sobota, 31 grudnia 2016

Na pożegnanie roku

nam się stary 2016 rok, więc chciałbym i ja w moim skromnym miejscu poświęcić mu kilka zdań podsumowania.

Jaki był?

2016 rok na pewno charakteryzował się nieprzewidywalnością. Przede wszystkim w świecie dużej polityki. Do głosu coraz głośniej dochodzą nacjonalizmy. Znalazły sobie podatny grunt na fali społecznego niezadowolenia spowodowanego kryzysem migracyjnym, przetaczającą się falą ekstremizmów oraz nijakością rządzących w podejmowaniu decyzji (lub może raczej braku ich podejmowania). Wydaje mi się, że wiele z tych nacjonalizmów charakteryzuje się prostym populizmem. Nie wróży to dobrze na przyszłość. Dwa najważniejsze wydarzenia tego roku w obszarze makro to moim zdaniem Brexit i wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. O ile w pierwszym przypadku nie jestem do końca przekonany jaki będzie końcowy efekt decyzji podjętej przez brytyjczyków (być może wbrew zapowiedziom linii przyjętęj przez Brukselę może okazać się że Wielka Brytania wcale nie ucierpi na wyjściu ze wspólnoty a może i właśnie przeciera szlaki kolejnym państwom i oto jesteśmy świadkami zmiany kształtu Unii jaką do tej pory znaliśmy) o tyle w drugim przypadku wnioskuję, że wybór celebryty na prezydenta takiego kraju jakim są Stany Zjednoczone w sposób znaczny odbije się na bezpieczeństwie ogólnoświatowym. Jego zapowiedzi dotyczące polityki zagranicznej napawają może już nie strachem co przerażeniem. Jeśli dojdzie do wojny handlowej z Chinami, to może być to ekonomiczne tsunami, którego efektem będzie upadek dolara i zmiana całego systemu monetarnego. Jeśli USA będą dążyły do obrony swojej waluty za wszelką cenę, to widzę tylko jeden sposób i jest nim konflikt na skalę światową. Mamy w Europie względny spokój (przynajmniej w większej części Europy - wyjątkiem może być Ukraina) od dłuższego czasu. Biorąc pod uwagę historię naszego kontynentu spokój ten trwa zaledwie chwilkę - my jednak zdążyliśmy się do niego przyzwyczaić. Taki efekt pamięci pokolenia. Moje pokolenia jest pierwszym, które nie zaznało zniewolenia, wojny, represji. Przeraża mnie jak szybko się do takiego stanu przyzwyczailiśmy. Nasza świadomość historii powinna być jak blizna po głębokiej ranie - niby się zagoiła, niby nie boli, ale samo spojrzenie na nią przywołuje dreszcze. Szkoda, że tak nie jest.
2016 rok na naszym politycznym podwórku również był nie tyle rokiem nieprzewidywalnym co może nieobliczalnym. Po wygranej PiS-u spodziewać się można było szybkich zmian, gdzie to tylko możliwe. I tak zaczęło się od paraliżu Trybunału Konstytucyjnego, którego statusu do dziś nie jestem pewien. Zmiany nadążały tak szybko i wprowadzały tyle chaosu, że mam usilne wrażenie, że wielu obywateli nie wie już czy to co jest stanowione jest prawem, czy bezprawiem. PiS jest wg mnie partią autorytarną, lecz taka jest i ani ja ani nikt inny (prócz władz partii) nie jest w stanie tego zmienić. To, że partia ta została wybrana do sprawowania rządu jest wolą obywateli i trzeba to uszanować. Nie mogę się jednak zgadzać na brak szacunku do tej części społeczeństwa, która na PiS nie głosowała (czyli większości obywateli kraju). Rządzący mają obowiązek reprezentowania całego społeczeństwa, nie jego części. Być może i PiS do tego dojrzeje, bo na razie w mojej opinii tak się nie stało.
Największym szokiem schyłku 2016 roku nie jest dla mnie żadne z działań partii rządzącej (na przekór :-). Największym szokiem jest dla mnie fakt, że obecna opozycja sama nie dojrzała do roli opozycji. O ile poglądy PiS na różne sprawy są znane wszystkim a ich działania nie stanowią zaskoczenia, ponieważ konsekwentnie dążą do osiągnięcia swoich założeń (czy się z nimi nie zgadzamy czy nie) to kompletnie nie rozumiem o co może chodzić opozycji, gdy z jednej strony mamy komentarze sugerujące, że może nam grozić drugi Majdan w Polsce, a z drugiej posłów deklamujący wierszyki i śpiewających piosenki w odezwie na słowa J.Kaczyńskiego o "puczu" w Polsce.
Przypomnę tylko, że na Ukrainie zginęli ludzie, a opozycja nie recytowała kpiarskich wierszy z mównicy sejmowej.
Kolejny z kolei szef partii opozycyjnej wzywa do przyśpieszonych wyborów w momencie, gdy partia rządząca zyskuje większą przewagę nad resztą niż w dniu wyborów. Po co???
Podsumowując - moim największym marzeniem jeśli chodzi o politykę naszego kraju jest by wyrosła nam poważna opozycja, która będzie umiała wziąć na siebie odpowiedzialność za losy 40 milionowego kraju. Reszcie polecam kącik poetycki, tudzież Mam Talent.

W skali mikro...
Dowiedziałem się, że po raz kolejny zostanę tatą, więc w życiu prywatnym same rewelacyjne wieści.
Z utęsknieniem czekamy na kolejnego członka rodziny.
Olivier wspina się po szczeblach ciekawości świata i jego "a dlaczego" lub "a co to znaczy" na stałe zagościło już do repertuaru naszych konwersacji. Przyznaję, że bardzo lubię te pytania, ponieważ pozwalają wzbudzić ciekawość. Gdzieś po drodze do naszej dorosłości gubimy naturalną ciekawość świata i zastępuje ją przyzwyczajenie. "Dlaczego tak jest" - "bo tak już jest". Dziecięce pytania są defibrylatorem tej ciekawości. Czasem mogą ją przywrócić do życia :-)

To po krótce byłoby na tyle. Pewnie w życiu każdego było wiele momentów ciekawych - tych lepszych i gorszych.
Z okazji nadchodzącego 2017 roku, życzę by był on wypełniony świadomością, dozą niepewności - poddawajmy w wątpliwość wszelakie niewątpliwości, by pełniej zrozumieć świat, zrozumieniem dla drugiego człowieka - niech empatia nie zostanie zapomnianym słowem gdzieś w słowniku. Pokoju. Wiary w siebie, która nie jest pychą.

