sobota, 23 lutego 2019

Mrocznie

Krocząc korytarzem myśli natknąłem się na uchylone drzwi.
Mroczno było. Żadnego światła.
Najmniejszego. Nie było strachu. Było dojmujące uczucie beznadziejności.
Brak nadziei. Brak światła.

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Dowód

Gdzieś w dalekich czeluściach łupiny orzecha czają się myśli nieprzezwyciężone. Czasem trzeba dać im upust.
Sytuacja wokół zmienia się z zawrotną szybkością i czasem mając świadomość tej szybkości umiem jedynie obserwować chwile. Przyglądać im się z ciekawością dziecka odkrywającego świat. Machać im na do widzenia.
Świat zmienia się. Nieprzejednana jest ta zmiana na gorsze. Kroczymy z dumnie podniesioną głową ku upadkowi. Nie umiem zrozumieć otoczenia.
Nieprzejednana jest ta zmiana.
Karmimy się nienawiścią i słabością innych sami nie wiedząc o tym, że jest to nasza własna słabość.

piątek, 4 stycznia 2019

2019

Witam wszystkich w 2019 roku.
Pewnie wielu z nas żywi nadzieję na to, że w pewien sposób rok ten okaże się pod róznymi względami przełomowy. Być może i tak się stanie. Aczkolwiek, by dać temu wszystkiemu początek warto po prostu zacząć od małych kroków. Metodą małych kroków dojdziemy do wyznaczonego celu.
Każda droga zaczyna się właśnie w tym momencie.
A wszystko zaczna się od myśli. Tej pierwszej. Przebłysku.
Nie będę podsumował 2018 roku. Patrzę w przyszłość. I w związku z tą przyszłością wiążę pewne nadzieje (pewnie jak każdy z nas). Zatem korzystając z okazji wszystkim moim przyjaciołom oraz czytelnikom tego chaotycznego bloga chciałbym przekazać kilka życzeń:

  • zatopmny się w rzeczywistości - wokół nas tyle inspirujących chwil, zdarzeń, ludzi i widoków że nie potrzebujemy udawanego, sztucznego życia, do którego tak wiele osób ucieka
  • doceńmy drugiego człowieka - gdzieś obok nas zawsze są ludzie, których warto docenić. Rodzice, przyjaciele, rodzeństwo - ci najważniejsi, do rozmów z którymi zawsze będziemy tęsknić, którzy zawsze będą przy nas
  • myślmy - ucieczka od myślenia to trend dzisiejszych czasów. Cywilizacja jest w punkcie zwrotnym. 
  • szanujmy siebie nawzajem - debata publiczna zgniła i powoli przenosi się to już do naszych domów. Nie pozwólny na to
  • szanujmy nasz kraj - żeby moje nie było bardziej mojsze, niż twoje twojsze - Rzeczpospolita na to nie zasłużyła
Najlepszego

środa, 28 listopada 2018

A gdybym Ci powiedział..

