sobota, 24 grudnia 2011

WESOŁYCH ŚWIĄT

Jak co roku nastał czas Świąt Bożego Narodzenia. Z tej okazji chciałbym wszystkim życzyć by ten okres był dla każdego czasem zdrowia, spokoju oraz szczęścia. Ten specjalny czas jest dla mnie jednym z najważniejszych momentów w roku. Nie ważne jak wygląda cały rok. Gdy zbliża się czas świąt staram się aby ten czas był wyjątkowy. Gdy udaje mi się dodatkowo spędzić ten czas z rodziną to więcej mi nie potrzeba. Zbyt wiele chaosu i pośpiechu jest wokół by zmarnować i ten czas, więc sobie i wszystkim Wam życzę by czas świąt był dla nas przede wszystkim czasem zaczerpnięcia oddechu od szarej rzeczywistości i nabrania nowych sił. BLESS

środa, 21 grudnia 2011

out of hell... once again

siema! po dłuższym milczeniu spowodowanym lenistwem umysłowym tudzież pracą fizyczną postanawiam poodkurzać tutaj troszkę. przemyślenie na dzisiaj jest takie że każde nawet największe piekło ma gdzieś swoje granice. trwając w piekle myślimy, że stan ten jest permamentny, wydłuża nam się w nieskończoność, aczkolwiek każdy stan ma swój koniec. życie składa się z etapów. każdy etap z osobna ma takie czy inne nacechowanie. razem tworzą całość, lecz nie całość nie jest i nie powinna być nacechowana. dzielmy na etapy! anyway - the hell is over

sobota, 1 października 2011

Całą Polska Czyta (?)

Uwielbiam czytać książki. Nie wszystkie oczywiście trafiające w moje ręce okazują się na tyle ciekawe i interesujące by o nich w ogóle wspominać, aczkolwiek raz na bardzo długi czas pojawia się interesująca lektura wciągająca bez reszty. Nie będę przytaczał tutaj tytułow (pozostawię to na osobny post), gdyż chciałbym pochylić się nad samym faktem czytania. Wpada więc w moje dłonie książka cenna, wartościowa, otwierająca umysł i czuję że zmienia się wszystko wokół. Nagle słowa zawarte na stronnicach rozjaśniają mrok dotychczas panujący w moim umyśle i staje się jasność. Zaczynam dostrzegać rzeczy których wcześniej nie dostrzegałem. Zauważam inny punkt widzenia. Często zdarzają mi się wtedy takie momenty kiedy to mając na przykład wykonać daną czynność wykonuję ją bezwolnie nie myśląc o niej wcale, gdyż mój umysł zaprzątnięty jest informacjami zaczerpniętymi z książki. Efekt takich czynności wykonywanych bezwolnie często jest marny (odkryłem to ostatnio kiedy posoliłem kawę :-). Uwielbiam jednak ten stan kiedy mój umysł jakąś ideą i próbuje ją zanalizować. Nistety, w świecie totalnego konsumpcjonizmu nie zdarza mi się "wpadać" na wiele takich książek. Warto jednak czytać.

piątek, 30 września 2011

Dlaczego jesteśmy źli?

Czasem zastanawiam się jaka siła sprawcza pcha nas ku złu? Powinniśmy raczej kierować się w stronę dobra, jako wartości konstruktywnej, budującej. Tymczasem od początków wszelkich cywilizacji towarzyszy nam czynnik zła, który w pewnych momentach naszego życia motywuje nasze działania. Co sprawia, że kierujemy się złą wolą? Człowiek jako bodajże jedyna istota żyjąca na ziemii potrafi sprawiać, obserwować i sycić się cierpieniem drugiego osobnika tego samego gatunku. Czy prawdą jest iż drzemią w nas dwie przeciwstawne siły: Dobro i Zło? Czy nie jest tak, że kierując się dobrem jako pojęciem konstruktywnym dążymy do osiągnięcia pełni szczęścia (przynajmniej w założeniu)? Co zatem osiągamy czyniąc zło?