Cheers

środa, 7 grudnia 2016

Vox Populi, Vox Dei

Od pewnego czasu obserwuję miłościwie nam panujących i nie mogę się nadziwić. Zadziwia mnie (choć po części i rozumiem) ekspresowe tempo wprowadzania zmian w naszej pięknej ojczyźnie. Debata nad jednym tematem nie zdąży ukończyć wprowadzania a za chwilę mamy już kolejne pomysły, które ekspresowo trzeba wcielić w życie.
Jedne pomysły są śmieszne bardziej, inne mniej. Jedne są dobre, inne nie. Mam własne zdanie co do treści tychże pomysłów. Staram się być wstrzemięźliwy w swoich ocenach, jednak czasem moje zdrowie psychiczne wymaga ode mnie, żeby na pewne sprawy nie zostać obojętnym.
Zresztą zawsze uważałem, że elementarna przyzwoitość wymaga od nas by stać twardo przy swoich poglądach. Tym niemniej staram się z szacunkiem wysłuchać poglądów interlokutora.
Od czego by tu zacząć? Może od sprawy, która mnie uderzyła najbardziej.

Ustawa na temat zgromadzeń - jaką pychą musi charakteryzować się władza, która sobie samej daje pierwszeństwo w organizowaniu zgromadzeń przed społeczeństwem? Wolność zgromadzeń jest niezbywalną wartością każdego wolnego społeczeństwa. Władza nigdy nie powinna sama sobie dawać mandatu do pierwszeństwa w tym temacie, ponieważ władza zawsze będzie reprezentantem pewnej części społeczeństwa. Nie jest ważne jakiej. Rząd ma przede wszystkim moralny obowiązek reprezentować społeczeństwo w całości, nie jego część. Uważam ustawę którą przyjął sejm za uderzającą w demokrację.

Ustawa dezubekizacyjna - nie jestem do końca w stanie zrozumieć na jakich zasadach ma funkcjonować ta ustawa. Nie jestem również do końca pewien w jaki sposób ma przywrócić ona wiarę w sprawiedliwość społeczną. Dajmy na ten przykład strażaka, który rozpoczynał pracę w latach 80-tych. Nie umiem zrozumieć w jaki sposób praca strażaka jest tożsama z pracą dla aparatu opresji. Inna władza wtedy nie istniała. Czy miłościwie nam panujący chcą w ten sposób wyrazić swą dezaprobatę dla ratowania życia obywateli Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej lub ich mienia. Wg mnie jest to błędna logika.

Precz z komuną - gdy z mównicy sejmowej słowa te padają z ust człowieka, który aparat opresji reprezentował, lecz nie dla ratowania życia lub mienia obywateli Polski Rzeczpospolitej Ludowej, lecz aby reprezentować władzę ludową przed sądem jako prokurator - zastanawiam się w jakim świecie ja żyję. Czy jest to tylko moje wrażenie, czy jest tu coś wyraźnie nie na miejscu. Czy może jest to znak czasu, że osoby, które walczyły o wolność są dziś poniżane, a ci, którzy stali po stronie opresji stawiani są za wzór patriotycznej postawy.

Reforma szkolna - tutaj rząd zachowuje się jak wzorowy strateg, Na pewno wykazano się w tym przypadku dalekowzrocznością. Plan ten jest wg mnie obliczony na kolejnych 20 i więcej lat. Zabierając się za szkoły rząd dąży do wyeliminowania elementów nauczania nie przystających do ideologii. Powolutku zastępowane będą postacie historyczne. Potrzeba tylko jednego pokolenia, by przeindoktrynować społeczeństwo. Reforma szkolnictwa to nic innego jak wychowywanie nowych obywateli (wg jak już wcześniej wspomniałem jedynej słusznej ideologii).

"Jeśli ktoś ma pieniądze, to znaczy, że skądś je ma" - nie dalej jak kilka dni temu czytałem na temat projektu nowelizacji kodeksu karnego, który to przewiduje zniesienie całkowite tajemnicy bankowej między innymi. Co więcej służby nie będą potrzebowały zgody sądowej do zaglądania w naszą korespondencję lub konta bankowe, a nawet będą mogły całkowicie zająć mienie w przypadku którego istnieje podejrzenie, że zostało ono zdobyte w wyniku "nieuczciwego pozyskania". Do podejrzenia takiego można również zaliczyć mienie na które nie posiadamy dowodów na pozyskanie. Myślę, że o ile nowelizacja wejdzie w życie odpływ kapitału z polskich banków będzie widoczny bardzo szybko. Będzie również znaczący.

Przy tych wszystkich niemądrych decyzjach jest jednak jeszcze coś w swej istocie przerażającego. Od kilkunastu już lat obserwujemy szczucie społeczeństwa. Decydenci z Wiejskiej stosują najbardziej podłą i brutalną wersję zdobywania wyborców a mianowicie polaryzację poglądów politycznych. Dzielenie społeczeństwa. MY - WY. Nie ma nic pomiędzy. Kiedy rozmawiam z rożnymi ludźmi na tematy polityczne to naprawdę nie umiem pojąć na jak szeroką skalę jest to działanie zakrojone. Społeczeństwo nie jest już w stanie wyobrazić sobie bezkonfliktowej debaty. Na tej wojnie nie bierze się jeńców a krew leje się strumieniami.
Boję się, że pewnego dnia dojdzie do momentu, kiedy agresja słowna już nie wystarczy. Dojdzie do przelewu krwi. Przeraziły mnie słowa pana Waldemara Bonkowskiego, który stwierdzając przy okazji debaty na temat ustawy o zgromadzeniach, że może rzeczywiście warto na dzień znieść minimum 100 metrów rozdziału zgromadzeń by wszyscy mogli spotkać się na ubitym polu (w domyśle oponenci prezentujący odmienne opinie) i byśmy mieli w Polsce spokój na 50 lat. Rozumiem, że w ten sposób chciał podkreślić potrzebę rozdziału rożnego rodzaju manifestacji, lecz dotychczas funkcjonujące prawo jakoś nie dopuściło do fizycznych konfrontacji, więc nie widzę potrzeby jego nowelizacji. Słowa te wg mnie wskazują na to, że politycy nie widzą już szansy na jakiekolwiek porozumienia. Hejt zaszedł już tak daleko, że trudno to opanować.
Chciałbym by ten wpis przeczytali nasi posłowie - powiedziałbym im wtedy jako obywatel, że polityczną jak i moralną odpowiedzialność za to co się stanie w naszym kraju z tak bardzo podzielonym społeczeństwem ponoszą przede wszystkim oni. I nie chcę być źle zrozumianym. Myślę tu o przedstawicielach każdej opcji politycznej.

