Gdy moją wiara jest niewiara


 


Takie naszło mnie przemyślenie odnośnie wiary, w związku z czym postanowiłem je złapać w locie aby szybciutko przelać na klawiaturę.

Nie umiem zrozumieć faktu przekonywania ludzi niewierzących do wiary. I nie wiem od kiedy to niezrozumienie we mnie drzemie. Czy oto pojawiło się niedawno, czy siedziało we mnie już od długiego czasu jednak nie zostało do tej pory wydobyte na światło świadomości. Być może polega to na dojrzewaniu i wielu przemyśleniach.

Etymologia słowa wiara kieruje nas ku innemu słowu - ufność. I to właśnie dlatego, że te dwa słowa mają podobne znaczenie nie umiem zrozumieć przekonywania do wiary. Przecież nie jest czymś zwyczajnym przekonywanie innych ludzi do zaufania. Zaufanie można budować, ale nie jestem w stanie pojąć jak jedna osoba może przekonywać drugą osobę że powinna ufać. Zaufanie oraz wiara to wszakże odczucia. Odczucia z kolei to bardzo osobista percepcja wewnętrzna. 

Dziwna również jest ta cała religia, która zostaje nam zaaplikowana w momencie, kiedy nie jesteśmy w stanie świadomie podejmować decyzji i z której tak naprawdę nigdy nie jesteśmy się w stanie wypisać. Podjąłe niedawno taką próbę. Ksiądz, z którym rozmawiałem przez telefon był bardzo miły do momentu w którym nie wytłumaczyłem mu w jakiej sprawie dzwonię. Później już nie był miły, pomimo mojego kulturalnego do niego podejścia. Apostazja w polskim kościele katolickim jest tak skonstruowana, aby ją jak najbardziej utrudnić. Ciekawym na marginesie jest fakt, że mogę oficjalnie i publicznie rzucić jak największe obelgi w kierunku kościoła katolickiego a i tak będę katolikiem (być może z ekskomuniką ale jednak) bo chrzest jest nieodwracalny. Zresztą działania kk to temat na osobną książkę. Polecam zresztą rewelacyjną książkę na temat działań kościoła pod tytułem "Kryminalna historia Watykanu" .

Wracając do tematu. Mam głebokie zaufanie w to że nie istnieje żaden bóg. Dlatego moją wiarą jest niewiara. Polega ona na przemyśleniach, obserwacjach i odczciach, że żaden bóg nie zdecydowałby się na budowę świata, wktórym jest tak wiele niedoskonałości oraz cierpienia. Żaden bóg nie obserwowałby bezczynnie ludobójstw dokonywanych w historii ludzkości. Kiedyś, gdy byłem jeszcze młodym człowiekiem w swej naiwności szukając odpowiedzi po romowie z księdzem zazwyczaj dowiadywałem się o mitycznym "boskim planie", którego nie zrozumiem. Dorosłość pomogła mi zrozumieć, że można tą płachtą przykryć każdą nikczemność oraz niegodziwość. 

Lubię wracać do słów Epikura, którymi zakończę dzisiejszy wpis:

"Czy Bóg chce zapobiec złu, lecz nie może? 

Zatem nie jest wszechmocny. 

Czy może, lecz nie chce? 

Zatem nie jest miłosierny. 

Czy może i chce? 

Skąd zatem zło? 

Czy nie może i nie chce? 

Dlaczego więc nazywać go Bogiem?"




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Muzyczne Inspiracje cz.14 - TIAMAT "WILDHONEY"

Metal

Świat, który uległ zrolkowaniu