piątek, 12 czerwca 2015

W krainie upadku - O SLD słów kilka

Witam drogich czytelników. Dziś będzie typowo politycznie. Choć nie lubię za bardzo określać się politycznie w stu procentach bywały czasy kiedy moje poglądy były reprezentowane przez raczej jedno ugrupowanie. Z racji tego iż od zawsze sprawiedliwość społeczna była bliska memu sercu, a ponadto uważałem, że religia nigdy nie powinna dominować w żadnym rozwiniętym państwie najbliżej mi było do partii centrolewicowych, za którą uważałem swego czasu SLD. Niestety jedyna partia z którą było mi po drodze rozpoczęła swoją wędrówkę po bardzo krętych ścieżkach. Ścieżkach powolnego upadku i rozkładu. Dzisiejsza partia nie ma nic wspólnego z partią sprzed 15 lat (no może prócz nazwy). Dla mnie SLD zostało i pozostanie już pewnie na zawsze synonimem zaprzedania majątku narodowego na rzecz kolesiostwa i prywaty. Zostanie synonimem ograbiania państwa. Synonimem handlowania ustawami. Takie państwo zaproponowało nam ugrupowanie małego Leszka, który myślał, że jest wielkim. Takiej niechluby w jakiej w 2005 roku odchodziła SLD nie pamiętam od 1989. Zbyt późno zdałem sobie niestety sprawę, że ci, którzy wynosili sztandar PZPR i później próbowali stworzyć partię nigdy nie zmienili swojej komunistycznej mentalności. Dla nich prywata i rozgrabianie państwa była i jest czymś najbardziej normalnym, ponieważ przez X lat przed 1989 roku robili to samo i nikt nie zgłaszał sprzeciwu. Dzięki Bogu społeczeństwo ich rozliczyło. Nikt chyba nie zapomniał jeszcze małego Leszka z czasów jego wygnania z Sojuszu i w celu pozostania przy sejmowym papu mariażu z dziwnym tworem o nazwie Samoobrona. To był szczyt politycznej bezczelności w której Leszka może jedynie przebić pan Ryszard, którego fundamenty etyczne są silne niczym silikon. Szkoda mi SLD ponieważ była to partia, w której przynajmniej młodzież miała pomysł na nowoczesną Polskę. Niestety młodzież ta nie znalazła posłuchu u partyjnych baronów i efekt jest taki, że na jesieni Sojusz pożegna się z sejmem i odejdzie w niesławie, którą zapewnił jej człowiek, który wierzy, że tylko dlatego, że jego małoleszkowatość ma dla partii zbawienny wpływ. Nie jest w stanie zrozumieć, że powinien odejść dla jej dobra. Nie ma niestety na scenie politycznej ani partii ani osoby, która dałaby nadzieję polskiej cetrolewicy. Jest gdzieś tam wprawdzie fantom o imieniu Janusz, którego kręgosłup moralny jest z gumy i jednego dnia twierdzi to, drugiego zupełnie co innego, lecz jak już pisałem jest to swego rodzaju fantom, który bawi wszystkich i fajnie, że jest, ale jak już się robi poważnie to idzie w kąt bo chodzi tu o sprawy dorosłych.
Wracając do sprawy małego Leszka i jego partii pamiętam kiedy podczas obrad jednej z bezsensownych komisji śledczych, które nic do sprawy nie wniosły a jedynie wypromowały śledczych powiedział nasz bohater, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, lecz po tym jak kończy. Mam nieodparte wrażenie że słowa te było prorocze. Niestety dla Leszka w negatywnym tego słowa znaczeniu.

Podrawiam