środa, 30 listopada 2016

Milcząca zagadka

Spodziewając się pojawienia się "zielonych ludzików" w przesmyku suwalskim lub wręcz prewencyjnego ataku nuklearnego ze strony rosyjskiego najeźdźcy umknęło nam gdzieś między wierszami, że hybrydowy atak następuje z drugiej strony.
Amerykański dyktat postanowił pogrzebać na naszych kontach bankowych, za przyzwoleniem rządu zresztą. Więc umowa FATCA zobowiązuje mnie do złożenia deklaracji obcemu państwu, ponieważ jeśli tego nie zrobię moje środki zostaną zablokowane.
Już sam fakt "przymusu" posiadania konta bankowego budził we mnie zgrozę kilkanaście lat temu. Żeby dostawać wynagrodzenie za moją ciężką pracę, MUSZĘ najpierw środki te udostępnić bankowi, który to będzie miał okazję pomnażania swoich bogactw (teoretycznie - lista  dóbr na planecie jest ograniczona, więc pompowanie bogactwa na kontach odbywa za pomocą tworzenia iluzorycznego bogactwa, które w okresie krachu zostaje zweryfikowane i aby utrzymać gospodarkę w ryzach rachunek do zapłacenia zostaje dla najbiedniejszych)
Kiedy się bliżej przypatrzeć całemu naszemu parciu ku zachodniemu modelowi gospodarczego rozwoju to zauważyć można, że tak naprawdę, że Unia Europejska dąży do utworzenia Gsopodarki Centralnie Planowanej. Nigdy specjalnie nie zagłębiałem się w temat limitów połowów ryb na ten przykłąd, lecz tak wg mnie nie o środowisko idzie tu gra.
Rząd wtyka swoje paluchy w każdy aspekt naszego życia. Nowoczesna bankowość jest narzędziem w rękach władzy do totalnej kontroli obywatela. Osobiście myślę, że jesteśmy w przededniu upadku systemu opartego na dolarze, i to co 72 lata temu zostało ustalone w Bretton Woods za kilka, kilkanaście lat będzie jedynie wspomnieniem.
Aby zobrazować to lepiej nazwę wspomniany system narkomanem, którego organizm na tyle jest zniszczony narkotykiem w postaci pieniądza, że by móc w stanie funkcjonować potrzebuje coraz to mocniejszych dawek. Bankierzy w kooperacji z bankami centralnymi odgrywają tutaj rolę dilerów.
W 2008 roku nasz narkoman miał zapaść, dostał dużą dawkę. Przy kolejnej zapaści będzie potrzebował większej dawki. Pytanie czy będzie to "złoty strzał" pozostaje aktualne z całą swą brutalnością.
Dajemy się zbyt łatwo oszukiwać. Wystarczą nam słowa, by czuć się bezpiecznie, Słowa o zabezpieczeniu przez państwo nas w przypadku niepowodzenia (niewydolności) systemu. Mamy gwarancje depozytów bankowych, które są mniej warte niż papier na którym zostały spisane. Zostały ustanowione przede wszystkim po to by uspokoić społeczeństwo i w nadzieji, że nie nastąpi w bankowości efekt domina. Niestety w dzisiejszej bankowości jest jak w sieci internetowej - wystarczy jeden zainfekowany komputer by miliony gospodarstw na całym świecie zostały zainfekowane. Globalizacja w najmniej atrakcyjnej formie. Gdyby każdy obywatel Polski dajmy na to miał wypłacić całość gwarantowanej sumy (wiem - skrajny przykład), to drukarnie w mennicy państwowej by nie nadążały.
Powołując się na wyniki PKW z 2015 roku w Polsce upoważnionych do głosowania było 30 629 150 osób. Niech każdy posiada konto bankow. Gwarancja depozytów wynosi do 100,000 euro w złotych. Przy obecnym kursie to ponad 443 000zł. Pomnóżmy przez 30 629 150 obywateli. Daje nam to kwotę 13 bilionów (!!!) 568 miliardów 713 milionów i 450 tysięcy złotych. Roczny budżet kraju to 525,9 miliarda w 2013 roku. Pokazuje to skalę głupoty tychże gwarancji.
Oczywiście nie każdy Kowalski posiada 473 000zł oszczędności. Biorąc pod uwagę samych milionerów dolarowych państwo musiało by zapłacić 1% PKB a osób posiadających pół miliona jest znacznie więcej. Wg portalu rynekpracy.pl w 2014 roku osób zarabiających powyżej 85 000zł rocznie było w Polsce 786, 000.
O tym jak bardzo niedorzeczne są gwarancje depozytów bankowych niech świadczą 2 zdarzenia z niedalekiej przeszłości: Grecja w zeszłym roku i Cypr w 2013. Mamy niby gwarantowane 100 000 euro, jednak w sytuacji podbramkowej władza nie cofnie się przed niczym. Mamy przecież do czynienia z prawodawcą, które to co dziś jest bezprawiem jutro prawnie usankcjonuje.
Gatunek ludzki jest już chyba tak skonstruowany w swej skomplikowanej strukturze psychologicznej, że odsuwa od siebie, to co niewygodne. Gdy uświadamiamy sobie, że jeden z elementów tej skomplikowanej układanki nie pasuje do reszty, wolimy wierzyć w zapewnienia, że cała układanka jest ułomna a i może nasze jej widzenie, zamiast odrzucić niepasujący element. Wolimy wierzyć w wygodne mary niż przygotowywać się do niewygodnej rzeczywistości.
Podejrzewam, że nikt z was drodzy czytelnicy nie pozwoliłby prowadzić swojego samochodu osobie, która niedowidzi. Tymczasem takim właśnie osobom dajemy właśnie konstruować rzeczywistość naszego jutra.
***
Kreator nagrał niedawno taki kawałek pod tytułem Civilisation Collapse. Niechaj nie będzie to ponure preludium.

