wtorek, 26 sierpnia 2014

Komentarz do spraw bieżących

Zastanawiam się czasem czy świat zwariował, czy to może ja nie nadążam za szybko zmieniającą się rzeczywistością.
Ukraina walczy na wchodzie z ludźmi, których dozbraja Rosja, a zachód donośnie mówi o zaprzestaniu walk i że tylko w taki sposób można będzie zasiąść do rozmów.
Jakich rozmów? Z agresorem do rozmów się nie zasiada. Rozumiem ukraińców. Kiedyś Józef Beck powiedział, że w życiu narodów jest tylko jedna rzecz która jest bezcenna i tą rzeczą jest honor.
Tymczasem państwa starej europy zachowują się w taki sposób, gdyby chciały poprosić Rosję, żeby może się wycofała z działań na wschodzie Ukrainy. Nie zapominajmy o tym, że Rosja bezprawnie anektowała Krym.
Wydaje mi się, że historia powinna czegoś uczyć, tymczasem powtarzane są te same błedy, które powtarzane były przed 2 woją światową. Oby tym razem rezultat był zgoła inny.
Wczoraj miałem okazję wysłuchać wypowiedzi pewnej pani z pewnego urzędu na temat dziury w drodze. Ktoś w nią wpadł, ktoś inny to nagrał i poproszono o komentarz. Pani stwierdziła, że nie jest to dziura, bo dziura jest na wylot a jest to wykruszenie...
I tak sobie pomyślałem jak czuje się ktoś kto staje przed kamerami, wie, że reprezentuje ciało odpowiedzialne za coś niefajnego i używając innych słów próbuje wcisnąć ludziom, że kupa pachnie. Nadmienię, że podejrzewam iż pani ta miała pełną świadomość tego, że ludzie rozumieją iż próbuje się z nich zrobić idiotów.
Administracja w Polsce jest tak rozdęta i nabrzmiała, że istnieją już pewnie urzędy dla urzędów. Często spotykałem się z niekompetencją i niewiedzą urzędników. Niewiem jednak z czego to wynika. Czy jest to relikt po komunie, kiedy urzędnik był panem a petent mikrobem? Cięcia w administracji niewiele dadzą. Potrzeba również a może przede wszystkim zmiany w mentalności. Potrzeba jest urzędnika dla ludzi, nie na ludzi.
Olivier powiedział w końcu "tata". Chyba zdaje sobie sprawę z tego, że sprawił mi tym wielką radość, bo używa tego słowa dosyć często.

sobota, 9 sierpnia 2014

Update z wakacyj

Urlop minął w niespotykanie cudownej atmosferze korzystania z nadmiaru słońca. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy więc i szara rzeczywistość roztoczyła wokół swoje kręgi.
W trakcie urlopu zdarzyło się kilka fajnych i kilka mniej fajnych momentów. Po pierwsze urlopowanie nad morzem - the best. Olivier może już spać w namiocie, więc jest gotowy na woodstock ;-)
Najważniejsze - nasz syn skończył 2 lata. Jego rozwój następuje w sposób tak szybki, że trudno nadążyć. Wakacje na wsi to było coś czegoś dwulatkowi potrzeba jak powietrza. Mnóstwo przestrzeni, mnóstwo nowych wrażeń i nieskończenie wiele miejsc do których NIE WOLNO wejść a wejść trzeba. Poza tym zwięrzęta, rośliny...
Olivier ukazuje powoli swój charakter. Ma swoje własne zainteresowania. Kształtuje się w nim, "to coś" co stanowi o byciu takim lub innym.
Spotkanie całej rodziny też miało wielką wartość. Kiedy kogoś nie widzi się przez dłuższy czas to potrzeba spotkania staje się coraz większa i większa i narasta do tego stopnia, że nie można jej dłużej igorować i trzeba w końcu kupować bilety.
Mamita dalej rządzi na swoich włościach a miejsce pięknieje z dnia na dzień, u teściów słońce wstaje nad 9 wzgórzami i widok ten jest niesamowity (wstając o piątej rano sam widziałem), szwagrowskich ogród jako miesce rekreacji a z samym szwagrowskim rozmowa po n-tym piwie to coś nieocenionego (szkoda że tak rzadko), u siostry wypad na spacer z wózkiem i wypad na plac zabaw z synem i chrześniakiem a poźniej pogaduchy ze szwagrowskim, u mamity sprzątanie garażu u grill z niepełnosprawnym kotem. Wypad wesołym busikiem nad morze... takie wspomnienia są nieocenione
Spotkanie klasowe w gronie 3-osobowym. REMARKABLE! Znasz ludzi z którymi 12 lat temu siedziałeś w jednej ławie w szkole i spotykacie się po latach. Myślisz, że spotkanie będzie drętwe z powodu czasu, który upłynął. Ludzie wszak się zmieniają, czas upływa...
Nic bardziej mylnego - jes taka klasa, ktra może spotkać się po 12 latach i rozmowa toczy się jakby nie widzieli się od wczoraj. Szacuneczek.
Jedna chwila utknęła mi niestety źle w pamięci. Spotkanie do którego dążyłem przez ostatnich 10 lat...
W naiwności swej myślałem, że ktoś mnie przywita, zapyta jak żyję. Tak bardzo pragnąłem tego spotkania. Pragnąłem spojrzeć w przeszłość z dystansu teraźniejszości. Gdy kogoś nie widzi się przez 10 lat, to spotkanie wywołuje silne emocje. Niestety emocje te zostały zabite wiadrem żółci i kwasu, który został na mnie wylany. Nie rozumiem jak ktoś może całe życie karmić się tylko i wyłącznie nienawiścią. Nienawiść do wszystkich wkoło. Miałem spotkać rodzinę, której od bardzo dawna nie widziałem. Po pierwszym spotkanie nie byłem pewien czy mam iść dalej i rozmawiać z resztą. Bolał fakt, że to tylko ja czekałem na to spotkanie. Przynajmniej takie miałem wrażenie. Jakież było moje zdziwienie, gdy kolejne spotkanie przebiegło w zgoła odmiennej atmosferze. Nie wylano na mnie kwasów, nienawiści, pomyj czy szczucia na innych, lecz przywitał mnie uśmiech i pytanie co u mnie, jak mój syn, dalsze pytania o rodzinę... Zacząłem się zastanawiać czy to ta sama rodzina...
Nie będę dalej wylewał tu swoich żalów. Mam taki charakter, że jeśli z kimś nie znajduję zrozumienia, to po prostu odwracam się i idę dalej a nie próbuję na siłe szukać wspólnego języka. Teraz wiem, gdzie mogę uderzyć przy następnej okazji.
Takie to były zwaiowane wakacje. Nie mogę doczekać się już kolejnych.
P.S. Chcesz kupić kubek?