Drogi Tato / Droga Mamo,

Dziś ukończyłem 30  lat. Jutro spędzimy dzień razem i wyprawimy imprezę żeby uczcić ten dzień. Przyjadę z moją nową dziewczyną. Jesteśmy już razem od miesiąca. Wiem, wiem - stateczność nie jest moją mocną stroną. Przywiozę też dzieci - w tym tygodniu wypada moja kolej opieki nad nimi. Żałowaliscie, że rozstałem się z ich matką zaraz po urodzeniu. Niestety życie potoczyło się tak, nie inaczej i teraz wasze wnuki żyją między mamą i tatą. Gratulowaliście mi wczoraj, że w końcu udało mi się wywalczyć wymarzony awans. Życie zawodowe nigdy nie sprawiało mi kłopotów - być może dlatego, że nauka i praca, to dwie rzeczy w które zawsze mogłem uciec gdy wszystko inne zdawało się zawodzić. Z jednej strony wyszło na dobre...
 Postanowiłem napisać do was ten list, żeby wytłumaczyć, że ten syn, z kórego jesteście tak dumni i zadowoleni nie jest tak naprawdę osobą, którą znacie. 
Ukończyłem  30 lat i jest kilka spraw, kórymi chciałbym sie z wami podzielić. Chciałbym żebyście poznali moją prawdziwą historię. Historię waszego dziecka.
Dwa miesiące temu podjąłem drugą próbę samobójczą. Z racji tego, że zawsze słabo znosiłem ból postanowiłem przedawkować tabletki nasenne. Łudziłem się, że po prostu zamknę oczy i wszystko wokól zniknie. Nie znikło. Pojawił się szpital. Uratowany przez kobietę, z którą w tamtym czasie byłem, a która dodam zostawiła mnie właśnie po tym co zrobiłem. Po raz kolejny zostałem sam. Wam powiedziałem, że nie dopasowaliśmy się charakterem. Przyjęliście to obojętnie. Zresztą całe moje życie zdaje się było dla was obojętne.  Ostatnio podczas jednej z wizyt u psychiatry, które musiałem odbywać po tej drugiej próbie samobójczej nakazał mi on napisanie do was listu. Podobno czasem pomaga to rozładować napięcie. Idąc za jego wskazówką postanowiłem to zrobić.
W waszych oczach zawsze jawiłem się jako indywidualista o silym charakterze, który zawsze wiedział czego chce od życia. Byliście ze mnie dumni, czego upust dawaliście przy spotkaniach ze znajomymi. "Zobaczcie - nasz Krzyś już umie czytać, a pani od języka polskiego chce go wysłać na konkurs recytatorski". "Krzysiu po skończeniu ogólniaka pójdzie na studia informatyczne, ponieważ to przyszłość". Moje oceny w szkole jak już wcześniej wspomniałem nigdy nie były problemem. Dobre oceny nie świadczą jednak o wszystkim. Najważniejszy egzamin w życiu oblałem.
Egzamin z miłości. Tego przedmiotu nie miałem w szkole. Tego przedmiotu nikt nie umiał nauczyć mnie w domu. Nikt nie ujrzał braków jakie mam  w tym zakresie nim było już za późno. Zresztą do dziś nie umiecie tego zauważyć.
Mowicie do mnie, że mam sie cieszyć ponieważ odniosłem sukces w pracy a jakim wielu moich rówieśników może tylko pomarzyć. A gdybym wam powiedział, że czasem podczas przerwy miedzy spotkaniami wychodziłem do parku by na szybko zjeść kanapkę i wypić kolejną kawę i wtedy to właśnie zauważałem moich rówieśników jak zabiegani za swoimi dziećmi śmieją się głośno i odczuwałem dojmujący smutek, że ja tak nie potrafię? A gdybym wam powiedział, że jednym z powodów, dla których tak dużo pracuję jest ucieczka od moich własnych dzieci. Wolę zrobić kilka stówek przelewu więcej miesięcznie niż spotkać się z dziećmi o których niewiele wiem i którzy za bardzo przypominają mnie z tego okresu, gdzie próbowałem określić się jako człowiek. I z tego okresu, w którym przede wszystkim uświadomiłem sobie, że muszę ubrać maskę by ukryć swoje słabości. 
Tato - a co gdybym ci powiedział, że wtedy gdy oświadczyłeś, że nas opuszczasz poczułem, że część mnie umarła bezpowrotnie. Po waszym rozstaniu czułem się tak bardzo nieważny, że nie umiem tego określić. Gdy mowiłeś "Postanowiliśmy się rozstać" w moich uszach dudniło: " Postanowiłem przestać Cie kochać". Dziś mam 3 lat i dudni tak samo mocno. Chyba dlatego tak często zmieniam partnerki. Nie umiem kochać. Rzucam je zanim one powiedzą: " Postanowiłam Cię przestać kochać".
Mamo - a gdybym Tobie powiedział, że twój dojmujący smutek był tak zaraźliwy, że zaraził i mnie? Nie umiałem być szczęśliwy gdy widziałem smutek w Twoich oczach. Tu uciekałaś w wirtualną rzeczywistość, a ja stałem z boku w tej realnej dużo bardziej bolesnej. Szarość dnia codziennego sprawiła że szukałem pocieszenia w innych ramionach. Dlatego wcześnie zostałem ojcem. Dziś moje dzieci mają 10 i 12 lat. One czasem czasem zapytają dlaczego nie spędzam z nimi czasu, ale ja nie umiem. Gdy mój syn wtulił się ostatnio w moje ramiona nawet go nie przytuliłem. Czułem się dziwnie nieswojo. Dowiedziałem się, że ma problemy w szkole i jakaś grupa chłopców go prześladuje. Nie umiem mu pomóc. Musi stać się silny. Tak jak i ja kiedyś. 
Zasialiście ziarno, które wykiełkowało, a teraz się rozgałęzia niczym zatrute drzewo.
A gdybym Ci powiedział tato, że jedyne o czym marzyłem w dzieciństwie to nie twoje drogie zabawki, a wspólna wyprawa pod namiot. I rozpalenie ogniska. I pieczenie kiełbasek.
A gdybym tobie mamo powiedział, że gdy wychodziłaś po raz kolejny spotkać się z twoimi przyjaciółkami ja potrzebowałem porady, bo rzuciła mnie dziewczyna i  nie wiedziałem jak się zachować. 
A gdybym wam powiedział, że w waszych ramionach zawierał się mój cały świat i wy mi go tak beznamiętnie wyrwaliście zostawiając w zamian pustkę, której nigdy nie wypełniłem. Jestem już dużym człowiekiem i potrafię zrozumieć, że nie wszystko w życiu układa się tak jak powinno. Umiem zrozumieć, że czasem ludzie muszą się rozstać by móc żyć dalej. Jedyne czego nie umiem zrozumieć to to dlaczego zabierając waszą miłość od siebie wyrwaliście też moją część.
I dlaczego już później nigdy nie patrzeliście w moje oczy. Tam skrywała się tajemnica zawierająca więcej niż tysiąc listów.