poniedziałek, 3 października 2016

Prawo samodecydowania o sobie - czarny protest




No dobra. Nie lubię udzielać się w sprawach, które moim zdaniem są sztucznie podsycane przez media by przykryć zdarzenia, które dzieją się gdzieś tam poza medialnym horyzontem.
Jeśli jednak chodzi o prawo do aborcji wyrażę swoje zdanie.
Z racji pewnie mojej lewicowej wrażliwości (lub jak prawdziwi patrioci wolą - lewackiej) mogę stanąć w tej kwestii tylko po jednej stronie. Po stronie ma się rozumieć kobiet, którym odmawia się prawa do decydowania o sobie. Obrońcy życia zrazu pośpieszą  z ciętą ripostą jak to decydowania o sobie? Jeśli kobieta jest w ciąży prawo powinno bronić życia nienarodzonego. Wobec tego mamy matkę i dziecko będące w konflikcie?
Zacznijmy od początku.
Jestem za pozostawieniem obecnej ustawy w takim kształcie w jaki została ona wypracowana lat temu naście. Nie powinniśmy zmieniać czegoś co zostało wypracowane na mocy porozumienia osiągniętego przez reprezentacje różnych poglądów.
To co ostatnimi czasy obserwowałem w debacie publicznej sprowadza się do przerzucania się argumentami skrajnymi. Kolega nawet zapytał mnie czy chcę by w Polsce było tak jak w Wielkiej Brytanii gdzie nastolatka zapisuje się na skrobankę "po udanym weekendzie".
Nie, nie chcę tego. Nie chcę również by kobieta mająca wybór śmierć lub urodzenie dziecka musiała wybierać śmierć. Nie chcę również by musiała urodzić dziecko , którego życie będzie pasmem cierpień jeśli choruje na nieuleczalną chorobę.
Obrońcy życia powinni raczej nazwać się obrońcami porodu, ponieważ wraz z porodem kończy się ich zainteresowanie życiem. Do momentu, gdy dziecko się urodzi mamy do czynienia z nagonką na matkę, która śmie choćby myśleć o aborcji. Po pojawieniu się dziecka na świecie obrońcy porodu znikają jak mgła.
Kościół rozumiem, że musi przyjąć taką a nie inną postawę ponieważ nie ma innego wyjścia. Niewielu wszak księży miało problem z porodem. Chociaż podejrzewam, że inne byłoby podejście do drażliwych społecznie tematów gdyby księża przynajmniej zakładali rodziny. Nigdy nie mogłem pojąć jak można komuś mówić jak powinno wyglądać życie rodzinne samemu rodziny nie posiadając. w moich oczach niejako dyskredytuje to księży. To tak jakbym uczył kogoś jeździć samochodem nie posiadając prawa jazdy.
Wracając do meritum - uważam, że przyjecie przez sejm projektu na temat całkowitego zakazu aborcji byłoby tyle nieludzkim co nikczemnym zachowaniem.

Rodzicielstwo część 1

Zauważyłem, że dość mało wpisów poświęciłem, temu co w moim życiu zdaje się być najciekawsze, mianowicie rodzicielstwu. Pisałem coś tam ogólnikowo, ale postanowiłem od czasu do czasu podzielić się swoimi przeżyciami i przemyśleniami na ten temat.
Olivierski ma już 4 lata, a ja każdego praktycznie dnia odkrywam świat na nowo razem z nim. Pewnie już gdzieś to kiedyś napisałem, ale powtórzę się, bo jest warte powtórzenia - dzieci pozwalają nam zdjąć klapki z oczu i ujrzeć świat raz jeszcze. O ile tylko im na to pozwolimy.
W konstrukcji  świata jakim go znamy nie jest to takie proste. Wszechobecny pośpiech sprawia, że często nie zauważamy jak czas nam umyka. Dzieci pozwalają nam sobie uświadomić upływający czas, lub wręcz są jego wizualizacją.
Dlatego też staram się spędzać czas z Olivierem. Mam świadomość, że czas dany nam na bycie razem jest ograniczony przez czynniki niekoniecznie ode mnie zależne takie jak np. jego dorastanie. To, że raczej nie będzie chciał większości spędzać czasu z emerytowanym tatusiem za 15 lat jest raczej pewne. Moja rola w tym aby miał ochotę wpaść czasem i pogadać. I teraz jest ten moment kiedy wypracowujemy naszą niepisaną umowę.
Świadome zrzekanie się czasu z dziećmi jest jak wypunktowanie w tej umowie zrzeczenia się prawa do występowania we wspomnieniach dziecka tak aby kiedyś miało ochotę powracać. Tak myślę,
Tymczasem każdy wypad do parku, do grania w piłkę lub ganiania się "w Benka" (Olivier nadał swoją, bardziej swojsko brzmiącą nazwę Berkowi). jest zachłanną chęcią pojawienia się w jak największej ilości fotografii jego wspomnień z czasów dzieciństwa. Mam nadzieję, że to właśnie zaprocentuje w przyszłości.
Kolejne spostrzeżenie. Pewnie każdy rodzic już to wie, ale warto o tym przypominać. Dzieci nie potrzebują wiele. Szczerze mówiąc dzieci nie potrzebują prawie nic prócz naszej uwagi i miłości. Reszta jest tylko dodatkiem, który może a nie musi być. Można wybulić stówę za dzień spędzony w super urządzonym miejscu, które ma zagwarantowane atrakcję każdego stopnia dla dzieci w każdym wieku, albo można po prostu wyskoczyć do parku i pozbierać kasztany. Frajda nawet większa, bo też i nie wiadomo na co można się podczas takiej wyprawy natknąć (prócz kasztanów ma się rozumieć).
Kolejna kwestią jest budowa poczucia niebezpieczeństwa. Poczucie bezpieczeństwa staramy się zapewnić każdego dnia i każdej godziny, ale równie ważne jest według mnie poczucie niebezpieczeństwa, lub zagrożenia. Dziecko, które czuje wokół bezpieczeństwo i nie ma zagrożeń, które to są eliminowane z jego odpowiednio wcześniej przez zatroskanych rodziców nie może nauczyć się jak w takie sytuacji należy sobie radzić. Czasem obserwuję zaskakujące pomysły mojego syna i o ile wiem, że przypłaci to być może jakimś zadrapaniem lub niewielkim wypadkiem celowo nie reaguję. Może i będę odsądzany od czci i wiary przez opiekuńczych rodziców, lecz taki jest mój pogląd na rozwój dziecka. Są rzecz jasna pewne granice, których nie pozwolę mu przekroczyć, są jednak one zdeterminowane przez różne czynniki, o których musiałbym pewnie pisać tygodniami a i tak nie wymieniłbym wszystkich. Na pewno nie pozwoliłbym mu na to by włożył kabel do gniazdka i sprawdzał językiem czy jest w nim prąd, co niewątpliwie sprawiło, że ja sam w wieku lat kilku nauczyłem się żeby przyjąć z góry założenie że w każdym gniazdku jest prąd ;-)




W całym tym naszym rodzicielstwie prócz tych spraw najważniejszych jest jeszcze jedna o której jeśli będziemy pamiętać pomoże nam uporządkować nasze priorytety i postawić czas spędzony z dzieckiem wysoko. Parafrazując poetę: "Śpieszmy się spędzać czas z dziećmi - tak szybko dorastają".




czwartek, 22 września 2016

Jeszcze Polska...

