardzo śmierć najbliższej osoby zabiera z sobą nas samych. Najmniejsze i najbardziej oczywiste nagle staję się nieoczywiste. Oddech, spojrzenie, dotyk, tembr głosu, uśmiech. Wszystko co do tej pory zdawało nam się czymś tak bardzo oczywistym, nagle staje się boleśnie nieoczywiste. I ta świadomość wbija się w nasz umysł niczym trujący bluszcz. I nigdy nie puszcza. Pozostaje stygnąca kawa na biurku. Nieposłana pościel, niewyprasowana koszula, niedokończona rozmowa, niezrealizowane plany. Pozostaje wytęsknione spojrzenie kogoś kto czeka w oknie, ocean miłości, której wszechmiar nigdy nie dobije do brzegu. Przygnębiająca i wszechogarniająca pustka. Najgorsz...