niedziela, 11 września 2011

CZAS WYBORU

Wielkimi krokami zbliża się czas wyborów parlamentarnych. W związku z tym chciałbym podzielić się kilkoma spostrzeżeniami i przemyśleniami. Kilka lat temu moim wyborem (lub też manifestem) było niedokonywanie wyboru. Z racji tego, że tak czy inaczej czułem się oszukany przez każdą władzę postanowiłem że nie będę głosował w ogóle. Po pewnym czasie zreflektowałem się jednak iż niedokonywanie wyboru może doprowadzić do niechcianego wyboru, lub inaczej do niemego pryzywolenia. Zrozumiałem, że głos oddany przy urnie wyborczej bardziej może czasem stanowić sprzeciw aniżeli tego głosu nie oddanie. Nie będę niestety wyjątkiem i nie napiszę, że znalazłem opcję polityczną która zachwyca, lecz uświadomiłem sobie iż są takie które mnie przerażają swoją wizją świata. Taki niestety wszyscy mamy wybór. Kolejną sprawą jest Przedwyborczy Festiwal Swiętych Mikołajów. Spektakl ten rozgrywa się na naszych oczach przed każdymi wyborami i zdaje mi się, że większa część społeczeństwa zdążyła się już do tego przyzwyczaić (co w swei istocie jest zatrważające). Rozdawnictwo Iksa czy inszego Igreka nie ma granic. Co kilka lat przywódcy partii politycznych uświadamiają sobie, że w Polsce dzieje się źle i że trzeba to naprawić. Trzeba dać! Dać tym, dać siamtym i - uchowaj Boże - nikomu nie zabierać. Rozdawnictwo wyczynowe! Mało tego! Aby dogłębniej zrozumieć polskie społeczeństwo trzeba zejść z piedestału na ulicy Wiejskiej i wyjść poza granicę. Trzaba zasymilować się z biedną Polską. I znowu pan X skupionym wzrokiem wpatruje się w zmęczoną twarz polskiego rolnika, który artykułuje mu swoje problemy obiecując, że już za kilka miesięcy wszystko się ułoży, a pan rolnik będzie opływał dostatkami po kres. Pan Y natiomiast wścieka się po rozmowie z emerytką, że nie ma za co leków kupić. Jak to? Przecież już po wyborach czeka szereg ustaw do zaakceptowania, które za darmo dadzą emerytom leki, a może nawet przeprowadzą superrewaloryzację rent i emerytur. Ktoś inny wyskoczy z piedestału do sklepu na rogu i narobi szumu odbierając paragon, że tak drogo i w ogóle... A po wyborach wszystko wróci do porządku. Twarz rolnika dalej będzie nosiła piętno zmęczenia, emeryci w kolejce po leki dalej będą się zastanawiali czy im wystarczy i tylko Święci Mikołajowie wskoczą na piedestał i ziewając w poselskich ławach pomyślą "ale nasze społeczeństwo ma dobrze, że wybrało właśnie nas"... Spesymizowałem... Idźmy do wyborów i oddajmy głos. Może na kogoś kogo znamy bardziej niż innych, komu ufamy bardziej niż innym. Słyszałem ostatnimi czasy o takim pomyśle by głosować na "doły" danej partii. Znaczy się chodzi o to by głosować nie tyle na daną partię o ile na jej reprezentantów z dołu listy. Może zmiana pokoleniowa coś pomoże...

niedziela, 12 czerwca 2011

w mrocznym pawilonie...