Wasz syn


Niereligijny

Męczą mnie ostatnio tematy religijne. Pod różnymi wpływami postanowiłem skrobnąć kilka słów. Jest to opinia, którą chciałbym wyrazić i podzielić się z czytelnikami mojego bloga aby przede wszystkim móc zrozumieć pewne rzeczy, których zrozumieć mimo usilnych starań nie umiem. Może będzie to również wstęp do jakiejś dłuższej dyskusji.

...

Iskrą zapalną do napisania dzisiejszego postu była informacja na którą natknąłem się przypadkowo w serwisie informacyjnym. Oto właśnie pewne miasto podjęło uchwałę, aby zawierzyć miasto Maryji Królowej Polski. Początkowo myślałem, że jest to jednak jakiś żart i nie do końca wierząc w tytuł postanowiłem zatopić się w tekst. I rzeczywiście coś takiego nastąpiło.

Początkowo zacząłem zastanawiać się w jakim celu może rada miasta podjąć taką uchwałę. Co ma natąpić po podjęciu tejże uchwały. Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że jest to jednak manifestacja religijna.

Żeby była jasność - nie mam problemu z ludźmi pragnącymi wyrażać się poprzez swoją duchowość. Cenię jednak ludzi uduchowionych, którzy nie narzucają natrętnie swojej duchowości wszystkim wszem i wobec. Myślę, że duchowość nie jest wielbicielką tłumów. Jest integralną częścią każdego człowieka, kóry powinien swoją duchowość traktować w sposób intymny. Jeśli potrzeba duchowości rzeczywiście jest w naszym życiu niezbędna. Myślę, że nie każdy musi takową potrzebę posiadać.

I tutaj pojawia się problem, wobec którego nie umiem przejść obojętnie. Rada miasta wybrana przez większość mieszkańców narzuca swoją wolę religijną całej reszcie. Rada miasta, która dodajmy została wybrana po to by zarządzać miastem. Nie jestem w stanie pomyśleć o chociażby jednym przepisie, który mówi o tym, że rada miasta decyduje o religijnym kursie mieszkańców. Jeśli będziemy podążali tym tokiem myślenia, to niestety ale niewiele będzie nas różnić od krajów, z których często drwimy, że przedkładają religię ponad wszystko.

Jeśli odnosimy się już do religii katolickiej to o ile dobrze pamiętam w Biblii jest napisane:  „Oddajcie tedy, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co jest bożego Bogu.” (Mt 22, 21).

...

Jak już napisałem wcześniej spotkałem w swoim życiu kilka osób, które mógłbym określić mianem "uduchowiona". Był taki jeden ksiądz w szkole średniej - Piotr. Był przede wszystkim człowiekiem. Ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. Nie był nad. Był między. Nie zakazywał. Pytał. A pytania umiał zadawać ciekawe. Przede wszystkim utkwiła mi w pamięć jego ostatnia lekcja z nami (wyjeżdżał na misję do Meksyku). 45 minut podczas, których przekazywał on 30 osobom coś ważnego. Przez te 45 minut nikt nie odezwał się słowem. Kompletna cisza i tylko jego wywód. Gdy zabrzmiał dzwonek się nie ruszył. 

... 

Noszę się z pytaniami, na które nie umię sobie odpowiedzieć. Dlaczego ludzkość, która dojrzewa i się rozwija cały czas musi uciekać w religię? Dlaczego wszystko musimy tłumaczyć sobie religią? Dlaczego musimy zawierzać swoje miasta postaciom religijnym? Gdybym był złośliwym zapytałbym włodarzy miasta, którego przez grzeczność nazwy nie wymienię, czy są oni niewystarczająco kompetentni do sprawowania włady im powierzonej? Czy może liczą na to, że manna spadnie z nieba?