Od dłuższego czasu zastanawiam się dlaczego tak mało piszę na blogu politycznie pomimo tego, że władzę nad Wisłą władzę niepodzielnie sprawuje partia, która zawsze dawała mi tyle impulsów do pisania...
No cóż od czegoś trzeba zacząć. Nie będę się bawił w podsumowywanie rządów, ponieważ upłynął zbyt krótki czas. Przytoczę kilka faktów, które na mnie wywarły piorunujące wrażenie.

1. Trybunał Konstytucyjny
Z początku było to zabawne, że pomimo głosów zewsząd rząd (cokolwiek marionetkowy) podejmuje decyzję, że nie będzie publikował orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ jest to tylko opinia. Zabawne przestało dla mnie być gdy wiceminister sprawiedliwości próbuje nastraszyć sędzię ogłaszającą wyrok w jego sprawie.
Wydaje mi się, choć nie jestem ekspertem, że właśnie dlatego jest trójpodział władzy, aby nikomu sprawującemu władzę nie przyszło czasem do głowy, by sprawować ją totalnie.
Jeśli pozwolimy na to, by władza ustawodawcza miała kontrolę nad władzą sądowniczą to stworzymy całkiem nowy model państwa, niewiele mającego z demokracją wspólnego. Choć nie jestem zdania, że demokracja to najlepszy system, to jest on najlepszych z obecnie dostępnych.
Trzeba po prostu przeczekać i przy kolejnych wyborach tłumnie zjawić się przy urnach.

2. Rozdawnictwo
Obecnie rządzący przy każdej okazji oskarżali poprzednią ekipę o rozdawnictwo posad. Tymczasem dzieje się zupełnie to samo. Przykładem niechaj będzie wiceminister obrony, który bez niezbędnych kwalifikacji dostał świetnie płatną posadę w spółce skarbu państwa, z której zniknął tak szybko jak się pojawił, ponieważ statut tejże spółki stanowił o niezbędnych kwalifikacjach i wyższym wykształceniu, których ów nie posiadał.
Z ostatnich informacji wynika, że statut spółki został zmieniony...

3. Ekonomia
Kiedyś czytałem artykuł z którego wynikało, że w czasie ostatniego kryzysu ekonomicznego jedną z najbardziej ustabilizowanych gospodarek w Europie była Mołdawia. Minister Finansów Mołdawii poproszony o komentarz w tej sprawie istotnie potwierdził te przypuszczenia, dodał jednak, że jest to ten sam rodzaj stabilizacji, który panuje na cmentarzu...
Często sięgając tu i ówdzie po informacje dotyczące gospodarki Polski mam wrażenie, że miłościwie nam rządzący nie zdają sobie sprawy z wpływu globalnych czynników ekonomicznych na naszą gospodarkę. Lub inaczej - zdają się te fakty ignorować.
Nie chciałbym być tutaj źle zrozumiany - nie jestem w żadnym wypadku przekonany, że np. agencje ratingowe są sprawiedliwymi agencjami biorącymi pod uwagę wszystkie czynniki i na ich podstawie wydającymi oceny  - są to zdominowane przez największe gospodarki agencje działające pod ich dyktando, gdzie największy wpływ ma polityka. .
Tym bardziej moim zdaniem trzeba umieć znaleźć się w tej grze. Ignorowanie nie jest najlepszą drogą do osiągania celów. A ignorancja jest bodajże najważniejszą metodą dyplomacji tego rządu.

3. Przywództwo
A teraz was drodzy czytelnicy zaszokuję. Uważam, że Jarosław jest najlepszym przywódcą obecnych czasów w Polsce. Dawno nie widziałem polityka, który potrafiłby w tak rewelacyjny sposób zdyscyplinować całą świtę swoich poddanych.
Tym niemniej - świetne przywództwo nie idzie w parze z wizjonerstwem. Jarosław swoje przywództwo kieruje na inne tory. Dla niego najważniejszym celem jest udowodnienie swojej racji, której nikt nie wysłuchał bodajże 20 lat temu. Nie bierze on pod uwagę, że Polska jest teraz w innym punkcie historii i to co było już bezpowrotnie minęło. Czasem mam takie wrażenie, że mógłbym zostać postawionym przed sąd za to, że urodziłem się w Polskiej Republice Ludowej.
Szkoda. Jego charyzma i siła przywództwa mogłaby zaprowadzić kraj daleko. Niestety, jeśli przywództwo zamyka się w swoich własnych obsesjach pozwala na to by państwo toczyło się samoistnie ku niezbadanym kierunkom.

4. Opozycja
W Polsce jej nie ma. Po prostu. Poprzednia ekipa dalej nie umie otrząsnąć się po przegranej. Kompletnie nie ma pomysłu na istnienie. Nowoczesna próbuje skopiować pomysły Platformy ale z inną ekipą. Na zasadzie "ale to już było" nic nie zdziałają. Lewica dalej próbuje się odnależć po czasach afer, po której to straciła władzę, a poza tym cierpi na brak spójnego przywództwa, którym charakteryzowali się emerytowani baronowie. Kukiz otoczył się ludźmi, którzy szokują.
Polskie społeczeństwo jest zagubione i poszukuje czegoś nowego. Jakiejś nowej recepty na konstruowanie państwa. Moim zdaniem po 10 latach rządów prawicy nadszedł czas na lewicę lub centrolewicę. Przewiduję że "Razem" odniesie w kolejnych wyborach sukces na miarę Kukiza. Pytanie tylko czy aby do tego czasu będą w stanie zbudować całe zaplecze by zostać opozycją konstruktywną z zamiarem przejęcia odpowiedzialności za państwo.