Muzycznych inpiracji kolejna odsłona.
Tym razem jest to brytyjski zespół doom metalowy MY DYING BRIDE. Kapela debiutowała na początku lat dziewiećdziesiątych i razem z PARADISE LOST i ANATHEMA są uważani za prekursorów gatunku. Po dwudziestu latach działalności trzech wyżej wymienionych zespołow można zaobserwować jak różnymi drogami one podążyły. Anathema krąży gdzieś na polach rocka progresywnego, Paradise Lost próbuje wskrzesić swoje agresywne oblicze (vide ostatni album "Faith Divide Us - Death Unite Us") a na placu boju pozostał My dying Bride. Zespół przez kolejne lata ewoluował, co nie znaczy że kiedykolwiek zboczył z dawno temu obranej przez siebie drogi. Na początku działalności było tu można usłyszeć echa death metalu, które stopniowo zanikły. Z czasem w instrumentarium pojawiły się skrzypce i klawisze co bez wątpienia wzbogaciło muzykę zespołu. Chwię później na albumie "34.788%... Complete" w zespole pojawiła się na krótko elektronika, co oczywiście spowodowało krytykę ze strony bardziej konserwatywnych fanów. Następnym albumem był "The Light At The End Of The World" gdzie zespół porzucił elektroniczne rozwiązania na rzecz bardziej tradycyjnych i w tych klimatach już pozostała.
My Dying Bride niespodziewanie stał się dla mnie zespołem inspirującym pod każdym względem. To właśnie dzięki brytyjczykom poznałem doom metal, muzykę z której czerpię inpiracje po dziś dzień. My Dying Bride ma wg mnie coś co w innych zespołach czasem ciężko znaleźć - klimat. Depresyjny, melancholijny, romantyczny a przede wszystkim mroczny. Pierwsze moje spotkanie z Moją Umierającą Panną Młodą odbyło się gdzieś w okolicach "The Light At The End Of The World" i "Dreadful Hours". To co mnie zachwyciło, pomijając klimat, to sposób ich grania. Rozbudowane, hipnotyzujące intro które wycisza tylko po to by za chwilę uderzyć chłodnym miarowym riffem; wokalista Aaron Stainthorpe stosuje podobną metodę - wprowadza słuchacza w nastrój swoim czystym wokalem, by za chwilę sponiewierać growlem.
Wielkie wrażenie wywarł na mnie ich ostatni album pt."Evinta", który jest albumem zawierającym muzykę odmienną od obecnych dokonań zespołu. Odmienną nie znaczy gorszą. Osobiście uważam, że jest to jedno z najbardziej wzniosłych dzieł zespołu i polecam każdemu.

niedziela, 1 maja 2011

okiem emigranta

Czasami człowiek zadaje sobie pytania ważne lub ważniejsze i poszukuje na nie odpowiedzi lub chociaż próbuje ją znaleźć, gdyż nie zawsze jest to proste. Pewnego dnia zacząłem się zastanawiać co znaczy dla mnie bycie Polakiem. I dalej nie wiem, ale często o tym myślę. Myślę, że każdy powinien mieć elementarny szacunek do kraju w którym się wychował. Często widziałem sytuacje, kiedy polskość stawała się dla ludzi czymś czego trzeba było się wstydzić i przemilczeć. Nie umiałem tego zrozumieć. Często byłem świadkiem sytuacji kiedy nawet słowo Polska wypowiadane przez obcokrajowca już wzmagało czujność Polaka który stał obok uważając że będzie obiektem drwin lub poniżenia. Kiedyś kumpel powiedział mi, że mamy dużego pecha, bo jest tyle państw na świecie, a my musieliśmy się urodzić w Polsce. Było to kiedy mieszkałem w Polsce i uważałem podobnie jak On. Dziś z perspektywy czasu i miejsca dostrzegam, że tak naprawdę to miałem dużo szczęscia że urodziłem się właśnie tu. Nie wiem co stanowi o mojej polskości, nie wiem czy jestem patriotą ale, do cholery, lubię ten kraj!

niedziela, 27 marca 2011

pływając w stercie śmieci

Tak, pływając w stercie śmieci informacyjnych natknąłem się na coś bardzo interesującego, a mianowicie na :

http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/542847,Rozstrzelajmy-pieska-zarznijmy-delfinka.html

warto poczytać

...