Nasze życie to niesamowita ilość odcinków, które musimy pokonać. Od tego jakie decyzje podejmujemy zależy w którym kierunku ta droga się rozgałęzia. Mamy wolną wolę i samoświadomość decydowania.  Jeśli coś jest dla nas niezrozumiałe to powinniśmy dążyć do zgłebienia wiedzy, dzięki której będziemy mogli zrozumieć. 

Nie chcę i nie umiem ograniczyć wszechoceanu ciekawości by poznać naturę i istotę świata, który mnie otacza. Nie umiem dobrowolnie założyć sobie klapek na oczy, by widzieć jedynie drogę prosto przede mną. Pragnę szerokiego spektrum. 

...

Przyznam szczerze, że wielki wpływ na moje dociekania natury filozoficzno religijnej miał mój starszy syn. 

Będąc dzieckiem zostałem wychowany w pewnej kulturze, która odcisnęła piętno na moim myśleniu czy tego chciałem czy nie. Człowiekowi ciekawemu świata mającemu pytającą naturę nie jest łatwo w otoczeniu, gdzie stosuje się zasadę: "Ciekawość to pierwszy stopień do piekła".  Jeśli wpajasz coś dziecku od momentu narodzin i w pewnym momencie ten młody człowiek zauważa pewne nieścisłości jest mu trudniej, gdyż musi przede wszystim zastanowić się czy aby fundament na którym został zbudowany dom jego wartości i wierzeń jest na pewno odporny na wszystkie ewentualności.

A więc gdy mój starszy syn zadał mi pytanie dotyczące religii i oczekiwał odpowiedzi podjąłem ważną decyzję. Być może jedną z najważniejszych jakie dane mi bedzie podjąć w życiu. 

Postanowiłem, że go nie okłamię.

środa, 3 października 2018

Październikowo

Nie wiem, gdzie mi wrzesień uciekł. Naprawdę. Dopiero, co lato się kończyło i nastąpił przyjemny wrzesień, tymczasem za oknem coraz zimniej, coraz ciemniej.
O bieganiu nie piszę, bo nie zrobiłem stówy. No ba.
Miałem ostatnio pewien pomysł na wpis.
Otóż bodajże w Danii otworzona została szkoła, która nie uczy dzieci różnic w płci. To znaczy np. toalety są wspólne, dzieciom nie są powierzane zadania, które są typowe dla ich wieku i płci, aby mogły się same odnaleźć. Nie będę przytaczał artykułu, bo niestety go nie zachowałem, ale ciekawe byłoby go jeszcze raz przeczytać. No i tak w związku z tym miałem kilka przemyśleń, które mam nadzieję wiernie odzwierciedlę.
Zdaje mi się, że społeczeństwo XXI wieku w państwach rozwiniętych brnie w jakąś przepaść politycznej poprawności. Nie chcę zabrzmieć jak prawicowy moralista, ponieważ po pierwsze primo nigdy nie utożsamiałem się w wartościami prawicowymi, a po drugie primo wyrosłem już z szufladkowania moich przemyśleń. Dochodzę jednak do wniosku, że zbliżamy się do jakiegoś punktu zwrotnego w historii naszej cywilizacji. Próba zamazania płciowości w nauczaniu dzieci jest wg mnie próbą zaklinania rzeczywistości.
Różnice są dobre. Inny, nie znaczy gorszy.
Dziwne to. Miałem na ten temat troszkę więcej przemyśleń, ale jakoś uleciały.
...
Mówi się, że jesień to pora umierania. Dla mnie to pora najciekawszych przemyśleń. Problem mam z tym jednak taki, że to również pora zamyśleń i o ile pierwsze jest płodne to drugie potrafi czasem zniszczyć owoce tego pierwszego.
...
Na "Kler" uderzam. Może jakiś komentarz wrzucę po obejrzeniu. Ciekawe, czy wywołuje tyle emocji w debacie publicznej z racji bycia dobrym filmem, czy po prostu nasze wszechogarnięte władzą kleru społeczeństwo uważa, że  sam pomysł nakręcenia filmu o patologiach w kościele jest szaleństwem i wszyscy uderzają zobaczyć efekt tego szaleństwa. Swoją drogą Smarzowski powinien kłaniać się wpas całej prawej stronie przestrzeni społeczno-politycznej za zachęcanie do obejrzenai filmu :-)
...
Muzycznie - odkurzam ostatnio Kreator. Nic tak nie stawia na nogi z rana jak mocna kawa i garść niemieckiego trash metalu. Kiedyś najważniejsza była muza. Dziś poczytuję sobie teksty i doceniam ich ponadczasowość.
...
I jeszcze jedno. taka mała porada na sam koniec. Jesteś rodzicem? Dziś koniecznie usiądź ze swoim dzieckiem i porozmawiaj. Wyjdź na spacer. Do parku, albo gdziekolwiek. Spędź z nim (nią) czas. Zainteresuj się. Spójrz głęboko w oczy swego dziecka - tam, za tymi dwoma znakami zapytania czai się człowiek. Nie dziecko. Człowiek. Taki sam jak ja i ty. Tyle tylko, że ono swój świat buduje. I ty możesz mu w tym pomóc. Pokaż mu to co najpiękniejsze.
Wczoraj na spacerze z Piotrusiem widziałem jak zafascynowany patrzy na konary drzew. Jak my dorośli mało widzimy.