5. Ksenofobia
Zawsze brzydziłem się ksenofobią o każdym charakterze. Obecnie w Europie mamy trend do budowania treści ksenofobicznych (np. kryzys emigracyjny). W Wielkiej Brytanii dochodzi nawet do aktów nienawiści wobec Polaków. W tak niebezpiecznych czasach myślę, że odwagą jest umieć rozładowywać napięcia miast ich podsycania.
W obecnej ekipie rządzącej, która stała się zakładnikiem pewnej części swojego elektoratu (szerokie pojęcie prawicy wlicza w tym momencie nawet tę skrajną prawicę) nie widzę przejawów choćby chęci do rozładowywania takich napięć. Rząd wysyła do Wielkiej Brytanii misję ministrów, aby nie dochodziło do przejawów nienawiści na tle narodowościowym, tymczasem nad Wisłą takie przejawy są ignorowane.

Swoją drogą niegdy nie umiałem zrozumieć pajaców którzy z emblematami faszystowskimi skandowali hasła wzywające do nienawiści naśladując w swoim "salutowaniu" nazistów, którzy jeszcze niespełna 80 lat temu zabijali ich dziadków używając tych samych emblematów i gestów.

Historia powinna nas uczyć. Nie wyciągamy z niej lekcji

Kilka lat temu punkowy zespół KSU wydał taki album "Dwa Narody". Zapraszam do zapoznania się z tytułowym utworem (link poniżej)

KSU "Dwa Narody"

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Niedzielni rodzice

Jakoś zawsze tak mi się udaje zaczerpnąć inspirację z chwil najmniej spodziewanych, zwyczajnych, niewielkich - i tak było w przypadku dzisiejszego postu.
A o czym on będzie - jak sama nazwa wskazuje o rodzicach niedzielnych, czyli takich od przypadku, od święta, nie zawsze...
Na przestrzeni czasu ewoluowało w społeczeństwie naszym pojęcie związku, lub czasem też małżeństwa. To, co kiedyś dla naszych rodziców było nie do pomyślenia, dla nas staję się normą i zwyczajem. Jeszcze 20 lat temu odsetek rozwodzących się małżeństw był zgoła niższy od tego, który mamy teraz. Poza tym społeczna presja była niewyobrażalnie większa niż teraz. Nie do pomyślenia było kiedyś, że w pewnym momencie naszego związku zdecydujemy o tym, że to co było dla nas kiedyś najważniejsze już takie nie jest. Nie do pomyślenia było, że z dnia na dzień można stracić fundament na którym budowało się całą przyszłość.
Świat popędził do przodu. To co kiedyś było poza zasięgiem naszego postrzegania dziś jest na porządku dziennym. Czy jest to kwestia naszego podejścia do życia, w którym wszystko wokół musi spełniać nasze oczekiwania, bo jeśli nie to trzeba wymienić na nowe? Nie wiem.
Są jednak osoby, które w tym całym zawirowaniu wypadkowej światopoglądów i znaku czasu są zagubione bardziej od innych.

Dzieci.

Bodajże one płacą największą cenę za naszą niedojrzałość. Oczywiście związek może nie przetrwać próby czasu. Dorosłe osoby w punkcie zwrotnym swojego życia mogą dojść do wniosku, że oto nadszedł ten moment w którym uświadamiamy sobie, że tak naprawdę z tą drugą osobą bardzo niewiele nas łączy, lub raczej więcej dzieli niż łączy. Dzieci jednak chcąc niechcąc tę próbę czasu muszą przezwyciężyć. To na nich spoczywa największa odpowiedzialność połączenia dwóch rozerwanych cząstek i próby połączenia ich w taki sposób, by świat nadal był dla nich zrozumiały. To właśnie dzieci muszą za pomocą swoich umiejętności połączyć dwa najważniejsze elementy swojego istnienia w taką konstelację, która tylko dla nich będzie zrozumiała i na której fundamencie będą dalej mogły budować swoje małe światy.
Tak mi się przypomniała teoria efektu motylu, która mówi, że trzepot skrzydeł motyla na jednym krańcu kuli ziemskiej może wywołać huragan na drugim krańcu tejże kuli. Podobie jest z dziećmi. Wszystkie te chwile, które dla nas wydają się małe, nieważne, frywolne dla naszych dzieci mogą być kamieniem milowym w ich rozwoju. Kiedy odepchniemy własne dziecko z jakiegoś błahego powodu nie możemy być pewni, że nie będzie to trzepot skrzydeł motyla, i gdzieś tam w dalszym życiu to właśnie odepchnięcie nie spowoduje prawdziwego huraganu w jego życiu. Wszystko jest ważne. Dosłownie.

Rozpisałem się trochę, a miało być o niedzielnych rodzicach.

No więc jest już rozpad tego czegoś co kiedyś nazywaliśmy związkiem a co stało się teraz dla nas tylko wspomnieniem (rzadko) lub z wolna pielęgnowaną niechęcią i nienawiścią (częściej).

Świat jest już tak zbudowany, że dziecko bardzo często zostaje z jednym z rodziców. No i właśnie tutaj pojawia się instytucja niedzielnego rodzica, której tak bardzo nie szanuję.
O ile w ramach jakiejś słownej lub pisemnej umowy rodzice umieją się porozumieć (dobra -  nie znam takich przypadków) i każde jednakowo chce mieć wpływ na rozwój dziecka - ustalają wspólne zasady na których będzie ich ten już nie związek, lecz rodzicielstwo funkcjonowało.
Niestety najczęściej jest tak, że to jedno z rodziców opiekuje się dzieckiem, a drugie spędza czas kiedy może, więc prawie nigdy.

Bardzo wygodnie jest być rodzicem na odległość, choć według mnie pojęcie rodzic uwzględnia osobę, która czynnie uczestniczy w życiu dziecka i pomaga w jego prawidłowym rozwoju. Jeśli pomoc w prawidłowym rozwoju ogranicza się tylko do zapłaty pieniążków co pewien określony czas i spędzenie kilku godzin w tygodniu, to bardzo ciężko jest mi nazwać taką osobę rodzicem. Rodzicielstwo na odległość Z WŁASNEGO WYBORU nie jest rodzicielstwem!
Nie umiem sobie wyobrazić sytuacji w której z własnej nieprzymuszonej woli rezygnuję z własnego syna. Chociaż dla niedzielnych rodziców zawsze będą powody, dla których nie można opiekować się dzieckiem. Praca, brak czasu, potrzeba dostosowania się do otaczającej rzeczywistości i ułożenia sobie świata na nowo. No właśnie - SOBIE. JA, MI, MNIE, MOJE. Nie MY, NAS, NASZE. Bycie noedzielny rodzicem jest bardzo łatwe i bodajże można zawsze niepowodzenia przypisać drugiemu rodzicowi, króry opiekuje się dzieckiem na co dzień.
Rodzicielstwo jest zbudowane z milionów małych chwil. Wspólnych wypadów gdzieś do parku, wspólnego odkrywania świata, wspólnych nieprzespanych godzin, kiedy dziecko budzi się w środku nocy, bo ma gorączkę i boli je główka, lub ma zły sen. Tych chwil, kiedy Twoje dziecko robi coś po raz pierwszy a ty jesteś obok niego i pamiętasz ten moment do końca swojego życia...
Dla mnie mój syn jest inspiracją mojego życia i tak pozostanie (do momentu aż pojawi się dziecko numer 2, wtedy będę podwójnie zainspirowany :-)
Umiem zrozumieć, że nie wszyscy rodzice mają ten przywilej, że mogą mieszkać ze swoim dzieckiem, ale doprawdy nie umiem zrozumieć rodziców, którzy dobrowolnie rezygnują ze swoich dzieci. Jest takie angielskie powiedzenie "Karma is bitch". Może się okazać kiedyś, że kiedy swoich dzieci potrzebować będziecie najbardziej one potraktują was w ten sam sposób.