Czasem tak się dzieje że dopada mnie zmęczenie nihilistycznym podejściem do życie otaczających mnie ludzi. Facebook pomaga mi w tym każdego dnia. Niewiem dlaczego posiadam konto na "fejsie", nie umiem znaleźć racjonalnego wytłumaczenia. Chyba kierowała mną chęć utrzymywania kontaktu ze znajomymi. Ogólne zamierzenie było takie aby portale społecznościowe zbliżały do siebie ludzi, lecz wydaje mi się że efekt jest zgoła inny. Miast kontaktować się z sobą bezpośrednio poprzez dajmy na to spotkania w gronie przyjaciół wdrapujemy się na portal, żeby zobaczyć co u innych słychać, podejrzeć fotki, ewentualnie dodać pikantny komentarz... I taki portal nazywa się społecznościowym? Wg mnie duża część społeczności na portalach pokroju "fejsbuka" jest społecznie upośledzona. Zastanawiam się co kieruje ludźmi, którzy każdą wolną chwilę poświęcają tylko na aktualizowanie swojego statusu. "X wstał z łóżka", "Z idzie do toalety", "Y robi kupę". Co to mnie do ciężkiej cholery obchodzi. Internet to świetny wynalazek która może oddziaływać pozytywnie, ale chyba przede wszystkim oddziaływuje negatywnie. Trzeba nam świadomości tego globalnego problemu i przede wszystkim zastanowienia się jak z nim walczyć nim jeszcze nie jest za późno.

niedziela, 20 lutego 2011

Czy wy nas macie za idiotów?

Nerwy tak mi czasem puszczają i muszę wylać swój gniew na klawiaturę...
Zasiadanie przed telewizornią staje się powoli bardziej męczące niż cały dzień w pracy. Pomijam już oczywisty fakt, że telewizornia nie serwuje nic co w swej istocie skłaniałoby do jakiejkolwiek głębszej refleksji. W ciągu ostatniego roku obejrzałem bodajże dwa filmy, które skłoniły mnie do przemyśleń i było to efektem poszukiwań. Telewizornia w swej masowości stała się sługusem naszych hedonistycznych pragnień. Jest to pewien rodzaj deal'u - telewizja dostaje pieniążki, a my stertę śmieci, które pozwalają nam choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości. W ten sposób interes się kręci. Jest w telewizji ogromny potencjał, którego nie wykorzystujemy. Potencjał, który polega na ogólnej dostępności i który gdyby tylko został odpowiednio użyty mógłby przynieść wielkie korzyści dla nas jako społeczeństwa. Mówię tutaj o pewnego rodzaju stymulowaniu myślenia. Tymczasem pomijając już filmy nic nie wnoszące do naszego życia mamy jeszcze publicystykę, programy dokumentalne, reportaże, których jedynie ułamek kreuje myślenie. Nie twierdzę, że telewizja w całości powinna spełniać rolę nauczyciela, ale przy takiej wielorakości kanałow tematycznych z jaką spotykamy się na co dzień powinniśmy mieć możliwość wyboru czegoś inteligentnego, czegoś co spełniałoby nasze potrzeby pogłębiania wiedzy. Tymczasem ja takiego wyboru nie zauważam. Publicystyka oscyluje od dobrych kilku lat wokół niekończącego się sporu władzy z opozycją na żenująco niskim poziomie. W naszym życiu publicznym nie ma potrzeby rozmowy, jest potrzeba wyartykułowania swoich poglądów. Czasem sobie myślę, że rownie dobrze zamiast zapraszać reprezentantów kilku odmiennych poglądów do jakiegokolwiek programu możnaby zapraszać każdego z nich oddzielnie po to tylko żeby wygłosił swoje poglądy i żabyśmy nie musieli oglądać tych żenujących tyrad nienawiści. Przynajmniej mnie nie są one do niczego potrzebne. Sieją jedynie wśród społeczeństwa niepotrzebną nienawiść i powodują rodzenie się coraz większych podziałów.
Wracając do sedna sprawy chciałbym dodać, że jednym z efektów ubocznych traktowania widza jak idioty może być jego rzeczywiste zidiocenie. Takie samospełniające się proroctwo. Dla porównania weźmy np. życie polityczne w Polsce. Jesteśmy karmieni od lat tymi samymi hasłami i w efekcie coraz większa część społeczeństwa zdaje się myśleć, że są to realne problemy, których rozwiązanie spowoduje wszechogólne zadowolenie i dobrobyt. Tak niestety nie jest. Prawdziwe problemy są odsuwane na boczny tor. Mamy w efekcie problemy poboczne lub (i) czasem wirtualne, aby odpędzić świadomość tych prawdziwych.
To pewnie glupi postulat, ale chciałbym aby ludzie, którzy decydują o tym co my jako widzowie będziemy oglądać w TV nie kierowali się wyłącznie mamoną lub linią polityczną. Może warto zainwestować w społeczeństwo, wyedukować je bardziej.
Dajcie nam szansę nie być idiotami.