niedziela, 9 września 2018

Wrześniowo

Witam.

Jesień zaczyna niemiłosiernie dobijać się do drzwi. Zazwyczaj był to dla mnie owocny okres jeśli chodzi o pisanie, więc może powstanie kilka wpisów więcej niż latem.

Postanowiłem mocno rozpocząć wrzesień. W sensie biegowym. Na planach jak na razie się skończyło. 31 sierpnia po dwumiesięcznej przerwie zarzuciłem 12. W kolanie poczułem, że trzeba zrobić to powoli. 1 września zamiast piąteczki była dycha. Tylko, że tym razem kolano odezwało się mocniej. I dlatego plany się szybciutko zweryfikowały. Stówki nie dam chyba rady, chociaż jak mówią "nie takie rzeczy ze szwagrem robilim"  ;-)
Na razie od czasu do czasu jest orbitrek. Taki nowy - wersja "Rzeźnik". Ma dwudziestostopniową skalę. Przy dwunastej skali czuć w nogach każdą minutę.

Olivierski zaczął szkołę. Tutaj spotkała mnie pierwsza inspiracja do napisania tego posta. Tak już mam, że lubię obserwować co się wokół dzieje, a już w szczególności zachowania ludzi. No i tak sobie odprowadzam Oliviera do szkoły razem z młodszym i przy okazji rozmowy zauważam, że przed Olivierem stoi jego kolega z matką, która utopiła się w wirtualnej rzeczywistości swojego kilkucalowego przyjaciela marki mi nieznanej, czyli telefonu. Miałem okazję obserwować jej zachowanie już kilka razy. Jest przykładem nałogu technologicznego w pełnej krasie. Kiedyś obserwowałem jak odprowadzała swojego syna do szkoły i przez całą drogę (!) była wpatrzona w telefon. I za każdym razem kiedy ją widziałem zachowywała się tak samo. Żal mi jej dziecka. Czasem widzę jak z utęsknieniem wypatruje wzroku swojej matki, którego nie może napotkać. Zastanawiam się jak bardzo wpłynie to na jego dorosłe życie. Czy będzie umiał budować relacje ze swoim dzieckiem. Ciekawe, acz smutne zagadnienie. Swoją drogą wielu znam ludzi dla których ważniejsze jest gra na telefonie niż ich własne dziecko. Dziecko wzbudza niecierpliwość, ponieważ trzeba się nim zająć. Najsmutniejsze kiedy rodzice traktują swoje małe pociechy jak przedmioty. Nie masz prawa mówić, nie masz prawa się buntować, nie masz prawa być ciekawym świata. Masz prawo się zamknąć i mi nie przeszkadzać, bo muszę pograć na facebooku, wstawić nowe komentarze i zdjęcia, które ukazują jak bardzo jestem szczęśliwy(a) w moim życiu, choćby miała to być wierutna bzdura. Razem z Tobą kochane dziecko zamieszczę zdjęcie, które nijak oddaje rzeczywistość.
Nie umiem zrozumieć, tego że nie wszyscy rozumieją, że dzieci są naszą inwestycją. Kiedyś one będą dorosłymi. I jak nam wtedy odpłacą za traktowanie ich?

W polityce dalej pajdokracja, więc nie ma zbyt wielu tematów do komentowania. Polska polityka ośmiesza samą siebie, więc nie muszę jej pogrążać moimi opiniami.

Od wczoraj na muzycznej tapecie jest Dies Irae. Świetna polska kapela. Death Metal na wyżynach z nieodżałowanym Docentem na bębnach. Polecam na jesienną chandrę.

\m/