piątek, 26 sierpnia 2016

O potrzebie umysłowego się ograniczania

Gdzieś między szperaniem na Gębooku (Facebook) a analizowaniem docierających do mnie informacji z programu dezinformacyjnego chwyciłem pewną ulotną myśl, której nie pozwoliłem już uciec, a zacząłem się jej przyglądać.
Dlaczego my - ludzie wybieramy intelektualne lenistwo?
Być może będę się powtarzał, aczkolwiek ze względu na postępujące i u mnie ograniczenia wynikające z masowego ogłupiania z każdej strony może tak się dziać.
Internet jest bodajże jednym z najwspanialszych odkryć naszej epoki my tymczasem wykorzystujemy go do bezużytecznych celów. Przyzwyczaiłem się już do widoku ludzi na przystanku z których każdy wpatrzony jest w mały ekranik swojego telefono-komputero-zegarko-budziko-wszystkiego. Nikt ne zacznie z nikim rozmowy, bo woli odizolowywać się zamknięty w pięciocalowy ekran. To co czyniło nas istotę społeczną z wolna w nas umiera. Jeśli nasze podejście do technologii będzie w taki sposób ewoluowało to za kilka lat nie będzie można mówić o społeczeństwie lub grupie społecznej tylko o zbiorze jednostek. Niestety jest to to samo.
Podczas wyprawy do parku z moim czteroletnim synem miałem widziałem dwóch facetów w wieku około lat 30, którzy uzbrojeni w smartfony poszukiwali Pokemonów. Nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać. Tak sobie pomyślałem, że wobec napiętej sytuacji na świecie istnieje wysokie ryzyko wystąpienia lokalnego konfliktu, który może przerodzić się w globalny. Mając świadomość, że  z cywila będą powoływać do armii ludzi takich jak tych dwóch nie wiem czy wytrzymalibyśmy 2 dni.
Kolejna sprawa - nie raz, nie dwa a raczej co kilka dni pochłaniając chłam z mass mediów można wyłapać co ciekawsze "ptaszki". Oto ostanio dowiedziałem się, że stolicą Węgier jest Budapesz. Gdzieś zżarło "t", albo - czytając opis jednego z nowych sprzętów technologicznych autor napisał "tylnia" klapka. Analfabeci pracujący dla mass mediów.
Największą rolę w odmóżdżaniu niepodzielnie sprawuje Facebook. Z tym tylko, że jeśli chodzi o mass media to jesteśmy faszerowani intelektualną kupą, a w przypadku Facebooka sami robimy kupę i częstujemy nią innych. Gdybym miał zliczyć ile razy Facebook wpłynął pozytywnie na mój rozwój intelektualny mógłbym zliczyć na palcach jednej ręki. Jedyną korzyścią wynikającą z posiadania konta jest umożliwiony kontakt do bodajże 99% ludzi, z którymi ten kontakt chciałbym utrzymać. I jest to jedyny pewnie powód dla którego jeszcze tam istnieję.
Jeśli chodzi o programy informacyjne. które celowo nazywam dezinformującymi to bardzo dawno już przestały odgrywać one swoją rolę. Nie tak dawno mieliśmy dzień z informacjami na temat zamachów w Niemczech. Żółty pasek przez pół ekranu z czarnymi napisami królował. Zginęło 9 osób a ok. 20 zostało rannych. Tymczasem dzień później w Kabulu w wyniku zamachu zginęło 80 osób a 231 zostało rannych. Na ten temat bardzo ciężko było znaleźć informacje. Innym przykładem jest ogromy wyciek metanu w Kalifornii o którym uważa się, że może być jedną z największych  katastrof ekologicznych w historii USA.

http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/115730,udalo-sie-opanowac-gigantyczny-wyciek-metanu-w-usa

Z wolna stajemy się ignorantami nie mającymi zielonego na jakich zasadach funkcjonuje świat i poddającymi się atakom mediów. Zresztą ataki te są coraz słabsze i mniej agresywne. Nie potrzeba wiele siły wkładać w okłamywanie odbiorców bo tak naprawdę niewielu weryfikuje informacje. Jesteśmy ślepo wierzący w zalewające nas informacje. Nie poddajemy w wątpliwość. Wątpliwość jest elementarnym pierwiastkiem rozwoju cywilizacji.  Dlatego też czarno widzę przyszłość naszej cywilizacji. Damy ponieść się fali - dokądkolwiek nas ona zaprowadzi. Jesteśmy stadem owieczek łatwo i z uśmiechem dających się prowadzić na rzeź.