czwartek, 3 lutego 2011

WIADOMOŚCI BEZ CENZURY 1

... a teraz wiadomosc z ostatniej chwili. Nasz reporter dowiedzial sie z nieoficjalnych zrodel ze podczas Swiatowego Forum Ekonomicznego zostala w scislej tajemnicy podjeta uchwala na temat walki z ubostwem. Czytamy w niej m.in. ze podmioty o globalnym wplywie na gospodarke zdajac sobie sprawe z odpowiedzialnosci jaka na nich ciazy w zakresie kreowania swiatowego wzrostu gospodarczego powinny dazyc do obranych celow. W zwiazku z tym faktem oczywista staje sie konkluzja ze w naszym wspolnym interesie lezy walka ze swiatowym ubostwem. Uczestnicy Swiatowego Forum Ekonomicznego idac tym tropem podjeli niezbedne decyzje na ktorych rzecz beda lobbowac u przywodcow glownych gospodarek swiatowych. Pierwszym i zarazem podstawowym narzedziem. bez ktorego funkcjonowania w ogole nie mozna wyobrazic sobie walki z ubostwem jest systematyczne podnoszenie podatkow oraz proba fiskalizacji wszystkich obszarow zycia kazdego czlowieka. Kolejnym naturalnym krokiem powinna byc penalizacja wszelkich czynnosci majacych na celu zwolnienie jednostki z tych oplat (chodzi glownie o tzw proby odroczenia oplat lub ich calkowitego umorzenia). Oznacza to ze kazda proba odwolania sie od placenia podatkow zostanie objeta czynnosciami karnymi.
Kolejnym etapem powinno byc wprowadzenie wiekszych oplat administracyjnych oraz podnoszenie ich o podwojna wartosc wskaznika inflacji w danym roku. Srodki te zostana oczywiscie wykorzystane na funkcjonowanie podmiotow administracyjnych walczacych z ubostwem.
Jak udalo nam sie nieoficjalnie dowiedziec wsrod glow panstw zaproszonych na szczyt zapanowala euforia, ze maja tak wielkie wsparcie ze strony sektora prywatnego iz postanowili wesprzec te dzialania tworzac specjalny fundusz swiatowy, ktorego najwieksza czescia skladowa bedzie specjalny podatek placony przez kazdego pracownika w skali 10% od uzyskanych przychodow.
Nie obylo sie niestety bez ekscesow. Podczas jednego ze spotkan na sale wtargnal blizej niezydentifikowany mezczyzna wspierany przez garstke ekstremistow skandujac haslo "wszystkich nas puscicie z torbami" ;-)

środa, 5 stycznia 2011

In Total Darkness

Jakos wspominkowo mnie wzielo...
Zastanawiajace jak czesto spotykamy na drodze naszego zycia ludzi, ktorzy kilka chwil pozniej znacza niewiele,a moze sa jedynie mglistym wspomnieniem dawno minionych chwil. W mrocznej otchlani wspomnien wszystko gdzies znika i topi sie, by potem nasza klasa czy inny 'fejsbuk' przypomnial nam to i owo. Czy to dobrze, ze wracamy pamiecia do dawnych chwil, ktore wypadly z pamieci? Sam niewiem... Z jakiegos wszakze powodu ulotnily sie. Aczkolwiek fajnie jest czasem przypomniec sobie co myslalo sie w danym momencie swojego zycia, co bylo wazne a co mniej. Wszakze wszystkie te chwile lacznie stworzyly kazdego z nas takim jakim jest. Czesto zdaje sobie sprawe, ze gdyby pominac jakis malutki szczegol w calym tym,zakreconym jak spirala,scenariuszu zycia jakas czesc mnie zniknelaby bezpowrotnie. Nie jest wazne czy pominiety zostalby istotny czy nieistotny element - caloksztalt bylby inny (efekt motyla?)