niedziela, 14 sierpnia 2016

Hmmm

"Mój dom murem podzielony..." śpiewał onegdaj Kazimierz Staszewski. Czasy się zmieniają, ale wydaje mi się, że tekst jak nigdy przedtem pasuje do polskich realiów dnia codziennego.
Zastanawiałem się ostatnio jak bardzo jesteśmy podzieleni. My - Polacy. Nigdy przedtem nie doświadczyłem aż takich podziałów w społeczeństwie.
Są na świecie kraje, w których podziały są tak wielkie, że najprawdopodobniej przez kolejne setki lat nie zostaną zatarte. Dzieli religia ( i jest to chyba jeden z najważniejszych o ile nie najważniejszy podział), dzieli historia.
Nas nie dzieli religia (czasem mamy inny światopogląd, ale to już inna kwestia). Historia nas raczej łączy. A dzieli nas ostatnie kilkadziesiąt lat i ich zrozumienie.
Myślę, że podziały te są podsycane na użytek jak najbardziej prymitywnej chęci władzy.
Kiedyś myślałem, że kwestie ideowe, światopoglądowe i ich pochodne może być tylko czarne i białe. W świecie czarno-białym łatwiej jest wyłapać niespójności i odchylenia. Tymczasem z perspektywy czasu jestem przekonany, że jest wiele odcieni szarości gdzieś pomiędzy. Tymczasem Ci, którym zależy na tym by podziały w społeczeństwie były trwałe wmawiają nam, że czarne może być tylko ekstra czarne a jeśli białe to tylko "jaśniejszy odcień bieli"...
Zawsze przy takiej okazji przychodzi mi na myśl fragment filmu Marka Koterskiego pt."Dzień Świra"

https://www.youtube.com/watch?v=SnkZGN_xIVs



Z wyprawy do rezerwatu

A raczej obozu dla zwierząt.
Takie miałem wrażenia po wycieczce do niby-safari, w którym to zwierzęta wszędzie były pozamykane, apatyczne i raczej jakieś nie takie jakie być powinny. Wybierając kierunek wycieczki do niby-safari kierowała nami chęć pokazania młodzieży zwierząt które zna tylko z telewizji lub książek.
Doszedłem jednak do wniosku, że po pierwsze 4-lata, to chyba jeszcze trochę za mało na zwiedzanie takich miejsc, a po drugie takie miejsca raczej są smutne niż ciekawe. Jak już zauważyłem zwierzęta były jakoś tak bardzo apatyczne, ale z drugiej strony jakie mają być jeśli nie są w swoim naturalnym środowisku, tylko w "naturalnej klatce".
Chyba rozsądne byłoby nie pokazywanie własnemu potomstwu takich miejsc. Człowiek jednak uczy się na błędach i jest to ważna lekcja na przyszłość.
Kolejna myśl, która wpadła mi do głowy to jak bardzo człowiek jest dwulicową istotą w swym jestestwie. Wyrżnęliśmy pewnie z połowę gatunków na planecie kierując się zwykłą chciwością. Z tego co zostało powybieramy po kilka sztuk, pozamykamy w ogrodach zoologicznych lub innych obozach, by móc je podziwiać jak odsiadują wyrok.
Przerażające.

piątek, 15 stycznia 2016

2016

Witam.
Nadszedł nowy rok. Muszę przyznać, że zapowiada się arcyciekawie. Na wielu płaszczyznach.
Zmieniła się władza. Jakoś po kościach czułem, że raczej nie będzie nudno z przedstawicielami konserwatywnych katolików u władzy. I nie myliłem się. Prędkość zmian jest wprost powalająca. żeby nie było nieporozumień. Nie jestem zwolennikiem tejże partii, lecz akceptuję wybór narodu.
To, że akceptuję wybór nie znaczy jednak, że muszę zgadzać się ze wszystkimi decyzjami podejmowanymi przez ów władzę.
Jedna rzecz, której bardzo nie lubię i która wręcz napawa mnie gniewem, to przypadki w których rządzący przeprowadzają klasyfikacje. Ostatnimi czasy usłyszałem o gorszym sorcie Polaków. W związku z tym, że raczej nie skłaniam się ku katolicko-konserwatywnym nurcie w polityce poczułem, że znalazłem się tym gorszym sorcie. Zdziwiło mnie to poniekąd, ponieważ słyszałem wiele o nowej jakości w polityce, tymczasem prezes wraca do swoich starych zwyczajów (zresztą onegdaj pisałem już na tym blogu, że prawdopodobnie mentalnie stałem tam, gdzie stało ZOMO). Żeby nie było nieporozumień - nie jestem zwolennikiem jakiejkolwiek formy ubliżania władzy wobec obywateli. Szanuję każde zdanie. Nie podobało mi się, gdy politycy rządzący przez ostatnie 8 lat nawoływali do "odebrania babci dowodu". Podejrzewam jednak, że obecna rządzący, a już prezes w szczególności będzie czuł się jak ryba w wodzie móc tu i ówdzie nadmienić kim są wg niego ludzie, którzy nie zgadzają się z jego wizją świata.
Ostatnimi dniami zdumiony jestem sposobem w jaki "odpolitycznia" się media publiczne. O ile zgadzam się z faktem, że nie wszystkie programy publicystyczne były obiektywne o tyle zatrudnianie wyrazistego polityka na stanowisku szefa TVP nie przypomina mi odpolityczniania mediów. Zresztą cała ta rozmowa o mediach opiera się na założeniu, że tak naprawdę obywatele to imbecyle i można nimi za pomocą mediów w łatwy sposób sterować, więc ufając w to, że Polacy nie są jednak imbecylami zakładam, że jeśli ktoś dobierze się do mediów w taki sposób by nimi sterować i zakłamywać rzeczywistość ludzie wybiorą inne telewizje (mamy wszakże szeroki wybór) i to będzie na tyle w tej kwestii.
Poza granicami Polski również 2016 będzie niezmiernie ciekawy. Niestety w negatywnym sensie. Unia Europejska, która wg mnie jest niepowtarzalnym projektem pęka w szwach. Dobrym krokiem jest wg mnie inicjatywa brytyjskiego premiera Davida Camerona, który dąży do zreformowania Unii. Pewne aspekty jej funkcjonowania utknęły mentalnie gdzieś w połowie lat 90-tych i nie bardzo może poradzić sobie z problemami, których przyszło nam doświadczyć obecnie.
Sięgając dalej - na bliskim wschodzie pojawiło się nowe zarzewie konfliktu między Arabią Saudyjską a Iranem. Nie bardzo jest wiadomo w jakim kierunku konflikt ten zmierza.
Ukraina dalej jest w rozsypce. A do Europy przybywa rzeka uchodźców, którzy zaczynają być bardzo poważnym problemem w Europie.
Martwi mnie gospodarka. Mamy sygnały o tym, że chińska gospodarka bardzo spowalnia, co niestety będzie miało swój negatywny oddźwięk w całej gospodarce światowej. Powinniśmy przygotowywać się na duże turbulencje.
A prywatnie - hmmm. Batalia o ukierunkowywanie Oliviera w stronę współpracy zamiast konfliktu. Nadchodzący remont. Nadzieja na kontynuację wszystkich dobrych rzeczy, które dało nam przeżyć w poprzednim roku i naprawę tego co złe wydarzyło się w rodzinie.